Audiofilizm – post scriptum

Głośniki tubowe firmy Avantgarde Acoustic. Foto: extravaganzi.com

We wpisie o audiofiliźmie skoncentrowałem się na sprzęcie. To oczywiście ważne; bez odpowiedniego sprzętu nie byłoby dobrego dźwięku. Ale najważniejsze są przecież subiektywne wrażenia każdego kto słucha odtwarzanej muzyki. Każdy potrafi określić, który dźwięk podoba mu się bardziej, a który mniej. Ale, gdy postawić pytanie: a dlaczego?, to zaczynają się schody. Pojawia się problem z werbalizacją wrażeń odsłuchowych, czyli jakich słów użyć, żeby opisać dźwięk? Okazało się, że nie trzeba było wymyślać nowych słów, gdyż te znane zaczęły się doskonale sprawdzać w nowej roli.

I tak dźwięk może być:

błyszczący
lub
matowy
chropowaty
lub
gładki
ciepły
lub
zimny
dźwięczny
lub
głuchy
gęsty
lub
rzadki
głęboki
lub
płytki
intymny
lub
obcy
jasny
lub
ciemny
krągły
lub
kanciasty
ostry
lub
łagodny
bogaty
lub
ubogi
przejrzysty
lub
zamglony
przestrzenny
lub
ściśnięty
tonalny
lub
szumowy
twardy
lub
miękki
żywy
lub
martwy

To zestawienie wygląda skomplikowanie, ale zapewniam, że każdy komu zaprezentuje się dwa różne brzmienia i poprosi o wskazanie, które jest dźwięczne, a które głuche, zrobi to bezbłędnie.

Powyższe słowa nie wyczerpują oczywiście całego arsenału określeń dotyczących dźwięku, na dobrą sprawę odnoszą się niemal wyłącznie do jego barwy. A przecież można analizować najróżniejsze inne aspekty. Weźmy np. zakres niskich częstotliwości, czyli bas. Są tacy którzy będą szukali basu mięsistego, grubego i poluzowanego (ci pokochają zapewne wzmacniacze lampowe), ale inni będą woleli bas szczupły, konturowy i szybki (idealne będą dla nich wzmacniacze tranzystorowe). A czy ktoś lubi zapiaszczone wysokie tony, albo nienamacalną średnicę? Jasne, że nikt! Więc przyjemnego słuchania!

Głośnik firmy Bowers & Wilkins. Foto: finest-system.com

 

Zostaw komentarz