Zlikwidować podatek dochodowy!

Foto: personaaffairs.files.wordpress.com

We wpisie o podatkach zgłosiłem postulat likwidacji podatku dochodowego. Użyłem prostych, ale racjonalnych argumentów dla jego uzasadnienia. Wracam do tematu, gdyż ostatnio pojawiło się, w różnych portalach, sporo tekstów na temat podatków, prawdopodobnie za sprawą głośnej skargi Rzecznika Praw Obywatelskich w kwestii kwoty wolnej od podatku, złożonej do Trybunału Konstytucyjnego. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa z tych tekstów, leżące na dwóch różnych biegunach.

Piotr Szumlewicz w swoim artykule opublikowanym 9 października na portalu lewica24.pl, całe zło widzi w nierównomierności dochodów; uważa, że biedni płacą zbyt wysokie podatki, a bogaci zbyt niskie. Zatem widzi proste rozwiązanie problemu – należy zwiększyć do 10 tys. złotych kwotę wolną od podatku, równocześnie wprowadzając dodatkowe stawki w podatku progresywnym: 50% (dla zarabiających powyżej 120 tys. zł rocznie), 75% (powyżej 300 tys.) i 95% (powyżej 1 mln). Pan Szumlewicz uważa, że wpływy z dodatkowego opodatkowania stawkami 50%, 75% i 95% uzupełniłyby w budżecie ubytki spowodowane zwiększeniem kwoty wolnej. Myli się, bowiem zadziałaby tu krzywa Laffera i po podniesieniu stawek do postulowanych wielkości, wpływy od podatników najlepiej zarabiających nie tylko by nie wzrosły, ale wręcz zmalały. Autor powinien przeczytać jakąś książkę z dziedziny ekonomii, wtedy jego wypowiedzi miałyby może jakiś sens; bazowanie wyłącznie na ideologii wiedzie do nikąd.

Z kolei Krzysztof Kolany w swoim tekście z 10 października w bankier.pl zwraca uwagę na horrendalnie wysokie opodatkowanie pracy, w tym także najniższych wynagrodzeń. Wylicza, że opodatkowanie ustawowej płacy minimalnej wynosi w Polsce 39% (sic!). I całkiem słusznie w tym upatruje głównej przyczyny bezrobocia, czy ucieczki młodych ludzi z kraju. Autor napomyka we wstępie artykułu o likwidacji PIT, ale później nie rozwija tej tezy.

Dziwi mnie, że w dyskusji o podatkach, tak mało mówi się o możliwości likwidacji podatku dochodowego. Właściwie tylko Centrum im. Adama Smitha i środowisko Najwyższego Czasu podnoszą tę kwestię. A przecież każdy przyzna, że likwidacja podatku dochodowego stanowiłaby radykalne uproszczenie systemu podatkowego, przyniosłaby wymierne korzyści podatnikom  i ułatwiła życie milionom ludzi. Pozwoliłaby też na zmniejszenie biurokracji podatkowej, a tym samym obniżkę kosztów funkcjonowania państwa. Ale prawie każdy też doda, że likwidacja podatku jest niemożliwa, bo do budżetu muszą jednak wpływać jakieś pieniądze. Twierdzenie o niemożności likwidacji podatku dochodowego, ze względu na potrzeby budżetu, uważam za błędne i wynikające z powierzchownego spojrzenia na problem. Jeśli sprawie przyjrzeć się dokładniej, to widać, że całkowita likwidacja PIT oraz zastąpienie CIT (podatku dochodowego od przedsiębiorstw) 1-procentowym podatkiem od przychodów, spowodowałoby zwiększenie wpływów do budżetu w dłuższej perspektywie. Niewielki spadek mógłby nastąpić tylko w pierwszym okresie. Poniżej argumenty, które za tym przemawiają.

