Dokąd zmierza EURO?

Foto: shutterstock.com

Zadziwia mnie fakt, że w żadnym z fachowych opracowań na temat waluty Euro, nie porusza się aspektu, który wydaje się być kluczowy. Chodzi o to, że istnienie Euro jest bardzo korzystne dla Niemiec. Likwidacja Euro i przejście na waluty narodowe byłaby dla Niemiec źródłem poważnego kryzysu. Dlatego Niemcom opłaca się wpompowywać w bankrutujące gospodarki europejskie nawet kilkadziesiąt miliardów Euro rocznie, żeby tylko nie dopuścić do rozpadu strefy. Tak uważam, chociaż tak sformułowanej tezy nie znajdziecie w żadnym artykule w mediach głównego nurtu. Dlaczego? Bowiem teza ta ma swoją drugą stronę. Otóż wyjście ze strefy Euro byłoby wybawieniem dla krajów-bankrutów, takich jak: Grecja, Portugalia, Hiszpania czy Włochy. Jednak kraje te nie decydują się na taki krok, wskutek czego wegetują podtrzymywane kroplówką z Niemiec, a kryzys stał się tam permanentny. Co gorsza, w najbliższych latach kryzys ten znacznie się pogłębi, co w końcu doprowadzi jednak do rozpadu strefy Euro.

W dalszej części wpisu uzasadnię postawione tu tezy, zanim to jednak zrobię powtórzę je jeszcze raz w formie uporządkowanej:

  1. Istnienie waluty Euro jest bardzo korzystne dla Niemiec.
  2. Wyjście krajów-bankrutów ze strefy Euro byłoby bardzo korzystne dla ich gospodarek.
  3. Kryzys w krajach-bankrutach pogłębi się w najbliższych latach.
  4. Rozpad strefy Euro nastąpi za kilka lat.

a

1.

Powszechnie wiadomo, że siłą pociągową niemieckiej gospodarki jest eksport. Niemieckie wyroby, a szczególnie maszyny, urządzenia i pojazdy cieszą się wysoką i zasłużoną renomą na całym świecie. Gdyby Niemcy miały własną walutę, to byłaby ona bardzo silna, zatem niemieckie wyroby byłyby bardzo drogie. To spowodowałoby znaczne zmniejszenie eksportu, a zatem spowolnienie niemieckiej gospodarki. Dodatkowo, Niemcy chętniej wyjeżdżaliby za granicę (na urlopy i zakupy), gdzie byłoby dla nich zdecydowanie tanio. To spowodowałoby zmniejszenie popytu wewnętrznego, więc byłaby to kolejna cegiełka do spowolnienia rozwoju, a może nawet do popadnięcia w recesję. Istnienie waluty Euro, relatywnie słabej dzięki Grecji, Portugalii, Włochom i innym, powoduje, że niemieckie wyroby są stosunkowo tanie. Albo, mówiąc inaczej, ich relacja ceny do jakości jest na poziomie wybitnym. To powoduje, że eksport jest na bardzo wysokim poziomie i stale rośnie. Z kolei z punktu widzenia niemieckich obywateli, w krajach takich jak: Grecja, Włochy, Portugalia, nie mówiąc już o Francji, Beneluksie, czy Norwegii, panuje drożyzna. Powstrzymują się przed wyjazdami, dzięki czemu popyt wewnętrzny utrzymuje się na wysokim poziomie. Więc gospodarka kwitnie.

a

2.

Gdyby np. Grecja zdecydowała się na wprowadzenie własnej waluty (drahmy), to nastąpiłaby jej gwałtowna dewaluacja o skali trudnej do przewidzenia. Prawdopodobnie byłoby to co najmniej 50%, a może nawet 60% i więcej? Byłby ogromny jednorazowy szok. Cała masa ludzi w jednej chwili znacznie by zubożała. Ale jednocześnie byłby to impuls rozwojowy na niespotykaną skalę. Po pierwsze produkty importowane stałyby się nagle bardzo drogie. Grecy masowo przerzuciliby się na produkty greckie, co spowodowałoby gwałtowny rozwój greckich przedsiębiorstw i powstawanie nowych miejsc pracy. Po drugie Grecja stałaby się nagle tanim krajem z punktu widzenia obywateli krajów innych walut. To spowodowałoby gwałtowny rozwój turystyki i powstawanie nowych miejsc pracy. Po trzecie rozwój przemysłu i rozwój turystyki spowodowałyby gigantyczny napływ zagranicznego kapitału inwestycyjnego (należy pamiętać, że grecka siła robocza zrobiłaby się nagle tania z punktu widzenia inwestorów z Niemiec, USA i innych krajów). Grecja niemal z dnia na dzień stałaby się liderem rozwoju w Europie. Myślę, że rozwijałaby się w tempie ok. 10% rocznie. Gdyby jeszcze zdecydowano się obniżyć podatki, to tempo rozwoju mogłoby wynieść około 15% rocznie. W ciągu kilku lat Grecja spłaciłaby całe swoje zadłużenie, a w ciągu kilkunastu, stałaby się jednym z najbogatszych krajów Europy.

