Ekolodzy przeciwko parze wodnej

Foto: 24opole.pl

Zaobserwowałem ciekawą prawidłowość: ekolodzy walczą ze wszystkim czego nie dostarcza Gazprom!

.

Walczą z elektrowniami wodnymi, wiatrowymi, węglowymi, atomowymi i fotowoltaicznymi. Walczą z wydobywaniem surowców, budową dróg, rozbudową miast i osiedli, rozwojem transportu. I walczą też z gazem ziemnym, ale tylko łupkowym, bo ten ze źródeł tradycyjnych, a szczególnie ten z Syberii jest jak najbardziej w porządku. Rok temu szerokim echem odbił się protest ekologów z Greenpeace w elektrowniach w Bełchatowie, Kozienicach, Opolu, Rybniku, Połańcu oraz Nowym Czernowie. Przy pomocy specjalnych projektorów wyświetlali oni na chłodniach kominowych, ogromne napisy: Topnienie Arktyki zaczyna się tutaj, Tajfuny zaczynają się tutaj, czy Powodzie zaczynają się tutaj. Biorąc pod uwagę, że z chłodni kominowych wydobywa się czysta para wodna, był to pierwszy na świecie protest ekologów przeciwko parze wodnej! Para wodna jest wprawdzie gazem cieplarnianym, ale w przeważającej części jest uwalniana do atmosfery w sposób naturalny: wskutek parowania oceanów i innych zbiorników wodnych. Para wodna wytwarzana przez człowieka, stanowi maleńki ułamek promila całej masy tego gazu. Poza tym para wodna krąży w atmosferze w określonym cyklu; skraplając się przynosi deszcze, które są życiodajne dla planety, a nie szkodliwe. Więc twierdzenie, że para wodna, która wydobywa się z chłodni kominowej, powoduje powodzie, topnienie Arktyki, czy tajfuny, jest tak absurdalne, że można tylko popukać się w głowę.

Foto: 24opole.pl

Czy zatem ta bezsensowna akcja Greenpeace spotkała się z kpinami? Czy powszechnie wyśmiewano walkę z parą wodną? Ależ skąd! Akcja została potraktowana z całą powagą, a ekolodzy przedstawieni niemal jako bohaterowie. Trzeba było tylko trochę zamącić w głowach „ciemnemu ludowi”, żeby się nie połapał z jakim bezsensem ma do czynienia. Owo zamącenie miało charakter tyleż prosty, co genialny. Po prostu chłodnie kominowe nazwano kominami. I już nic więcej nie trzeba było wyjaśniać, bo każdy wie, że z kominów wydobywa się największy wróg rodzaju ludzkiego czyli dwutlenek węgla.

Foto: alexjones.pl

A skoro mowa o dwutlenku węgla, to warto przypomnieć, że gaz ten (uznawany za jeden z gazów tzw. cieplarnianych) jest emitowany do atmosfery ze źródeł naturalnych (oceany, wulkany, procesy oddechowe, naturalne pożary itp.) oraz z działalności przemysłowej człowieka (spalanie paliw, produkcja cementu itp.). Proporcje w ogólnej emisji są następujące: źródła naturalne – 96%, działalność człowieka – 4%.  Gdyby wszystkie kraje świata (w tym przede wszystkim Chiny i Indie) poszły w ślady Unii Europejskiej i ograniczyły emisję dwutlenku węgla o 20%, to te proporcje zmieniłyby się następująco: źródła naturalne – 96,77%, działalność człowieka – 3,23%. I to miałoby uratować naszą planetę?

3 komentarze

  1. Wiesław 08/10/2014
    • Boruta 10/10/2014
  2. Boruta 10/10/2014

Zostaw komentarz