  1. W budżecie na 2015 rok, rząd zaplanował wpływy z PIT na poziomie 44,4 mld złotych. Ale jest w tym pewien haczyk. Mianowicie ponad połowa tych wpływów, to podatek PIT od emerytur i płac sfery budżetowej. Więc z budżetu najpierw wypływa kwota na pensje i emerytury, a później część tej kwoty wraca, jako podatek (a część się gubi jako koszty wypłacania pensji i poboru podatku). Czyli tak naprawdę z tytułu podatku PIT wpłynie około 22 miliardy.
  2. Gdyby zlikwidować podatek dochodowy, to w kieszeniach podatników przybyłoby nagle 22 miliardy złotych. Można założyć, że zostaną one wydane na zakup towarów i usług, co spowoduje, że z tytułu VAT i akcyzy wpłynie dodatkowo do budżetu kwota 4,3 mld złotych. Więc rzeczywisty ubytek w budżecie wyniesie już tylko 17,7 mld zł.
  3. Likwidacja podatku PIT zdejmie odium przestępczości z milionów drobnych handlarzy i przedsiębiorców działających na granicy szarej strefy lub nawet poza nią. Mniejszy strach pociągnie za sobą większe wydatki z ich strony, więc większe wpływy z tytułu VAT i akcyzy.
  4. W Polsce zacznie przybywać gwałtownie tzw. rezydentów, czyli obcokrajowców pracujących w innych krajach, którzy ze względów podatkowych, będą tutaj szukać miejsca stałego zamieszkania. Będą kupować nieruchomości, wydawać na ich ochronę i utrzymanie oraz nabywać różne inne dobra. Skutkiem tego pojawią się kolejne wpływy z tytułu VAT i akcyzy. Znaczące, choć trudne do oszacowania.
  5. W budżecie na 2015 rok zaplanowano wpływy z CIT w wysokości 24,5 miliarda złotych. Nie jest to duża kwota, gdyż wszystkie międzynarodowe korporacje, a także pokaźna część dużych firm prywatnych stosuje tzw. optymalizację podatkową. Przerzucają środki pomiędzy różnymi krajami w taki sposób, że ostateczne zyski realizują w krajach o najniższej stopie podatkowej (np. na Cyprze). Rząd walczy z optymalizacją podatkową komplikując coraz bardziej przepisy podatkowe. Coraz większa komplikacja przepisów stwarza coraz to nowe możliwości… optymalizacji podatkowej.
  6. Przychody ze sprzedaży wszystkich polskich przedsiębiorstw wyniosą w 2015 roku około 3 biliony złotych. Hipotetyczny 1-procentowy podatek przychodowy wyniósłby zatem 30 miliardów. To ponad 22% więcej niż założono z podatku CIT. Więc likwidacja CIT i wprowadzenie podatku przychodowego dałaby budżetowi od razu, ‚z marszu’ dodatkowe 5,5 miliarda złotych.
  7. Zwiększenie wpływów do budżetu związane z zamianą CIT na podatek przychodowy to dopiero wstęp do całej serii korzystnych zmian, jakie by nastąpiły: (1) 1-procentowy podatek przychodowy byłby, z punktu widzenia przedsiębiorstw niski, mało dotkliwy, prosty i nie wymagający dodatkowej księgowości, a z punktu widzenia fiskusa – łatwy do skontrolowania; (2) podatek byłby płacony przez wszystkie firmy – nie byłoby możliwości jego uniknięcia; (3) optymalizacja podatkowa wielkich koncernów zmieniłaby kierunek – to w Polsce byłyby realizowane ich zyski; (4) likwidacja CIT dałaby potężny impuls prorozwojowy – duże firmy z zagranicy znacznie zwiększyłyby inwestycje w Polsce; (5) opisana reforma podatkowa dałaby gigantyczne oszczędności w wydatkach na utrzymanie aparatu skarbowego – 3/4 tego aparatu stałoby się zbędne; (6) wzrost PKB w kilku kolejnych latach po reformie byłby tak duży, że pozwoliłby zrównoważyć budżet i w znacznej części spłacić zadłużenie kraju; (7) rozwój firm przyniósłby radykalne zmniejszenie bezrobocia.

.

Zatem ogólny bilans wyglądałby mniej więcej następująco:

  • Likwidacja PIT i CIT daje ubytki: 22 + 24,5 = 46,5 miliarda złotych.
  • Korzyści budżetu to: 30 mld (podatek przychodowy) + 4,3 mld (dodatkowe wpływy, o których mowa w p.2) + 4,2 mld (oszczędności na aparacie skarbowym 3/4 obecnych wydatków) + 2,5 mld (korzyści, o których mowa w p. 3 i 4) + 0,2 mld (oszczędności na zasiłkach dla bezrobotnych, którzy znajdą zatrudnienie) + 3,2 mld (dodatkowe przychody z VAT i akcyzy związane z dodatkowym wzrostem PKB o 1 punkt procentowy) = 44,4 miliarda złotych.
  • Spadek przychodów budżetu w pierwszym roku po wprowadzeniu reformy wyniósłby zaledwie 2,1 miliarda złotych.

Foto: rcthomas.com

Przeciwko rozwiązaniom opisanym powyżej będą oczywiście dwie potężne sitwy: urzędników i doradców podatkowych. Obydwie mają duży wpływ na ministerstwo finansów, gdzie przecież musiałyby powstać projekty stosownych ustaw. Do protestu dołączą też różni pożyteczni idioci w rodzaju tego, o którym pisałem na wstępie. Więc na zakończenie tego wpisu rzucam kolejne hasło: ZNISZCZYĆ SITWY! Postaram się rozwinąć je w którymś z kolejnych wpisów.

3 komentarze

  1. spokojny 14/10/2014
  2. Wiesław 14/10/2014
    • Jan Adamski 14/10/2014

Zostaw komentarz