Zaklęcia w polityce

Politycy komunikują się z wyborcami specyficznym językiem, który dość znacznie odstaje od tego, którym posługują się przeciętni ludzie w codziennych relacjach. Istotną rolę w języku polityków odgrywa nowomowa, ale jest ona raczej tylko dodatkiem niż istotą tego języka. Nie mniej istotne jest pustosłowie, a to w związku z faktem, że większość polityków nie ma nic znaczącego do powiedzenia. Np. mój ulubiony polityk (ważna persona: były minister i były europoseł), którego uważam za niezbyt rozgarniętego, prawie każdą wypowiedź zaczyna od frazy: ‚wedle mojej wiedzy’, co jego zdaniem usprawiedliwia zapewne miałkość intelektualną zdań, które następnie padają. Mówiąc kolokwialnie: lanie wody!

Komunikaty przekazywane przez polityków można podzielić na trzy grupy: argumenty, hasła i zaklęcia. Argumenty to dziś rzadkość. Kiedyś stanowiły podstawę uprawiana polityki, ale wymagały od wyborców po pierwsze zrozumienia, a po drugie myślenia. Argumenty były roztrząsane i analizowane przez tzw. opinię publiczną, ale pod tym pojęciem kryła się tak naprawdę prasa i, w mniejszym stopniu, radio. W miarę upowszechniania się telewizji, argumenty były coraz częściej zastępowane hasłami. Z punktu widzenia wyborców było to znacznie wygodniejsze: nie trzeba było myśleć. A partia, która miała hasło: ‚dobrobyt dla wszystkich’ wygrywała z partią lansującą hasło: ‚wspólną pracą osiągniemy dobrobyt’. Dziś ciągle żyjemy w czasach dominacji haseł, ale powoli są one zastępowane przez zaklęcia. Różnica pomiędzy hasłami a zaklęciami jest taka, że o ile hasła muszą mieć jakąś elementarną logikę i wewnętrzną spójność, o tyle zaklęcia nie mają ani logiki, ani spójności. Politycy używający zaklęć zakładają, że ich wyborcy to kretyni, którzy nie tyle nie będą się chcieli doszukiwać sensu i śladów myśli w rzucanych zaklęciach, ile nie będą nawet w stanie zauważyć jego braku. Zaklęcia mają wywoływać emocje, a nie prowokować do myślenia.

Pierwszym polskim politykiem, który dostrzegł rolę zaklęć, był Jarosław Kaczyński. Zrozumiał on, że szybko maleje rola mediów w tłumaczeniu gawiedzi różnych niuansów polityki i dostrzegł, że media są potrzebne tylko po to, żeby przekazywać zaklęcia. Czyli wymyślił bezpośrednią drogę dotarcia do emocji potencjalnych wyborców. Pozostaje natomiast dla mnie zagadką, czy Jarosław Kaczyński kieruje się cynizmem, zakładając, że każdą głupotę jest w stanie wcisnąć ‚ciemnemu ludowi’, czy też może sam w te głupoty wierzy. Mimo, że mam nienajgorsze zdanie o inteligencji Kaczyńskiego, nie wykluczam tej drugiej opcji.

Wątpliwości, co do intencji drugiego mistrza od zaklęć, nie mam już wcale. Myślę o Januszu Palikocie, człowieku o błyskotliwej inteligencji, który szybko podchwycił pomysł bezpośredniego komunikowania się z ludźmi, którzy albo nie potrafią myśleć, albo zwyczajnie im się nie chce. Działał cynicznie od samego początku, po cichu gardząc tymi, którzy stawali się jego zwolennikami. Żeby zamaskować ów cynizm i pogardę, dorobił nawet całą ideologię, którą nazwał postpolityką. Janusz Palikot przegrywa, gdyż menażeria, którą wokół siebie zgromadził nie umiała przekuć w czyn nauk mistrza. Być może nawet jakaś część tej menażerii to przyzwoici ludzie, dla których próba cynizmu okazała się nie do przejścia.

A jak wyglądają zaklęcia w praktyce? Obecnie furorę robi zaklęcie o sfałszowanych wyborach. Nie twierdzę, że wybory nie były fałszowane: być może były. Ale twierdzenie o ich fałszowaniu powinno się opierać na dowodach, albo przynajmniej na poszlakach. Dowodów i poszlak brak, ale za to jest głębokie przekonanie. Dla stworzenia zaklęcia to w zupełności wystarczy.

Powoli odchodzi do lamusa zaklęcie o ‚zamachu smoleńskim’; trochę mi go będzie brakować, bowiem było klinicznym przykładem robienia idiotów ze skądinąd przyzwoitych ludzi. Z zaklęcia o zamachu smoleńskim wypączkowało mnóstwo pomniejszych zaklęć rozpowszechnianych przez jednego z najznamienitszych czarnoksiężników polskiej polityki. Trochę szkoda, że na razie jest on trzymany na smyczy przez capo di tutti capi. Ale jak się zerwie…

Chyba nigdy nie znikną z życia politycznego zaklęcia o ‚restrukturyzacji’ lub ‚programie naprawczym’ dla państwowych spółek. Wiadomo, że spółki te, na których żerują pasożyty zwane związkami zawodowymi, muszą przynosić straty (oczywiście poza okresami wyjątkowej koniunktury, jak obecnie na miedź, a kilka lat temu na węgiel). Politycy nigdy nie podejmą żadnej decyzji, która byłaby nie po myśli związków zawodowych. Dlatego działania zastępują zaklęciami. Co jakiś czas wymienia się zarząd takiej spółki a następnie rzuca zaklęcia o restrukturyzacji i programie naprawczym. Przy zaskakującym wsparciu większości mediów głównego nurtu, takie zaklęcia działają. Czasami przez pół roku, czasami przez rok, czasami nawet dłużej. Najbardziej interesujące jest to, że jak już zaklęcie przestaje działać, to wymienia się zarząd i rozpoczyna zabawę od nowa – ale takim samym zaklęciem. I znowu działa! Przykładem: spółki Polskie Linie Lotnicze LOT lub Kompania Węglowa.

Moim zdaniem zaklęcia polityków byłyby jeszcze bardziej efektowne, gdyby do ich wygłaszania wkładali specjalne kostiumy. Dlatego tekst zilustrowałem propozycjami odpowiednich ubiorów. Gorąco zachęcam czołowych czarnoksiężników i czołowe wiedźmy polskiej polityki, do zakładania kostiumów. Będzie weselej i bardziej kolorowo! Także ja będę miał z tego trochę korzyści, gdyż będę mógł na blogu oceniać kostiumy i analizować aktualne kostiumowe trendy, co będzie na pewno mniej nudne niż ocenianie garniturów ministrów.

.

Ilustracje pochodzą ze stron: popdose.com/ sciencefiction.com/ dleoblack.deviantart.com/ gerezon.devianart.com/ crispmen.com/ ironshod.devianart.com/ hillaryesdaile.wordpress.com/ art.alphacoders.com/ galleryhip.com/

Dziękuję Małgorzacie za stworzenie kolaży.

6 komentarzy

  1. czesioszpachelka 16/12/2014
  2. spokojny 18/12/2014
    • Jan Adamski 18/12/2014
  3. Małgorzata 20/12/2014
  4. mudur 26/05/2015

Zostaw komentarz