Pani komisarz – post scriptum

Foto: wiadomości.gazeta.pl

Kilka miesięcy temu opublikowałem wpis, w którym napisałem kilka ciepłych słów o Elżbiecie Bieńkowskiej – wówczas kandydatce na unijnego komisarza. Wracam do tematu w związku z aferą jaka wybuchła w Brukseli po wypowiedzi pani komisarz Bieńkowskiej dla radia Zet (można jej wysłuchać tutaj). Powiedziała w niej, że unijna biurokracja jest ogromna i działa wolno, co przypomina jej działanie administracji w Polsce na początku lat 90-tych. Za te słowa, pani komisarz została ostro zaatakowana przez związki zawodowe brukselskich urzędników. Szef U4U (Union for Unity- związku zrzeszającego wszystkie związki zawodowe urzędników unijnych) Georges Vlandas wystosował w tej sprawie pismo do Jeana-Claude’a Junckera, żądając zwołania spotkania, na którym komisarz Bieńkowska zostanie publicznie napiętnowana. Najbardziej ubódł pana Vlandasa fakt, że polska administracja z lat 90-tych, która według Bieńkowskiej działała podobnie jak dzisiejsza administracja brukselska, to byli ludzie powołani przez generała Wojciecha Jaruzelskiego. Poniżej wklejam tekst pisma pana Vlandasa do pana Junckera; można się na własne oczy przekonać jakimi problemami żyją związki zawodowe unijnych urzędników.

Jest jednak jeszcze w całej sprawie, coś bardziej absurdalnego niż atak brukselskich związkowców. Tym czymś jest… atak polskich mediów. Oczywiście nie wszystkich, ale tych najbardziej poprawnych politycznie. Np. mistrz Polski w politpoprawności, czyli portal natemat.pl napisał, że wypowiedź Bieńkowskiej była ‚niefortunna’ i osłabia pozycję Polski w Unii. Jeszcze lepszy był Dziennik Bałtycki, który użył (tutaj) niesłychanej (w swoim rozumieniu) obelgi sugerując, że pani Bieńkowska powinna się zapisać do partii Janusza Korwin-Mikkego. Zresztą Dariusz Szreter – autor artykułu w Dzienniku Bałtyckim albo nie wysłuchał uważnie wypowiedzi Elżbiety Bieńkowskiej, albo jej nie zrozumiał, bowiem wkłada jej w usta słowa, których nie użyła. A swój tekst zatytułował dowcipnie: Sorry, taką mamy Bieńkowską.

Dla mnie inne słowa Bieńkowskiej ze wspomnianego na wstępie wywiadu, były bardziej znaczące i znamienne. Mianowicie na samym początku powiedziała, że nauczyła się już w Polsce, że nie wolno mówić tego co się myśli. Oto najlepsze podsumowanie całej polityki zarówno naszej, krajowej jak i europejskiej: nie wolno mówić tego co się myśli! Na ten fragment wywiadu Bieńkowskiej nikt nie zwrócił uwagi, bowiem dla wszystkich jest to oczywiste. W takim świecie żyjemy. Niestety.

4 komentarze

  1. Dominion1958 28/12/2014
    • Jan Adamski 28/12/2014
  2. LadyM. 14/01/2015
    • taxus 20/01/2016

Zostaw komentarz