Łatwe rozwiązanie trudnego problemu

Każdy zna problem skórzanych butów zniszczonych przez sól rozsypywaną zimą na ulicach i chodnikach. Wprawdzie są różne sposoby usuwania soli z butów i ich czyszczenia, ale takie buty już nigdy nie wrócą do stanu sprzed zasolenia. Uszkodzenia mogą być co najwyżej mniej lub bardziej widoczne, ale pozostaną już na zawsze. Najgorsze, że uszkodzenia powstają nawet po krótkotrwałym kontakcie butów ze śnieżno-solną breją, np. przy wyjściu z biura na lunch do restauracji odległej o kilkadziesiąt metrów. Tymczasem jest łatwy i niezawodny sposób na unikanie tego problemu. Tym sposobem są kalosze nakładane na buty. Stosuję je od lat i uważam, że jest to rozwiązanie genialne w swej prostocie. Mało tego, uważam, że mężczyzna, który używa kaloszy, podkreśla tym swój styl i dbałość o wygląd. Jeśli ktoś obawia się negatywnej reakcji otoczenia, to mogę się podzielić własnym doświadczeniem: ta reakcja ma dwa etapy. Etap pierwszy, który szybko przechodzi w etap drugi, to zaskoczenie. A etap drugi to mieszanka podziwu i szacunku. Serio! Nic nie przesadzam.

Dodatkową zaletą kaloszy jest to, że stanowią izolator termiczny. Z powodzeniem więc można używać zimą eleganckich półbutów na skórzanej podeszwie. Nie dość, że buty są chronione, to stopy nie marzną. Pewien kłopot pojawia się gdy zdejmuje się kalosze. W miejscu pracy na ogół nie ma z tym problemu, bowiem zostawia się je w garderobie lub szafie, tam gdzie wierzchnie okrycie. Ale już w np. restauracji, u fryzjera itp. trzeba albo pozostać w kaloszach, albo ryzykować małą sensację towarzyszącą ich zdejmowaniu. Pamiętam osłupienie, w jakie wprawiłem obsługę szatni w filharmonii, gdy oddałem płaszcz i kalosze.

Warto wiedzieć, że kalosze mają dość długą historię, bowiem pojawiły się pierwszej połowie XIX wieku i aż do drugiej wojny światowej były w powszechnym użyciu. Na tyle powszechnym, że zarówno w domach (w przedpokojach), jak i w lokalach publicznych, przy drzwiach wejściowych były specjalne miejsca na kalosze. Mokre czy zabłocone kalosze zostawiało się tam, wchodząc dalej w czystych butach. Po wojnie kalosze stopniowo wychodziły z użycia, a nazwa została zawłaszczona przez inne buty, początkowo zwane gumiakami, gumowcami lub po prostu butami gumowymi. Ta wymiana nazw miała swoje podłoże psychologiczne. O ile bowiem kalosze były atrybutem eleganckiego mężczyzny, o tyle gumiaki były butami roboczymi (zresztą wyglądały koszmarnie – mówiąc wprost: były ohydne). Sama nazwa gumiaki miała pejoratywny wydźwięk. Więc kiedy gumiaki stawały się coraz powszechniejsze, a przy okazji także ładniejsze – zawłaszczyły nazwę kalosze, razem z jej pozytywnymi konotacjami. I dziś nikt nie ma negatywnych skojarzeń np. z gumiakami Hunter.

I jeszcze anegdota dotycząca kaloszy. Każdy czytelnik wie zapewne, że na meczach piłkarskich (ale także innych dyscyplin) na stronniczego, nieudolnego lub po prostu głupiego sędziego, krzyczy się „sędzia kalosz”. Ale idę o zakład, że mało kto wie skąd to się wzięło. Zdarzyło się to przed dugą wojną światową w Krynicy, na meczu hokejowym KTH Krynica. Gospodarze przegrywali ten mecz, głównie wskutek stronniczych i niesprawiedliwych decyzji sędziego. Publiczność nie szczędziła mu gwizdów i wyzwisk, a jeden z krewkich kibiców zdjął kalosz i rzucił nim w sędziego. Nie trafił, a kalosz wylądował na lodowisku. I wtedy publiczność zaczęła skandować: sędzia kalosz! sędzia kalosz! Było to tak niezwykłe, że w następnych dniach o incydencie szeroko pisała to prasa. I się przyjęło, przy czym z czasem okrzyk przeniósł się na boiska piłkarskie, gdzie obecnie najczęściej można go usłyszeć.

