Windsurfing na Narodowym

W sobotę, 6 września, na stadionie Narodowym, odbyły się zawody pucharu świata w winsurfingu. Było to wydarzenie dość niezwykłe, bowiem windsurfing kojarzy się raczej z otwartymi akwenami. Okazuje się jednak, że dzisiejsze możliwości techniczne pozwalają nie tylko zbudować gigantyczny basen z 3 milionami litrów wody, ale także wytworzyć sztuczny wiatr o sile 8 stopni w skali Beauforta.

Była więc woda, był wiatr, była cała plejada wspaniałych zawodników i było szereg wpadek organizatorów, które zepsuły dobre wrażenie. Przede wszystkim basen był źle oświetlony. Zawodnicy byli po prostu słabo widoczni, a robienie zdjęć graniczyło z cudem. Te, które udało mi się mimo wszystko zrobić zamieszczam poniżej, z góry przepraszając za ich nie najlepszą jakość. Przy tak marnym świetle trzeba było ustawić w aparacie bardzo dużą czułość DIN, co spowodowało duże szumy widoczne na zdjęciach.

Stadion Narodowy ma fatalną akustykę, a nikt nie próbuje temu przeciwdziałać. W rezultacie, to co słyszymy z głośników woła o pomstę do nieba: nieprzyjemne, świdrujące wysokie tony, wycofane tony średnie i dudniący, rozlazły, pozbawiony kontroli bas, wywołują zmęczenie słuchaczy już po kilku minutach. Ponieważ wentylatory wytwarzające wiatr powodowały dodatkowo nieziemski hałas, organizatorzy próbowali je przekrzyczeć podkręcając poziom dźwięku z głośników poza granicę bólu. Tego, co mówili prowadzący i tak nie dawało się zrozumieć, za to nałożenie się obydwu hałasów było nie do wytrzymania. Warte odnotowania są też dwa inne pomysły organizatorów: na biletach była wskazana godzina rozpoczęcia imprezy: 18.00, podczas gdy w rzeczywistości rozpoczęła się ona o 20.00. Bilety wskazują numer bramy, przez którą jego posiadacz może wejść na stadion. Już po wejściu do środka okazuje się, że miejsca są po przeciwnej stronie; trzeba ponownie obejść cały stadion. Ten drugi pomysł ma chyba za zadanie spowodować, żeby widz przeszedł obok jak największej liczby punktów sprzedających napoje, czipsy, popcorn itp. Ten pierwszy – żeby zdążył zgłodnieć i skorzystał z usług tych punktów.

Po serii narzekań, czas na zdjęcia. Nie dzielę ich na grupy, ale dla wyjaśnienia dodam, że rozgrywane były trzy konkurencje: freestyle, slalom i jump. Freestyle to ewolucje, w których sędziowie stawiają oceny za trudność i poprawność wykonania.  Slalom, to wyścig, a jump to skoki, znów punktowane przez sędziów.

Przypominam, że wyrażam zgodę na wykorzystywanie moich zdjęć i treści zawartych na tym blogu, pod warunkiem podania źródła: http://janadamski.eu.

Zostaw komentarz