Podatek od Googla

Wiadomo nie od dziś, że biurokratyczna machina Komisji Europejskiej jest nakierowana z jednej strony, na ograniczanie wolności i tłumienie inicjatywy i przedsiębiorczości, a z drugiej na podwyższanie podatków i komplikowanie systemów podatkowych. Hasło jakim kieruje się KE to: opodatkować wszystko, co jest możliwe do opodatkowania, oraz przynajmniej część tego, co nie jest możliwe do opodatkowania. Najświeższym pomysłem jest podatek od Googla. Miałby on polegać na tym, że Google (a szerzej: wszystkie wyszukiwarki) miałby płacić tym, których linki pokazuje.

Jak przydatnym narzędziem są wyszukiwarki – wie każdy. Ich zawrotna kariera wzięła się właśnie stąd, że są tak bardzo potrzebne. O znaczeniu wyszukiwarek wiedzą też ci, którym zależy na wypromowaniu marki lub produktu, na których chcą zarobić. Im więcej klientów będzie wiedziało o danym produkcie, pomyśle, marce lub idei, tym więcej będzie można na nich zarobić. Dlatego każdy dba o to, żeby dobrze pozycjonować się w Googlu. A Google o tym wie i czerpie z tego korzyści. Pomysł, żeby postawić sprawę na głowie, tzn. żeby Google płacił firmom za to, że zamieści link do ich strony, wydaje mi się tak absurdalny, że aż śmieszny.

Jednak nie jest to bynajmniej żart. Jak informuje niemiecki dziennik finansowy Handelsblatt, komisarz ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther Oettinger planuje wprowadzenie takiej opłaty. Udzielając wypowiedzi na ten temat dla prasy, wymienił nawet nazwę firmy Google. W związku z tym cała sprawa zyskała natychmiast potoczną nazwę: podatek od Googla. Nie znam szczegółowych zamysłów pana komisarza, ale interesuje mnie na przykład, czy tym firmom, które będą wyżej pozycjonowane Google będzie musiał płacić więcej, a tym z dalszych miejsc – mniej, czy też odwrotnie. Pewnie wkrótce się to wyjaśni.

Zostaw komentarz