Kiełbasa wyborcza

W portalu bankier.pl ukazał się ciekawy komentarz Krzysztofa Kolanego na temat projektu budżetu na rok 2015. Rząd Donalda Tuska serwuje nam na odchodne potężne pęta kiełbasy wyborczej. Różne formy przekupywania wyborców będą kosztować dodatkowo 18 miliardów złotych. O tyle bowiem wzrosną wydatki i będzie to największy nominalny wzrost wydatków budżetu od objęcia rządów przez Donalda Tuska. Jak można się było spodziewać, kłamstwem okazały się obietnice obniżania deficytu budżetowego. Deficyt ma wynieść mniej więcej tyle samo, co zaplanowano w budżecie na rok 2014, czyli 46 mld złotych. O ile oczywiście uda się osiągnąć zaplanowane przychody, a to jest bardzo wątpliwe. Cały zaplanowany wzrost przychodów opiera się bowiem na wzroście gospodarczym, który określono na 3,4%. Wydaje się, że taki wzrost nie jest możliwy do osiągnięcia. Będzie bowiem hamowany przez drastyczne zmniejszenie eksportu do Rosji, konieczność ratowania bankrutujących państwowych molochów, coraz większe utrudnienia dla prywatnych przedsiębiorców i coraz większe podatki. Te ostatnie wprawdzie nie rosną bezpośrednio, ale pośrednio – tak, przez brak waloryzacji progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku, a także przedłużenie obowiązywania „tymczasowej” podwyższonej stawki VAT. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, rząd nie wycofuje się z podwyżki akcyzy na alkohol, która obowiązuje od początku roku 2014 i przyniosła… spadek przychodów z tego tytułu; życie potwierdziło, po raz kolejny, prawdziwość krzywej Laffera, o czym pisałem tutaj.

Rząd kupuje sobie głosy wyborców, wydając realne pieniądze, powstaje więc pytanie, skąd je bierze? Odpowiedź jest banalna: z naszych kieszeni. A także z kieszeni naszych dzieci i wnuków. Bowiem deficyt budżetowy jest finansowany poprzez coraz większe zadłużanie się państwa. Ten dług już obecnie przekroczył bilion złotych i rośnie nadal w szybkim tempie. Tworzy się zaklęty krąg, bowiem coraz większy dług powoduje, że corocznie trzeba przeznaczać coraz więcej środków na jego obsługę (odsetki), a więc rośnie deficyt, a skoro rośnie deficyt, to trzeba pożyczać jeszcze więcej, a więc jeszcze więcej trzeba będzie przeznaczać na odsetki itd. aż do bankructwa. Np. w 2013 roku, na obsługę zadłużenia przeznaczono 43,5 miliarda złotych – dwa razy więcej niż na wojsko.

A wracając do tytułowej kiełbasy wyborczej. Jest wysoce niemoralne, że rząd przekupując wyborców tą kiełbasą, zmusi jednocześnie do zapłacenia za nią kolejne pokolenia Polaków. I to zmusi do zapłacenia nie po cenie kiełbasy, ale po cenie kiełbasy powiększonej o solidną marżę dla banków i innych pożyczkodawców.

Zostaw komentarz