Santana znowu w Polsce

W dniu 3 sierpnia 2013 roku byłem w Dolinie Charlotty koło Słupska na koncercie Carlosa Santany i jego zespołu. Wraz z 10-tysięczną widownią pięknie położonego amfiteatru, przeżyłem wzruszające chwile słuchając takich wielkich utworów jak: Toussaint L’Overture, Black Magic Woman/Gypsy Queen, Oye como va, Europa, Incident at Neshabour i wielu innych. Niezapomniane wrażenie zrobił instrumentalny Soul Sacrifice, wykonywany na bis w strugach lejącego deszczu, który nadszedł w postaci niespodziewanej nawałnicy. Przeżycie było zresztą z gatunku tych, gdy widzisz swój nowy samochód, z teściową w środku, spadający w przepaść. Bowiem miałem wtedy na sobie nowiutką, szytą na miarę marynarkę i żadnego parasola, czy peleryny.

Santana zakochał się w Dolinie Charlotty i zapowiedział, że będzie tutaj wracał. Właśnie zamierza zrealizować tę zapowiedź, bowiem w dniu 4 lipca 2015 roku wystąpi tu z koncertem w ramach europejskiej trasy „Corazon”. Zachęcam wszystkich miłośników starego rocka do wybrania się na koncert. Dolina Charlotty to miejsce niezwykle urokliwe, o świetnej akustyce. Dzięki autostradzie A1 można tam w miarę wygodnie dojechać z południa i centrum kraju, przy okazji obserwując myszołowy autostradowe. Bilety w cenie 350, 300 i 250 zł można nabyć tutaj.

Carlos Santana swoją pierwszą grupę założył w 1966 roku, miał wtedy 19 lat. W trzy lata później odniósł swój pierwszy wielki sukces na festiwalu w Woodstock. Trzeba pamiętać, że Santana to nazwisko, ale także nazwa zespołu, w którym przynajmniej w pierwszym okresie, Carlos wcale nie miał dominującej pozycji. Cztery pierwsze płyty Santany (Santana -1969, Abraxas – 1970, Santana III – 1971 i Caravanserai – 1972) to kamienie milowe w muzyce rockowej i klasyka nurtu, który nazwano później rockiem latynoskim. Kolejne lata to zafascynowanie Carlosa jazzem; współpracował wtedy z największymi muzykami amerykańskiej sceny jazzowej i nagrywał płyty zarówno z zespołem Santana, jak i pod własnym nazwiskiem. To rozróżnienie jest trochę dziwaczne zważywszy, że nazwa zespołu i nazwisko są tożsame, ale pod względem muzycznym rozróżnienie jest już wyraźne. W latach 80-tych ubiegłego wieku Santana się trochę pogubił; jego flirt z pop-em należy uznać za zupełny niewypał. Niespodziewane odrodzenie przyszło w roku 1999 wraz z płytą Supernatural. Płyta ta to w zasadzie ciąg dalszy jego flirtu z pop-em, ale na dobrym poziomie artystycznym i z licznymi nawiązaniami do jazz-rocka i latin-rocka. Do dziś sprzedanych zostało prawie 30 milionów egzemplarzy tej płyty.

Dla mnie Santana to przede wszystkim okres jazz-rockowy z takimi wielkimi utworami jak: Soul Sacrifice, Samba Pa Ti, Incident at Neshabour, Guajira, Every Step of the Way, Welcome, Moonflower i in. Ale na koncercie w Dolinie Charlotty zaobserwowałem ciekawe zjawisko: publiczność najlepiej bawiła się przy piosence Foo Foo z płyty Shaman, która była nie tylko najgorszą na koncercie, ale jedną ze słabszych w całym dorobku Santany. Podobały się też piosenki z płyty Supernatural, które choć przyzwoite, trudno zaliczyć do szczytowych osiągnięć Santany. Pamiętam jak przy Corazon espinado facet siedzący przede mną, dostał małpiego rozumu i zaczął podskakiwać wymachując rękami. Problem polegał na tym, że w środek tego utworu Santana wplótł fragment z Guajiry – skomplikowanego utworu o nieparzystym metrum i z połamanym rytmem. Więc podskakujący facet wypadał z rytmu i machał rękami bez ładu i składu, co było dość groteskowe. Jemu to jednak nie przeszkadzało; bawił się świetnie i zapewne nie zauważył, że coś było nie tak z rytmem. Zresztą po jakimś czasie zespół powrócił do rytmu 4/4 i dokończył Corazon espinado.

Wklejam filmik z Youtube z występem zespołu Santana w Montreux w 2004 r. Grają utwór Guajira z fantastycznymi solówkami: Chestera Thompsona – na klawiszach, Billa Ortiza – na skrzydłówce i samego Carlosa Santany na gitarze. Jeśli zwróci się uwagę na zmiany metrum i rytmu podczas solówki Santany, to łatwo sobie wyobrazić problemy podskakującego faceta w Dolinie Charlotty.

 

Zostaw komentarz