Polityka klimatyczna UE – skutki dla Polski

Na portalu cire.pl ukazał się obszerny artykuł pt. Wstępna ocena uzgodnień klimatycznych szczytu unijnego 23 października 2014 z perspektywy Polski (tutaj). Autor, Bolesław Jankowski, omawia bardzo drobiazgowo, z podaniem precyzyjnych wyliczeń, skutki wdrożenia polityki klimatycznej. Analizuje też politykę informacyjną Rządu po unijnym szczycie, zarzucając jej manipulowanie opinią publiczną zmierzające do zatajenia prawdziwych danych, które są zgubne dla rozwoju naszego kraju w przyszłości.

Przede wszystkim autor zwraca uwagę, że darmowe prawa do emisji, którymi tak chwaliła się premier Ewa Kopacz, pokryją zaledwie 10% polskiego zapotrzebowania. Za 90% trzeba będzie zapłacić. To spowoduje ogromny wzrost cen energii w kolejnych latach. Obrazuje to poniższy wykres.

Autor pisze, że ‚wyniki październikowego szczytu unijnego oznaczają przyjęcie polityki dekarbonizacji i zgodę na rosnące ceny CO2 do roku 2050. Przedstawiona na wykresie rosnąca ścieżka cen CO2 i ich wpływ na koszty wytwarzania energii elektrycznej mają bardzo poważne konsekwencje nie tylko dla okresów przyszłych, ale także dla bieżących decyzji inwestycyjnych’. Dalej autor artykułu twierdzi, że wypowiedzi przedstawicieli Rządu (w tym premier Ewy Kopacz) o tym, że ceny energii nie wzrosną w wyniku realizacji pakietu klimatycznego, nie odpowiadają prawdzie. Podaje też przykłady różnych trików stosowanych przez Rząd i powtarzanych przez główne media, które pozwalają zaciemnić obraz sytuacji i powodują, że przeciętny obywatel nie rozumie mechanizmów unijnych regulacji. Pozostaje mu jedynie w głowie przekaz, że Polska uzyskała od UE wsparcie w procesie dekarbonizacji gospodarki. A to akurat ma niewiele wspólnego z prawdą. Prawdą jest natomiast, że energochłonne działy polskiej gospodarki staną się, po roku 2030 całkowicie niekonkurencyjne i po prostu będą musiały zostać zlikwidowane. Przyjęcie pakietu klimatycznego oznacza dla Polski katastrofę o skali trudnej do wyobrażenia. To będzie coś gorszego niż wojna, bowiem wojna niszczy ludzi i kraj, ale po jej zakończeniu następuje potężny impuls rozwojowy. Po katastrofie spowodowanej pakietem klimatycznym trudno będzie się podnieść.

Jeszcze jeden cytat z artykułu: ‚mimo wielu poważnych problemów jakie przyniesie wdrożenie polityki dekarbonizacji na bazie dokonanych uzgodnień, rząd prowadzi bezprecedensową kampanię medialną mająca przekonać społeczeństwo, że wynik uzgodnień jest korzystny dla Polski. Posługuje się przy tym przekłamaniami oraz „kreatywną” prezentacją wyników. […] Taki sposób informowania jest nieuczciwy wobec społeczeństwa polskiego, fałszuje bowiem obraz rzeczywistych skutków polityki klimatycznej przez co spowalnia podejmowanie niezbędnych decyzji i działań dostosowawczych. Nie pozwala także dostrzec rzeczywistych zagrożeń wynikających dla Polski z obecnych struktur decyzyjnych i układu sił w gremiach decyzyjnych UE.’

Uważna lektura artykułu jeży włosy na głowie. Jej wydźwięk jest tym bardziej przerażający, że autor używa chłodnego, wyprutego z emocji, technokratycznego języka. A najgorsze, że wszystko to dzieje się nie wskutek jakiegoś rzeczywistego zagrożenia, które wisi nad naszymi głowami, lecz w imię ideologii religii globalnego ocieplenia, na której niektórzy jej kapłani robią kokosowe interesy, a za którą my wszyscy musimy płacić wysoką cenę. Jedyną nadzieją dla Polski pozostaje wiara, że Unia Europejska wkrótce się rozpadnie i nie dojdzie do realizacji tych obłąkanych planów.

