Orlen a Możejki

Foto: orlenlietuva.lt

Portale ekonomiczne podały wiadomość o gigantycznych rezerwach utworzonych przez PKN Orlen w związku z utratą wartości rafinerii w Możejkach. Oznacza to, że Orlen, kupując Możejki, wyrzucił w błoto co najmniej 4,2 mld złotych (w rzeczywistości znacznie więcej). Wszyscy, którzy interesują się choć trochę gospodarką, wiedzieli od początku, że decyzja o zakupie Możejek jest bez sensu i może przynieść tylko straty. Dlaczego więc została podjęta? Odpowiedź jest prosta: z powodów politycznych. Prezydenci Polski i Litwy (żeby nie wymieniać nazwisk nazwę ich: NWP czyli Nasz Wielki Prezydent i IPTWP czyli Ich Prawie Też Wielki Prezydent) uzgodnili między sobą, że taka transakcja zostanie przeprowadzona. Dla IPTWP ważne było, żeby chluby litewskiego przemysłu nie przejęli Rosjanie, dla NWP ważna była obłąkana idea „Polski jagiellońskiej”. Powie ktoś, że przecież decyzji inwestycyjnych nie podejmują politycy, tylko zarządy spółek. To prawda, ale nie dotyczy to spółek skarbu państwa. Tam zarząd musi zrobić to, co zdecydują politycy, bowiem, w przeciwnym razie zostanie odwołany. A, że wykonując polecenia polityków działa na szkodę spółki? To co z tego? Prawdopodobieństwo, że zostanie za to pociągnięty do odpowiedzialności, jest znikomo małe. A jeśli będzie karnie spełniał zachcianki aktualnie rządzących, to może dłużej utrzyma się na stanowisku? A przecież każdy dodatkowy miesiąc utrzymania się na stanowisku, to kolejne 100 tysięcy na koncie. Więc dylematów raczej nikt nie ma.

Tak więc od samego początku Orlen zderzył się z dwiema przeciwnościami. Rosjanie, niezadowoleni z takiego obrotu sprawy, zaprzestali dostarczania ropy, a Litwini, generalnie nastawieni antypolsko, zaczęli tworzyć bariery utrudniające funkcjonowanie rafinerii (np. zlikwidowali linię kolejową, którą produkty rafinerii były dostarczane do portu). Logika nakazywała jak najszybciej wycofać się z tej inwestycji. Ale byłoby to przyznanie się do błędu. Więc tak to trwało.

Zostaw komentarz