a

3.

Europejski Bank Centralny (EBC) podjął niedawno decyzję o emisji pustego pieniądza na ogromną skalę (patrz: Bogactwo narodów). Za sztucznie wykreowane pieniądze będzie skupował obligacje krajów-bankrutów. Na wieść o tym, rentowność papierów dłużnych tych krajów spadła do historycznych minimów. Tutaj muszę wstawić dłuższą dygresję, aby ułatwić zrozumienie problemu. Ponieważ rządy większości krajów wydają więcej pieniędzy niż wpływa z tytułu podatków, zatem muszą się zadłużać. Pożyczają pieniądze od banków i instytucji finansowych (ale także od własnych obywateli oraz od rządów innych krajów) w ten sposób, że emitują i sprzedają papiery dłużne (obligacje, bony skarbowe). Papiery te są przeważnie sprzedawane na aukcjach, więc ich cena (stopa procentowa) ma charakter quasi rynkowy. Bankierzy mówią rządom: OK pożyczymy wam pieniądze, jeśli dacie nam oprocentowanie np. 2%. Kraje o ustabilizowanej gospodarce i niskim zadłużeniu są w stanie sprzedawać papiery dłużne z oprocentowaniem poniżej 1%. Ale im bardziej niestabilna gospodarka, tym większego oprocentowania żądają banki. Oprocentowanie powyżej 7% oznacza, że kraj jest na prostej drodze do bankructwa. Był okres, że Grecja sprzedawała papiery oprocentowane na 30%. Wysokie oprocentowanie papierów dłużnych jest poważnym problemem dla rządu, bowiem gwałtownie rosną koszty obsługi zadłużenia; to powoduje, że rząd musi pożyczać jeszcze więcej; to powoduje dalszy wzrost oprocentowania itd. aż do bankructwa. Koniec dygresji: wracam do głównego wątku. Rozpoczęcie przez EBC emisji pustego pieniądza i skupowanie obligacji bankrutów spowodowało, że bankruci znów mogą pożyczać od banków na 1% – 2%. Więc będą pożyczać! Ich zadłużenie będzie wzrastało z obecnych (niebotycznych) 100% – 140%  PKB, do 180%? 200%? A może więcej. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo i tak wiadomo, że zadłużenie to nigdy nie zostanie spłacone. Więc kryzys będzie się pogłębiał, aż nadejdzie punkt 4.

a

4.

Oczywiście powyżej opisana sytuacja nie może trwać wiecznie. Bombę odpalą Niemcy, którzy z roku na rok będą ponosić coraz większe koszty tej operacji. Kiedy inflacja i inne niedogodności dotkną przeciętnych obywateli, powiedzą oni dość! I Niemcy opuszczą strefę Euro. Będzie to szok dla niemieckiej gospodarki, ale po 2 – 3 latach kryzysu podniesie się. Natomiast dla zadłużonych krajów południa będzie to katastrofa cywilizacyjna o skutkach trudnych do wyobrażenia. To smutne.

a

A jak na tym wszystkim wyjdzie Polska? Są wszelkie przesłanki ku temu, żeby wyszła bardzo dobrze. Ale wyjdzie źle! To już jednak temat na odrębny wpis.

 

10 komentarzy

  1. Wiew 20/08/2014
    • Jan Adamski 20/08/2014
  2. Kulbi 29/08/2014
    • Jan Adamski 29/08/2014
  3. Andrzej 29/08/2014
  4. kruk 29/08/2014
    • Jan Adamski 29/08/2014
  5. Maro 19/02/2016
    • Jan Adamski 19/02/2016
      • Maro 20/02/2016

Zostaw komentarz