Włoski rock część III

Po fantastycznym przeżyciu, jakim był dla mnie udział w festiwalu Prog Exhibition 2010, z niecierpliwością czekałem na jego kolejną odsłonę. Muszę jednak zacząć od opowiedzenia pewnej niezwykłej historii, która się z tym wiąże. Otóż jednym z moich ulubionych muzyków ze złotego okresu rocka progresywnego, jest saksofonista Mel Collins (prywatnie jest bratem bardziej znanego Phila Collinsa). Zadebiutował on w roku 1969 z założonym przez siebie zespołem Circus. Później grał w różnych znanych zespołach (King Crimson, Camel) ale nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej. Obecnie jest członkiem ponownie wskrzeszonego King Crimson, a wcześniej (2011) nagrał ciekawą płytę z Robertem Frippem, Tonym Levinem, Gavinem Harrisonem i Jakko Jakszykiem. Przy czym płyta jest ciekawa głównie ze względu na solówki saksofonowe Mela – bez niego niczym specjalnym by się nie wyróżniała. Wymarzyłem sobie, że Mel Collins będzie jedną z gwiazd zaproszonych na Prog Exhibition 2011. I tak się rzeczywiście stało! Więc nie namyślając się długo, wybraliśmy się z żoną ponownie do Rzymu.

I oto stoimy sobie w holu hotelu czekając na windę, gdy podchodzi… Mel Collins i też czeka na windę. Skorzystałem oczywiście z okazji, przedstawiłem się i zaczęliśmy rozmawiać. Mel okazał się bardzo miły i kontaktowy; był wyraźnie poruszony faktem, że ma od wielu lat, fana w kraju, o którym niewiele wiedział. Wsiedliśmy do windy, która w międzyczasie przyjechała i cały czas rozmawialiśmy. Kolejni ludzie wysiadali na kolejnych piętrach, a my jechaliśmy dalej. A gdy dojechaliśmy na nasze piętro (hotel miał chyba 12 pięter) okazało się, że to jest też piętro Mela. Kontynuowaliśmy rozmowę idąc korytarzem, ale co ciekawe, na rozwidleniach skręcaliśmy w tę samą odnogę korytarza. Aż doszliśmy do naszego pokoju. I tu największa niespodzianka: pokój Mela był obok – drzwi w drzwi. Takiego zbiegu okoliczności nie można było nie uczcić. Co też zrobiliśmy przy pomocy butelki znakomitego wina Amarone.

Mel Collins z zespołem Arti e Mestieri. Zastąpił Daryla Waya (Curved Air), który miał wystąpić z tą grupą, ale nie dojechał. Foto: italianprogrock.com

Tym razem Mel Collins z zespołem Toad, czyli zgodnie z planem. Pierwszy z lewej Vic Vergeat. Porywający występ! Foto: italianprogrock.com

Mel Collins, Richard Sinclair, Martin Barre. Foto: italianprogrock,com

Największą rewelacją Prog Exhibition 2011 był zespół Biglietto Per L’Inferno (Bilet do piekła). To reaktywowany, ale bardzo odmłodzony zespół, który w 1973 roku nagrał absolutnie rewelacyjną płytę, która jednak nie odniosła sukcesu komercyjnego. Zdążył nagrać jeszcze jedną płytę: Il Tempo Della Semina (w 1975 roku, ale nie została wydana aż do roku 1992) po czym się rozpadł. Reaktywowany został w roku 2007 z inicjatywy dwóch muzyków: Baffo Banfiego i Claudia Canalliego. Co ciekawe, żaden z nich nie wszedł w skład reaktywowanej grupy! Baffo (były klawiszowiec), bo od lat nie muzykuje i nie czuł się na siłach, a Claudio… bo jest zakonnikiem. Obaj na zdjęciu poniżej, podczas nagrywania przez Claudia partii fletu do nowej płyty. Nagrania dokonano w klasztorze Claudia w Toskanii.

