Audiofilizm

Gramofon Transrotor Zet-3. Foto: audio-markt.de

Audiofilizm to postawa zakładająca dążenie do uzyskania najlepszej jakości dźwięku, przy słuchaniu nagranej muzyki. Jakość tę uzyskuje się dzięki zastosowaniu odpowiedniego sprzętu (odtwarzacze, wzmacniacze, głośniki), okablowania, a także adaptację akustyczną pomieszczenia odsłuchowego. Pojęcie audiofilizmu jest nierozerwalnie związane z pojęciami Hi-Fi (high-fidelity czyli wysoka wierność odtwarzania) i Hi-End. O ile jednak to pierwsze pojęcie ma aspekt techniczny (istnieje norma DIN z roku 1973 określająca parametry techniczne, jakie musi spełniać sprzęt, żeby mógł być określany, jako Hi-Fi), o tyle Hi-End ma znaczenie wyłącznie marketingowe. Paradoksalnie, o przynależności do klasy Hi-End decyduje głównie cena urządzenia, która potrafi być absurdalnie wysoka.

System niemieckiej firmy MBL za ponad milion złotych. Foto: audiosystem.com.pl

Wikipedia definiuje audiofila, jako osobę szczególnie zainteresowaną wysoką jakością odtwarzanego dźwięku i posiadaniem sprzętu odtwarzającego najwyższej klasy. Co ciekawe dodaje, że audiofilami są praktycznie wyłącznie mężczyznami (w USA rasy białej). Z tym stwierdzeniem nie do końca mogę się zgodzić, bowiem z moich obserwacji poczynionych na wystawach Audio Show, organizowanych corocznie w Warszawie wynika, że kobiety stanowią około 20% audiofilów. Ostatnio też coraz częściej można się zetknąć z recenzjami sprzętu w pismach audiofilskich, pisanych przez kobiety.

Według ortodoksyjnych audiofilów, na jakość dźwięku ma wpływ nawet to, jakiego kabla użyjemy, żeby podłączyć wzmacniacz do prądu. Na zdjęciu kabel polskiej firmy Gigawatt. Foto: av.com.pl

No właśnie: pisma audiofilskie! Jest ich kilka na naszym rynku (Audio, Hi-Fi i Muzyka, Audio Video, Hi-Fi Choice) i same chcą uchodzić za pisma konsumenckie. To znaczy takie, które pomagają potencjalnym nabywcom w zorientowaniu się, które urządzenia, z masy dostępnych na rynku, są godne uwagi. Niestety pisma te, które zyski czerpią głównie z reklam zamieszczanych przez producentów i dystrybutorów sprzętu, są poddawane silnej presji z ich strony. W efekcie recenzje sprzętu, zamieszczane na ich łamach, są nie do końca bezstronne. O ile takie pisma, jak Hi-Fi i Muzyka czy Audio Video dokonują porównań i przyznają jednym urządzeniom pięć „gwiazdek” a innym np. tylko trzy, o tyle Audio o każdym recenzowanym sprzęcie pisze, że jest wspaniały. Jest to więc, de facto, pismo dla producentów i dystrybutorów, a nie dla konsumentów.

Foto: av.com.pl, hfc.com.pl

Pisząc o audiofiliźmie, nie sposób nie poruszyć kwestii cen sprzętu. Przeciętnego klienta, który zastanawia się, czy kupić „wieżę” Sony za 800 zł, czy może LG za 400 zł, ceny audiofilskich klocków (klocek to każdy z elementów tzw. toru odsłuchowego, czyli odtwarzacz, wzmacniacz, kolumny głośnikowe) mogą przyprawić o zawrót głowy. Wprawdzie zupełnie przyzwoity klocek można nabyć już za 2 tys. zł, ale ceny sięgające 10 i 20 tys. nie są wcale rzadkością. Przy czym nie ma tu górnej granicy. Jeśli ktoś postanowi kupić wzmacniacz za nie mniej niż 100 tys. zł, to będzie miał naprawdę duży wybór. A kolumny za ponad 200 tys. zł za parę są dostępne od ręki w niektórych sklepach.

Kolumny głośnikowe od lewej: Dali 60 tys. zł, KEF 100 tys. zł, Sonus Faber 70 tys. zł, Martin Logan 68 tys. zł.

 

Pytanie, czy cała ta zabawa ma sens? Twierdzę, że tak, chociaż trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem. Nie ulega natomiast żadnej wątpliwości, że słuchanie muzyki z wykorzystaniem dobrych urządzeń, dostarcza naprawdę wspaniałych wrażeń.

Seria kolumn brytyjskiej firmy Monitor Audio. W skład serii wchodzą, oprócz typowych głośników stereo, także specjalne głośniki kina domowego: głośnik centralny, subwoofer, głośnik efektowy. Foto: av.com.pl

I jeszcze jedna kwestia, z którą często się spotykam, rozmawiając ze znajomymi na ten temat. Wiele osób twierdzi, że nie słyszy żadnej różnicy pomiędzy dźwiękiem odtwarzanym przez tanią wieżę, a dźwiękiem odtwarzanym przez drogi sprzęt. To nie jest prawda. Różnicę usłyszy każdy, trzeba tylko chcieć porównać. Natomiast zupełnie odrębną kwestią jest potrzeba obcowania z dobrym dźwiękiem. Jeśli ktoś traktuje muzykę, jako tło przy innych domowych czynnościach, to nie ma co zawracać sobie głowy audiofilskim sprzętem. Ale jeśli ktoś lubi zasiąść w fotelu z kieliszkiem dobrego wina, włączyć sobie płytę ulubionego wykonawcy i uważnie jej wysłuchać – to bezwzględnie powinien zainwestować w przyzwoity sprzęt.

Znajomym sceptycznie nastawionym do audiofilizmu, proponuję czasami następujący test. Ustawiam ich w miejscu odsłuchowym (w równej odległości od obydwu kolumn), i włączam dobrze zrealizowaną płytę. Muszę tu wyjaśnić, że optymalny dźwięk dociera do słuchacza wtedy, gdy jego uszy znajdują się na osi głośników wysokotonowych. Kolumny podłogowe mają tak dobrane wymiary, że głośnik wysokotonowy znajduje się na takiej wysokości, jak uszy słuchacza, siedzącego w fotelu. Ale poddawany testowi delikwent stoi, więc ma uszy powyżej osi głośników. I o to chodzi. Proszę go, żeby skupił się na słyszanej muzyce i powoli przykucał, zbliżając tym samym położenie uszu do osi głośników. I każdy poddawany takiemu testowi, twierdzi, że słyszy różnicę! A przecież w grę wchodzą tu zaledwie drobne subtelności. To co dopiero, gdybyśmy mieli do czynienia z różnymi głośnikami!

Kolumny niemieckiej firmy Elac. Foto: audio.com

Kolumny włoskiej firmy Sonus Faber. Foto: audio.com

Na zakończenie jeszcze jedna konstatacja. Sprzęt audiofilski, w szczególności ten z wyższej półki, bywa po prostu piękny. Nierzadko są to swoiste arcydzieła wzornictwa przemysłowego. Przyjemność z posiadania takiego sprzętu jest podwójna: raz, że pięknie gra, a dwa, że cieszy oko swym widokiem.

4 komentarze

  1. Aisha 26/10/2014
  2. anteny gorzów 17/07/2015
    • Jan Adamski 17/07/2015
  3. Szczepan 02/09/2015

Zostaw komentarz