Świat i złoto

W ostatnim czasie dużo mówi się o złocie. Dzieje się tak zapewne głównie z powodu referendum, w którym Szwajcarzy, w dniu 30 listopada, wypowiedzą się czy są za zwiększeniem rezerw złota, powrotu kruszcu do Szwajcarii, i częściowego oparcia na nim waluty kraju. Ale ma też miejsce wiele innych wydarzeń, które czynią ze złota gorący temat. Oto Holandia ogłosiła ni stąd ni zowąd, że sprowadziła z USA 122,5 tony swojego złota, które zostały umieszczone w skarbcu na terenie Holandii. 122,5 ton złota to więcej, niż wynoszą złote rezerwy Polski (103 t). Sprowadzenie ładunku o wadze 122,5 tony to drobna operacja logistyczna. Nawet jeśli uwzględnić specjalne warunki transportu i ochrony, to nadal nie jest problemem. Więc operacja banku holenderskiego nie powinna być niczym nadzwyczajnym. Ale coś musi być na rzeczy, ponieważ niecałe dwa lata temu Niemcy ogłosiły, że postanowiły sprowadzić do kraju część swojego złota, przechowywanego w skarbcach USA, Wielkiej Brytanii i Francji. W grę chodziło przewiezienie do Frankfurtu, 300 ton z USA i 374 ton z Francji. Choć to nadal jest operacja logistyczna na niezbyt dużą skalę, to rozłożono ją aż na 7 lat (sic!). Ale to jeszcze nic. Bowiem po roku okazało się, że nie uda się jej wykonać w zaplanowanym czasie! Nie wiadomo dokładnie dlaczego, ale jest poważne podejrzenie, że tego złota w Nowym Jorku i Paryżu po prostu nie ma. Być może zostało wyleasingowane (to w ostatnich latach powszechna operacja; leasingobiorcy używają złota do celów spekulacyjnych) i są problemy z jego powrotem.

Poniżej oficjalne rezerwy złota kilku wybranych krajów. Słowo „oficjalne” jest tu ważne, ponieważ powszechnie sądzi się, że rezerwy Chin są znacznie większe niż deklarowane 1054 t. Wszystkie infografiki wykorzystane w tym wpisie zaczerpnąłem z portalu rynekzlota24.pl.

.

Impulsem do stworzenia tego wpisu była wiadomość z Francji sprzed trzech dni. Oto 24 listopada, na oficjalnej stronie francuskiego Frontu Narodowego, ukazał się list otwarty Marine Le Pen do Gubernatora Banku Francji (cały list dostępny tutaj), w sprawie przejrzystości procesu zarządzania francuskimi rezerwami złota, sprowadzenia kruszcu do Francji, zakazu jego sprzedaży oraz zmiany struktury aktywów rezerwowych poprzez systematyczne dokupywanie złota. List ten uznaję za bardzo ważny z dwóch powodów: po pierwsze pokazuje jaka będzie polityka Francji w tym zakresie po ewentualnym wyborze Le Pen na prezydenta, a po drugie niezależnie od prognoz wyborczych, odbije się on szerokim echem we Francji i w Europie i wywoła dyskusję o roli złota w stabilizowaniu systemów finansowych. Rewolucji się nie spodziewam, ze względu na silny opór lewicowych rządów i banków centralnych, ale nacisk opinii publicznej może mieć duże znaczenie. Szczególnie, że francuski FN nie jest osamotniony: w Niemczech rośnie w siłę partia AfD, w Szwajcarii SVP (inicjator referendum), a Polsce KNP. Wymienione partie opowiadają się za powrotem do standardu złota.

Ciekawostka: w liście Marine Le Pen pojawia się nazwa naszego kraju. Mianowicie pisząc o dążeniach różnych krajów do repatriacji złota, wymienia także Polskę (Attendu qu’à la demande de certaines banques centrales nationales avisées, ce phénomène de campagne pour le « retour des réserves d’or nationales » et le contrôle démocratique existe depuis 2013 en Allemagne (Bundesbank), en Pologne etc.). Chodzi jej zapewne o społeczną inicjatywę Oddajcie nasze złoto, która jest jednak dość niemrawa.

.

Wydaje mi się, że w najbliższych latach złoto będzie zyskiwało na znaczeniu na międzynarodowym rynku walutowym. Spekuluje się np., że Chiny przygotowują się do oparcia swojej waluty na złocie. Jest to raczej mało prawdopodobne, ale wystarczyłoby, gdyby ogłosiły, że 20% lub 30% swoich rezerw będą utrzymywać w złocie, żeby zachwiać pozycją amerykańskiego dolara. Nie jest wykluczone, że jeśli rzeczywiście Chiny mają takie plany, to są one skoordynowane z działaniami Rosji, Indii, Brazylii i RPA (czyli grupy BRICS). Akurat te kraje (poza RPA, która zwiększa swoje złote rezerwy poprzez wydobycie) bardzo intensywnie kupują złoto na rynku.

Poniższa grafika pokazuje jak wyglądają polskie złote rezerwy, na tle krajów przodujących pod tym względem. Warto przy tej okazji dodać, że większość polskich rezerw złota pochodzi z zakupów dokonanych w latach 1997 i 1998, przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, która wówczas była prezesem NBP. Kupiono wtedy łącznie 90 ton złota po około 300 dolarów za uncję. Dziś złoto kosztuje 1200 dolarów za uncję. W grafice jest błąd, gdyż złoto wywiezione po wybuchu wojny stanowi zaledwie 12,5% całości, a nie większość. Ponadto, według ceny złota i kursu dolara w dniu 27 listopada o godzinie 9.00, nasze złoto jest warte 13,21 mld złotych, a nie 15 mld.

.

Powstaje pytanie, jak te zmiany na rynku złota, mogą wpłynąć na przeciętnego obywatela. Wbrew pozorom dość znacznie. Gdyby sprawdziły się moje przewidywania, co do zwiększenia roli złota, albo nawet powrotu do standardu złota, to pierwszym skutkiem odczuwalnym przez każdego, byłoby ograniczenie inflacji. Po drugie ceny złota zaczęłyby stabilnie rosnąć, więc złoto stałoby się sposobem na lokowanie oszczędności. Po trzecie zatrzymanie procesu drukowania pustego pieniądza (powszechnego dzisiaj) ograniczyłoby możliwości spekulacji finansowych i spowodowało, że więcej pieniędzy trafiłoby do realnej gospodarki, co zaowocowałoby jej szybszym rozwojem, a w konsekwencji poprawą bytu obywateli. Ten scenariusz jest jednak zbyt piękny, żeby mógł być prawdziwy. Rządy USA, Japonii i krajów UE będą się starały wszystkimi metodami nie dopuścić do takiego rozwoju sytuacji. Próbkę tego co może się zdarzyć mamy dzisiaj w Szwajcarii, gdzie rząd, większość partii i bank centralny prowadzą zmasowaną kampanię mającą przekonać Szwajcarów, żeby w referendum opowiedzieli się przeciw złotej inicjatywie. Wszystko wskazuje na to, że im się uda i większość Szwajcarów będzie przeciw. Tym razem jeszcze im się uda. Ale następnym razem – już nie.

2 komentarze

  1. mirek 28/11/2014
    • Jan Adamski 29/11/2014

Zostaw komentarz