Recenzja

Dla wielu osób hasło „wywiad-rzeka” jest zniechęcające. A właśnie taki charakter ma najnowsza książka Leszka Balcerowicza „Trzeba się bić – opowieść biograficzna”. Zapewniam jednak, że chociaż taka była geneza tej książki i taki pozostał jej układ (pytania zadawane przez Martę Stramecką i odpowiedzi Leszka Balcerowicza), to całość ma bardziej charakter biografii niż wywiadu. Znakomity i precyzyjny język oraz wielkie nagromadzenie ciekawych informacji powodują, że książkę pochłania się błyskawicznie. Uważam, że jest lekturą obowiązkową dla każdego kto interesuje sią najnowszą historią Polski, a także dla każdego komu bliskie są idee wolności, wolnego rynku i poszanowania własności, czyli idee klasycznego liberalizmu.

Jak w typowej biografii, przeczytamy tu o rodzicach, dzieciństwie, etapach kształcenia, działalności naukowej itp. Ale sprawy te nie zajmują zbyt wiele miejsca, bowiem najważniejsze i najciekawsze jest to, co wydarzyło się po 1989 roku, kiedy to w kontraktowym Sejmie, powstała koalicja Solidarności, ZSL i SD i na premiera został desygnowany Tadeusz Mazowiecki. Wiele faktów, które przytacza Leszek Balcerowicz, jest powszechnie znanych, ale niektóre potrafią zaskoczyć. Np. taki, że gdy został zaproszony na rozmowę do premiera Mazowieckiego i ten zaproponował mu objęcie stanowiska ministra finansów i wicepremiera, to Leszek Balcerowicz odmówił. Dopiero po nocnej naradzie z żoną i przyjaciółmi, zadzwonił do Mazowieckiego i wyraził zgodę. Takich zaskakujących informacji jest zresztą w książce cała masa. Gdy po przegranych wyborach prezydenckich w 1990 roku, Tadeusz Mazowiecki złożył dymisję, to nowo wybrany prezydent Lech Wałęsa, stanowisko premiera zaproponował Leszkowi Balcerowiczowi. A gdy ten odmówił, poprosił go o wskazanie kilku możliwych kandydatur. Leszek Balcerowicz po raz pierwszy publicznie ujawnia kogo zaproponował prezydentowi: Jacka Merkla, Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Olgę Krzyżanowską. Jak wiemy nikt z tej trójki premierem nie został, choć każda ze wskazanych osób zapewne potrafiłaby udźwignąć ten ciężar.

Lektura książki Leszka Balcerowicza uświadamia, jak różnie mogły się potoczyć losy Polski. Wcale nie było takie oczywiste, że zostanie wybrany kierunek wolnorynkowy. W otoczeniu Solidarności było wielu intelektualistów, którzy śnili o jakiejś „trzeciej drodze”. Gdyby nie zdecydowano się wówczas na radykalne reformy, to pewnie bylibyśmy dzisiaj na poziomie Ukrainy. Z drugiej strony, gdyby zdecydowano się na jeszcze dalej idące reformy, to ich koszty byłyby oczywiście znacznie bardziej bolesne, ale dziś mielibyśmy poziom życia wyższy niż w niejednym kraju tzw. starej Europy. Paradoksem jest właśnie to, że Leszek Balcerowicz jest dziś zajadle krytykowany zarówno przez socjalistów-etatystów (wskutek jego reform ucierpiało wiele osób z grupy najbiedniejszych), jak i wolnorynkowców (zbyt nieśmiałe reformy nie zapewniły takiego tempa rozwoju, jakie było możliwe).

Omawiając atmosferę, jaka panowała w Sejmie kontraktowym, w czasie tworzenia przełomowego prawa, Leszek Balcerowicz wplata np. taką, jakże trafną i aktualną uwagę: „Posłowie kontraktowego Sejmu nie byli zawodowymi politykami, czyli takimi, dla których trwanie w polityce jest życiowym celem, bo długo będąc w polityce  niczego innego nie potrafią. (…) Jest to jeden z poważnych problemów współczesnych demokracji. Ludzie, którzy są w polityce od 25, 30 lat. Miller, Kaczyński, Pawlak, Piechociński, Tusk. Proszę zobaczyć, kto dziś stoi na czele największych partii„. Zaś mówiąc o swoich oponentach krytykujących go z pozycji socjalistycznych, nie stroni od nazwisk: „Grzegorz Kołodko to skrajny przypadek etatystycznego myślenia i urażonej ambicji„, „Karol Modzelewski po prostu nie lubi kapitalizmu i sądzi, że można go zastąpić jakąś braterską wspólnotą (…) jakby zastygł na poziomie Marksa„, „Kazimierz Poznański przekroczył szczyty nieprzyzwoitości, gdy zaczął głosić tezę, że prywatyzacja to jedno wielkie złodziejstwo” itd. itd. I jeszcze dwa cytaty dotyczące polityków: „Zachowanie Ziobry było zaprzeczeniem elementarnych standardów, których należy oczekiwać od ministra sprawiedliwości. (…) Obecność Ziobry w rządzie była dla mnie znacznie bardziej gorsząca niż obecność w nim Leppera„, „W przypadku Kaczyńskiego, retoryka była i jest gorsza niż rzeczywistość. U Tuska jest odwrotnie, retoryka jest lepsza niż praktyka rządzenia. Jeśli ktoś bierze pod uwagę tylko retorykę obu tych polityków, to dostrzega między nimi ogromną różnicę. Ale jeśli odrzuci się retorykę, ta różnica jawi się dużo mniejsza„.

Książka „Trzeba się bić” Leszka Balcerowicza jest taka jak on sam: mądra, precyzyjna i do bólu logiczna. Trzeba ją znać.

5 komentarzy

  1. Wiesław 23/09/2014
  2. Boruta 27/09/2014
    • Jan Adamski 27/09/2014
      • Boruta 27/09/2014
        • mm2 06/10/2016

Zostaw komentarz