Foto: metallized.it

W skład reaktywowanego Biletu do piekła weszło tylko 2 członków oryginalnego składu z roku 1973: Mauro Gnecchi na perkusji i Giuseppe Cossa na klawiszach. Ale zostali wsparci znakomitymi instrumentalistami: Ranieririm Fumagallim na dudach, Carlem Redim na skrzypcach i mandolinie, Renatą Tomasellą na flecie i okarynie, Frankiem Giaffredą na gitarze Enrikiem Fagnonim na gitarze basowej i kontrabasie i wokalistką Marioliną Salsą.  Proszę zwrócić uwagę na instrumentarium: skrzypce, kontrabas, flet, okaryna, dudy, akordeon, mandolina. Żywe instrumenty z duszą! Ach jak to brzmiało na koncercie! Zespół wykonał klasyczne kompozycje z płyt zespołu z lat 70-tych ubiegłego wieku, ale w nowych, odkrywczych aranżacjach. Gościem zespołu był gitarzysta Jethro Tull: Martin Barre, który był wyraźnie pod urokiem znakomitej muzyki Biglietto.

Biglietto Per L’Inferno. Foto: italianprogrock.com

Biglietto Per L’Inferno i Martin Barre. Foto: italianprogrock.com

Martin Barre z Biglietto Per L’Inferno. Foto: italianprogrock.com

Drugą rewelacją Prog Exhibition 2011 był zespół Arti e Mestieri. To grupa jazz-rockowa, która zadebiutowała w roku 1974 rewelacyjną, całkowicie instrumentalną płytą Tilt. Grupa właściwie nigdy nie została rozwiązana, ale były okresy, kiedy przez wiele lat praktycznie nie istniała. Drugi oddech złapała na początku tego wieku, gdy okazało się, że ma ogromną rzeszę wiernych fanów w… Japonii. Więc zaczęła koncertować w Japonii i wydawać nowe płyty z premierowym materiałem. A przede wszystkim płyty koncertowe, na których były kompozycje z lat 70-tych ubiegłego wieku. I taki repertuar dominował też na koncercie w ramach Prog Exhibition. Jednak muszę przyznać, że grupa mnie nie porwała. Słuchałem tego z przyjemnością, ale o euforii mowy nie było. Nawet mój ulubiony perkusista Furio Chirico miał trochę mniej furii. A rok wcześniej, gdy wystąpił z zespołem The Trip, byłem zachwycony jego grą.

Arti e Mestieri. Foto italianprogrock.com

Arti e Mestieri: Beppe Crovella. Foto: italianprogrock.com

Baletto Di Bronzo to jeden z zespołów – legend. Ja jednak nigdy nie miałem przekonania do jego muzyki. Ale sam występ był ciekawy, głównie ze względu na lidera Giani Leoniego, który ubiera się niezwykle dziwacznie i takoż zachowuje. Gwiazdą był tu Richard Sinclair niegdysiejszy członek mojego ukochanego Caravan. Nie przepuściłem okazji i nawiązałem kontakt z Richardem. W tego typu kontaktach mam potężny atut; hasło fan z Polski przełamuje wszelkie lody, to musi być dla nich niezła egzotyka. Gdy opowiedziałem Richardowi, że kilka lat wcześniej gościłem u siebie w domu zespół Caravan, był naprawdę zdumiony. Zadeklarował się, że też do mnie wpadnie, jeśli spowoduję, że jakiś klub lub agencja zaprosi jego zespół na koncert do Polski (Richard mieszka na stałe we Włoszech i zarabia na życie muzykując). Nawet próbowałem, ale nic z tego nie wyszło.

Baletto Di Bronzo: Giani Leone. Foto: italianprogrock.com

Richar Sinclair z Baletto Di Bronzo. Foto: italianprogrock.com

Zespół Goblin nie był zbyt popularny nawet w latach 70-tych. Tworzył muzykę trudną w odbiorze, w całości instrumentalną. Przeważnie pisał muzykę do filmów, która następnie była wydawana na płytach. Mam wszystkie płyty Goblina i spodziewałem się, ze koncert mnie porwie bez reszty. Tymczasem mnie… znudził. Gwiazda, czyli Steve Hackett doskonale wpisał się w tę nudnawą atmosferę. Zresztą za Hackettem nie przepadam.

Goblin. Foto: italianprogrock.com

Steve Hackett. Foto: italianprogrock.com

Na drugiej edycji Prog Exhibition w 2011 roku nie dopisała publiczność. W wielkim namiocie na 10 tysięcy miejsc było kilkaset osób. Wyglądało to dość przygnębiająco i było zapewne powodem, że kolejnej edycji 2012 już nie było. Obecnie idea powraca i w listopadzie 2014 roku odbędzie się festiwal Prog Exhibition, tym razem w Mediolanie. Ciągle się waham, czy się nie wybrać.

3 komentarze

  1. Częstowoj 04/09/2015

Zostaw komentarz