Epitafium dla Azotów?

Foto: grupaazoty.com

W Gazecie Parkiet (tutaj), a za nią także w innych portalach (np. tutaj) pojawiły się artykuły o zagrożeniu dla polskiego przemysłu nawozowego, związane z prognozowanym zalewem rynku przez tanie nawozy z Chin. Grupa Azoty – wielki polski koncern państwowy, od dawna boryka się z problemem niskich marż. Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę, że za główny surowiec do produkcji, czyli gaz ziemny, płaci jedną z najwyższych cen w Europie: 390 – 400 USD za 1000 m³. Widoków na poprawę sytuacji raczej nie ma, gdyż gaz łupkowy nie będzie w Polsce wydobywany (patrz: Gaz łupkowy: koniec marzeń), a gaz z Kataru, który wkrótce będzie dostarczany przez terminal w Świnoujściu, będzie kosztował 470 USD za 1000 m³. To jak tu konkurować z producentami z Europy, którzy kupują gaz po 320 – 350 USD za 1000 m³, nie mówiąc już o wytwórcach amerykańskich, którzy za gaz płacą około 150 USD za 1000 m³? Wiele wskazuje na to, że los Azotów jest już przesądzony i spółkę tę czeka bankructwo.

Piszę o tym nie dlatego, żeby się użalać nad ciężką dolą Zarządu Grupy Azoty, lecz dlatego, że całkiem niedawno rząd Donalda Tuska przypieczętował taki los Azotów, dając odpór niecnym knowaniom rosyjskiego biznesmena – miliardera, który chciał Azoty kupić. Gotów był zapłacić bardzo przyzwoitą cenę, a przede wszystkim miał pomysł, jak tę gałąź przemysłu rozwijać i na niej zarabiać (kluczem był prawdopodobnie dostęp do taniego gazu). Rząd Tuska nie ma pomysłu, co dalej z Azotami, zresztą rząd nie jest od tego, żeby mieć pomysły na funkcjonowanie konkretnych spółek, nawet jeśli są to wielkie koncerny. Rząd pilnuje tylko dwóch rzeczy: żeby spełniane były postulaty związków zawodowych (to cenny elektorat) i żeby spółka pozostała w rękach państwa (to cenna rezerwa etatów do obsadzenia). W razie czego zawsze można będzie udzielić wsparcia z pieniędzy podatników, tak jak to miało miejsce w przypadku LOT-u, czy Kompanii Węglowej. A jeśli Komisja Europejska nie wyrazi zgody na pomoc publiczną, no to trudno: spółkę się zamknie, a nawozy kupi w Chinach. Ewentualnie jeszcze taniej – w Rosji, od biznesmena – miliardera.

Jedna odpowiedź

  1. Edal 23/08/2014

Zostaw komentarz