Globalne ochłodzenie

Każdy kto interesuje się tematem zmian klimatycznych i zamiast ślepo wierzyć w publikacje IPCC, sam szuka niezależnych informacji wie, że wpływ człowieka na planetarne cykle klimatyczne jest bliski zera. A całe zamieszanie wokół redukcji emisji dwutlenku węgla jest wielką hucpą, której celem jest wyłącznie napędzenie dodatkowych dochodów piewcom katastrofy ekologicznej. Pisałem o tym wielokrotnie na blogu m.in. tutaj. Tym, którzy chcieliby zgłębiać temat mogę polecić dokument opracowany przez Komitet Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk dostępny tutaj. Przypomnę natomiast jeden z argumentów, który ja uważam za istotny i posługuję się nim w moich publikacjach. Otóż na cały CO2 emitowany do atmosfery składa się emisja naturalna (oceany, wulkany, procesy oddechowe ludzi i zwierząt, rozkład minerałów), która stanowi 96% i emisja spowodowana działalnością przemysłową człowieka – 4%. W dodatku CO2 jest nie jedynym, lecz jednym wielu z gazów cieplarnianych i to nie najważniejszym; decydujące znaczenie ma para wodna, ważną rolę odgrywa metan. Jeśli połączy się te dwie informacje, to okazuje się, że CO2 emitowany przez człowieka stanowi kilka promili gazów cieplarnianych atmosfery. Nie sposób więc przyjmować, że może mieć decydujący wpływ na klimat całej planety. Ale za to programy redukcji emisji mają ogromny negatywny wpływ na gospodarki krajów realizujących te programy (patrz: tutaj).

Przypominam o tym wszystkim dlatego, że na portalu Interia.pl ukazał się właśnie artykuł ‚Nadchodzi mała epoka lodowa?’, który informuje o teorii naukowej, z której wynika, że decydujący wpływ na zmiany klimatyczne na Ziemi ma aktywność słońca. To nie jest nowa teoria; jest znana od dziesięcioleci i dość popularna, bowiem dobrze tłumaczy globalne ocieplenia i ochłodzenia na Ziemi w minionych wiekach. Jej słabą stroną jest jedynie to, że aktywność słońca mierzy się od stosunkowo niedawna – od około 400 lat. Zatem nie wiemy jaka ona była, gdy 1000 lat temu klimat w Europie był tak ciepły, że Wikingowie uprawiali pszenicę na Islandii, a Eryk Rudy osiedlał swoich ludzi na Zielonym Lądzie, czyli Grenlandii. Wiemy natomiast jaka była w wiekach XVI i XVII, gdy było tak zimno, że zimą z Polski do Szwecji podróżowało się saniami, popasając w gospodach wybudowanych na środku zamarzniętego Bałtyku. Aktywność słońca była wtedy najmniejsza w całym okresie mierzenia – było to tzw. minimum Maundera. Te czasy uzyskały później miano małej epoki lodowcowej (a nie lodowej, jak chce Interia). Cykle aktywności słońca są obecnie dość dobrze rozpoznane (pojedynczy cykl trwa 11 lat). I okazuje się, że maksimum cyklu, które wypadło w roku 2014 było bardzo słabe – znacznie odbiegało od średniej. Stąd hipoteza, że minimum może się okazać znacznie głębsze niż bywało w przeszłości, a to oznaczałoby wyraźne ochłodzenie i, być może, kolejną małą epokę lodowcową.

Aktywność słońca mierzona liczbą zaobserwowanych plam słonecznych. Źródło: climate4you

Artykuł w Interii traktuję jak pierwszą jaskółkę, która przyniesie wiosnę w sposobie patrzenia na zmiany klimatyczne na planecie. Wierzę, że kiedyś zwycięży rozsądek i przestanie obowiązywać doktryna, że człowiek jest w stanie sterować cyklami planety zmieniając jakiś proces o 0,5‰. Wierzę, że zostaną zaniechane działania, które mogą przynieść wiele nieszczęść kolejnym pokoleniom, a może nawet upadek Europy i opanowanie jej przez prężnie rozwijające się kraje, które nie poddadzą się terrorowi obłąkanych, lewicowych teorii. Piałem o tym we wpisie ‚Obudź się Europo!’.

Życie w cieplejszym klimacie jest niewątpliwie łatwiejsze i przyjemniejsze, a mniejsze zużycie energii ma dodatni wpływ na gospodarkę. Ale przecież zima też ma swoje uroki!

3 komentarze

  1. Kazik 30/01/2015
    • Mammuthus Primigenius 30/01/2015

Zostaw komentarz