Można by jeszcze wspomnieć o filmie Antoniego Bohdziewicza z 1958 roku, pod tytułem „Kalosze szczęścia” z Tadeuszem Fijewskim w roli głównej. Film był oparty na baśni Hansa Christiana Andersena „The Galoshes of Fortune” (w duńskim oryginale: „Lykkens Kalosker„) z 1838 roku. Ale to już zupełnie inna para kaloszy.

Kalosze mogą być różne. Są takie, które kończą się tuż za podeszwą, a są i takie, które sięgają powyżej kostki. Te ostatnie są albo wykonane z cienkiej i elastycznej gumy, albo mają suwak, który zapina się po założeniu. Ja odradzam kalosze zakrywające cały but. Mają one wprawdzie tę zaletę, że dokładnie chronią but przed zachlapaniem, ale jest to jednocześnie ich wadą: zasłaniają but. Moim zdaniem kalosze powinny chronić but, ale jednocześnie odsłaniać go na tyle, żeby jego klasa była możliwa do oceny przez postronnego obserwatora. Dopiero takie połączenie: buty dobrej klasy plus kalosze – jest naprawdę stylowe.

Pozostaje jeszcze kwestia, gdzie można nabyć kalosze. I tu niestety jest problem, bowiem miejsc takich nie ma zbyt wiele. Ale nie jest też całkiem źle: poniżej kilka możliwości.

.

1

Jeśli w przypadku tak prostego produktu, jak kalosze można mówić o renomie, to najbardziej renomowanym producentem jest firma Swims. Produkuje proste, ale bardzo dobre kalosze w różnych kolorach. Problemem jest zaporowa cena, która wynosi 69 euro plus 20 euro koszt wysyłki.

.

2

Drugą po Swims, znaną marką produkującą kalosze, jest Tingley. Kalosze tej marki można nabyć np. na Amazon w cenie od 20 do 35 dolarów. Są dostępne także na Ebayu, o czym szerzej w punkcie 6.

.

3

Sklep internetowy Klasyczne buty oferuje kalosze w dwóch kolorach. W ofercie sklepu występują pod nazwą ochraniacze na buty. Cena 120 zł plus koszty wysyłki: 10 zł (paczkomaty) lub 19 zł (kurier).

.

.

4

Sklep internetowy Lekki koszyk oferuje kalosze wysokie, niewygodne do zakładania (są to właściwie specjalistyczne kalosze do jazdy konnej) w cenie 49 zł plus koszty wysyłki 9,90.

.

5

Allegro jest źródłem tanim, ale niepewnym. W chwili pisania tego postu, nie było w ofercie żadnych kaloszy. Ale zbliża się sezon, więc na pewno się pojawią; trzeba sprawdzać. Ceny mogą być już od kilkunastu złotych, do ok. 80. Ja swoje kalosze kupiłem właśnie na Allegro za 60 zł. Jestem z nich bardzo zadowolony. Są to kalosze bardzo znanej, światowej marki Tretorn, która jednak obecnie nie ma w ofercie takiego produktu.

.

6

Ale identyczne można nabyć w sklepie internetowym MaGum w cenie 69 zł plus 17 zł koszt wysyłki kurierem. Jest to jednak najwyraźniej wyprzedawanie końcówki zapasów, bowiem dostępna jest tylko numeracja do 42 (dotyczy rozmiaru buta, na który są zakładane). Jeśli komuś taki rozmiar odpowiada, to warto skorzystać.

.

7

Na Ebayu można znaleźć spory wybór kaloszy o zróżnicowanych cenach. Trzeba uważać na koszty wysyłki, bo mogą wielokrotnie przekraczać wartość towaru. Podany przeze mnie link kieruje do wyników wyszukiwania po wpisaniu hasła ‚men’s dress rubber overshoes’. Można próbować szukać według innej nazwy np. ‚galoshes’.

 

12 komentarzy

  1. Robert 26/10/2014
  2. Tomasz 29/12/2014
    • Jan Adamski 29/12/2014
  3. Marek 31/10/2015
    • Jan Adamski 31/10/2015
  4. Bartosz 16/01/2016
  5. Andrzej 16/01/2016
  6. monik 16/01/2016
  7. KP 17/01/2016
    • Jan Adamski 17/01/2016
  8. Kondzio 18/01/2016
  9. Piotr J 23/01/2016

Zostaw komentarz