Droższy węgiel: postscriptum

Niecałe dwa miesiące temu pisałem (tutaj) o projekcie ustawy, która ma zablokować import taniego węgla zza granicy. Przewidywałem, że spowoduje ona wzrost cen węgla na rynku, który najsilniej dotknie ludzi ubogich. Dziś ustawa jest już uchwalona (tempo super-ekspresowe), ale lista szkód, które ona spowoduje jest znacznie dłuższa niż tylko zwyżka cen.

Ustawa nie wprowadziła oczywiście zakazu importu (to byłoby sprzeczne z ustaleniami WTO oraz prawem europejskim), lecz wprowadziła normy jakościowe, jakie musi spełniać węgiel, żeby został dopuszczony na rynek. Założenie było proste: mitręga biurokratyczna dla importerów będzie tak wielka, że część z nich zrezygnuje z importu i w ten sposób osiągnie się zamierzony efekt. Tak kombinuje sobie sprytny rząd, ale ja przewiduję inny obrót sprawy: importerzy będą płacić łapówki różnym inspektorom i w ten sposób zminimalizują przykry dla siebie efekt. Jednak wysiłki rządu nie pójdą całkiem na marne, bowiem trzeba będzie stworzyć różne instytucje certyfikujące, masę etatów dla inspektorów pobierających próbki węgla, laboratoria badające te próbki, dodatkowe etaty dla celników, no i oczywiście dla agentów CBA, bo ktoś będzie musiał walczyć z tym łapownictwem, które się rozpleni. Jednym słowem Eldorado!

Ale wprowadzenie norm jakościowych na węgiel ma jeszcze jeden drobniutki (tak drobniutki, że został przeoczony) skutek. Otóż węgiel z części polskich kopalń nie spełnia wprowadzonych norm. Nie spełnia ich węgiel m.in. z kopalń: „Piast”, „Ziemowit”, „Sobieski” i „Janina”. Żeby było zabawniej te dwie ostatnie, to jedne z nielicznych polskich kopalń, które są rentowne. No cóż, trzeba je będzie chyba zamknąć. Albo dać ciche polecenie machinie biurokratycznej badającej jakość węgla, że ma się przyglądać węglowi importowanemu, a na polski ma przymknąć oko. Coś mi się wydaje, że będziemy ćwiczyć ten drugi wariant. Z dużą szkodą dla autorytetu państwa prawa.

Do ustawy, o której mowa została w ostatniej chwili, dołączona jeszcze jedna część, nie mająca zresztą nic wspólnego z normami jakościowymi węgla. Ta część dotyczy kopalni „Kazimierz-Juliusz”. To ta kopalnia należąca do Katowickiego Holdingu Węglowego (KHW), która przynosi największe straty (3 mln złotych dziennie) i którą KHW postanowił zlikwidować. Czy pamiętacie te głośne protesty górniczych związków, o których na okrągło trąbiła telewizja i pisały wszystkie portale? I nagle, jak nożem uciął, wszystkie protesty ustały. A ustały dlatego, że dzielny rząd spełnił wszystkie postulaty związkowców i kopalnia została „uratowana”. A zrobił to przy pomocy prostego triku, mając przy tym poparcie wszystkich partii reprezentowanych w Sejmie. A przy okazji kpiąc sobie w żywe oczy z reszt obywateli, którzy muszą za to zapłacić. Trik wygląda następująco: ustawa, o której powyżej, umożliwia utrzymywanej z dotacji państwa Spółce Restrukturyzacji Kopalń (SRK) w Bytomiu, przejęcie kopalni „Kazimierz-Juliusz” od KHW. Budżet państwa przekaże na ten cel SRK 280 mln złotych, co umożliwi spłacenie wszystkich zobowiązań kopalni (w tym wypłatę zaległych wynagrodzeń) oraz umożliwi dalsze jej trwanie przez jakiś czas. Oczywiście kopalnia, która przynosi 3 mln złotych strat dziennie, nie pociągnie długo przy pomocy 280 milionów. Ale cóż to za problem: zrobi się znów jakiś protest i wyciągnie kolejne 280 milionów. Albo jeszcze lepiej: przyjedzie się do Warszawy, podpali pod Sejmem kilka opon i wyciągnie w ten sposób od razu 500 – 600 milionów. Albo i miliard, jak się zrobi większą rozróbę z wybijaniem okien w Sejmie. Taki kraj, taki rząd.

Zostaw komentarz