Wakacje

Zakończone niedawno wakacje skłoniły mnie do rozmyślań na temat sposobów, w jaki ludzie lubią spędzać urlopy. Przypomina mi się historia znajomego, z którym kiedyś pracowałem. Wykupił on w biurze podróży dwutygodniowe, rodzinne wczasy na wyspie Rodos, w dość ekskluzywnym ośrodku, w którego skład wchodziło kilka budynków hotelowych, bungalowy, kompleks basenów i potężne zaplecze rozrywkowe. Kolega wiedział, że bywam dość często na Rodos (pływam tam na windsurfingu), więc wypytywał mnie o ciekawe miejsca i zakątki warte obejrzenia. Przedstawiłem mu listę miejsc, poczynając od takich, które koniecznie trzeba zobaczyć, poprzez takie, które warto zobaczyć, aż do takich które można zobaczyć, gdy ma się nadmiar wolnego czasu. Ciekawy byłem jego wrażeń, więc zaraz po powrocie zapytałem go o to. Okazało się, że kolega nie wybrał się do żadnego ze wskazanych przeze mnie miejsc, gdyż przez dwa tygodnie pobytu ani razu nie opuścił ośrodka. Ponieważ niezmiernie mnie to zdumiało, zapytałem co w takim razie robił, w końcu dwa tygodnie, to sporo czasu. Okazało się, że cały czas planował, że następnego dnia gdzieś się z rodziną wybierze. Ale ciągle nie udawało się tego zrealizować. Trzeba tu dodać, że wykupione przez niego wczasy miały charakter all-iclusive. Więc około południa, po śniadaniu, rodzina udawała się na basen. Oczywiście pełne słońce, upał i dobrze zaopatrzony bar z barmanem serwującym wymyślne drinki, za które naturalnie nie trzeba było dodatkowo płacić. Po kilku takich drinkach, nie można było nie zaliczyć krótkiej drzemki w cieniu parasola. Krótkiej, bo wkrótce trzeba było wstawać i udawać się na lunch. A jedzenie było wyśmienite; jego obfitość i różnorodność była wprost niewiarygodna. Po lunchu, a szczególnie po dwóch piwach wypitych przy okazji, nie chciało się na ogół wracać nad basen. Miło było spędzić trochę czasu w klimatyzowanym pokoju, który był urządzony naprawdę luksusowo. Można było przy tej okazji zaplanować, dokąd warto się udać następnego dnia. Późnym popołudniem, gdy upał był mniej dokuczliwy, można było ponownie udać się na basen. Niekoniecznie zresztą ten sam, bowiem basenów było tam mnóstwo. No a na basenie wiadomo: bar i pyszne drinki. Czy ktoś mógłby się oprzeć? Kolacje były zaplanowane na dość późną porę, więc zdążyło się mocno zgłodnieć. Degustacja różnych potraw kończyła się przeważnie potężnym obżarstwem. Dla prawidłowego trawienia, niezbędne okazywało się czerwone, miejscowe wino. I to był dobry podkład przed wieczorną imprezą. Bo dopiero wtedy zaczynało się prawdziwe picie. Sił starczało przeważnie do 2.00 – 3.00 nad ranem, ale czasami tylko do północy. Kondycja była bowiem zmienna.

Pozwoliłem sobie na dość szczegółowy opis rozkładu urlopowego dnia z dwóch powodów: po pierwsze, dla mnie jest on kompletnie niezrozumiały i miałbym dość po pierwszych dwóch dniach, a po drugie, mam niemal pewność, że tak spędza urlop większość moich rodaków. Oczywiście w zależności od zasobności portfela, inaczej rozłożone są akcenty; np. zamiast wymyślnych drinków – przywieziona z kraju wódka wymieszana z colą lub sokiem. Zresztą dla tych, którzy spędzają wakacje w Egipcie, codzienna spora dawka wódki jest jedynym skutecznym środkiem chroniącym przed nieprzyjemną dolegliwością zwaną „zemstą faraona”. Czy w takim spędzaniu urlopu, jaki opisałem powyżej, widzę coś niewłaściwego? Absolutnie nie! Każdy powinien spędzać swój urlop tak jak lubi. Mnie po prostu to dziwi, gdyż dla mnie udany urlop to aktywność. Tyle, że inna niż ta codzienna aktywność przez resztę roku. Taką aktywnością może być uprawianie sportu, ale może też być np. zwiedzanie, nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi, uczestnictwo w festiwalach itp. Mam znajomych którzy lubią odwiedzać różne kraje (w tym dość odległe), gdzie spędzają czas bardzo aktywnie… robiąc zakupy. Kupują najróżniejsze rzeczy (na ogół zupełnie niepotrzebne), które muszą spełniać jeden jedyny warunek: być wyraźnie tańsze niż analogiczne produkty kupowane w Polsce. Przy czym nie są to rzeczy tanie w sensie bezwzględnym. Np. piękne i efektowne wdzianko z futra norek kupione okazyjnie w Turcji kosztowało tysiąc dolarów, ale podobne w Polsce musiałoby kosztować około 6 – 7 tys. złotych. Wprawdzie futro ma drobną wadę: wyłazi z niego sierść i każdorazowa przejażdżka samochodem w założonym futrze, wymaga oddania samochodu do specjalistycznego warsztatu celem oczyszczenia (zwykły odkurzacz sobie nie radzi). To podnosi koszty użytkowania futra, ale do 6 tysięcy złotych jeszcze daleko.

Przykłady, jak wyobrażam sobie udany urlop.

.

Wiele lat temu uwielbiałem podróżować, chociaż wówczas możliwości były nieporównywalnie mniejsze niż dzisiaj. Udało mi się jednak odwiedzić wiele ciekawych miejsc. Postanowiłem, że będę je prezentował w dziale Świat wokół nas, w cyklu Magiczne miejsca. Zapraszam do lektury – już wkrótce.

Jedna odpowiedź

  1. czesioszpachelka 13/10/2014

Zostaw komentarz