.

P.S.

Dla tych, którzy nie czytali moich poprzednich wpisów na ten temat (tutaj, tutaj i tutaj), krótkie wyjaśnienie dlaczego politykę klimatyczną z jej głównym celem: ograniczaniem emisji CO2, uważam za hucpę i wielki przekręt.

Od milionów lat klimat na naszej planecie zmienia się w rytmie różnych cykli. Najdłuższe trwają około 120 tysięcy lat (można o tym przeczytać tutaj), a różnice temperatur pomiędzy maksimum i minimum są w nich bardzo duże. W międzyczasie występują krótsze cykle o mniejszych wahaniach temperatur (np. ocieplenie w X wieku, kiedy na Islandii uprawiano pszenicę a Grenlandia była zielonym lądem i ochłodzenie w XVII wieku, kiedy po zamarzniętym Bałtyku podróżowano saniami do Szwecji, a silne mrozy w roku 1708 spowodowały śmieć miliona osób w Europie). Czy to z udziałem człowieka, czy bez, przebieg cykli jest zawsze podobny: ociepleniu klimatu towarzyszy wzrost zawartości dwutlenku węgla w atmosferze. Obecnie jesteśmy w pobliżu maksimum kolejnego cyklu. O tym, że działalność przemysłowa człowieka (spalanie paliw i procesy produkcyjne wydzielające CO2) ma znikomy wpływ na ocieplanie klimatu (lub nie ma go wcale) przekonuje analiza podstawowych danych: Tzw. gazy cieplarniane w atmosferze to para wodna (odpowiada za 60% efektu cieplarnianego), dwutlenek węgla (20% efektu cieplarnianego), metan (7,2%), freony (4,8%), pozostałe (8%). Z kolei dwutlenek węgla emitowany do atmosfery pochodzi, ze źródeł naturalnych (96%) i z działalności człowieka (tzw. źródła antropogeniczne – 4%). Jeśli połączymy te dane (4% z 20%) to otrzymamy 0,8%. Co oznacza, że w takim maksymalnie zakresie (czyli mniejszym niż najmniejszy margines błędu w różnych badaniach na ten temat) człowiek jest w stanie wpływać na efekt cieplarniany. I zmiana tego wskaźnika na 0,6%, czy nawet 0,4% miałaby spowodować, jak twierdzą ekolodzy, odwrócenie cyklu klimatycznego planety? Wolne żarty!

Wyliczenie, które przedstawiłem powyżej jest przybliżone; nie uwzględnia np. zjawiska samoograniczania absorpcyjności CO2 (więcej o tym można przeczytać tutaj) oraz przyjmuje udział CO2 w efekcie cieplarnianym na poziomie 20%, podczas gdy niektóre teorie mówią, że ten udział wynosi zaledwie 5%. Gdyby uwzględnić obydwie powyższe przesłanki, to wyliczony, maksymalny wpływ człowieka na efekt cieplarniany wyniesie poniżej 0,1%, czyli mówiąc z pewnym przybliżeniem będzie niezauważalny.

Jednak patrząc na sprawę od drugiej strony, czyli od strony gospodarek poszczególnych krajów globu, nakładanie sobie pęt w postaci rezygnacji z  tanich źródeł energii i zastępowanie ich źródłami drogimi, spowoduje cofnięcie w rozwoju. I o tym jest omawiany przeze mnie artykuł z cire.pl. Ale jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo, o którym artykuł nie wspomina. Ponieważ nie ma żadnych wątpliwości, że Chiny i Indie nie przyłączą się do tego chocholego tańca wokół redukcji CO2, to trwający dziesięciolecia zastój dotknie tylko jej lidera – czyli Europę. Chiny i Indie będą się w tym czasie dynamicznie rozwijać. Co stanie się za 40 lat z biedną, słabą i bezbronną Europą w obliczu potężnych Chin i Indii?

2 komentarze

  1. Wiesław 19/11/2014
    • Jan Adamski 20/11/2014

Zostaw komentarz