Strategia na wybory

Wybory prezydenckie nie wzbudzają zbytniego zainteresowania. Pytanie, czy Bronisław Komorowski wygra w pierwszej czy w drugiej turze, mało kogo ekscytuje. Ale jest jedna partia, dla której waga wyborów prezydenckich jest bardzo duża. Tą partią jest PiS. Bowiem wygrana Bronisława Komorowskiego już w pierwszej turze, byłaby dla PiS-u kolejną upokarzającą porażką. Natomiast przejście Andrzeja Dudy do drugiej tury (nawet przy znacznej przegranej później) byłoby wyjściem z twarzą. A 35% głosów, jakie mógłby ewentualnie uzyskać w drugiej turze, sprytni spin-doktorzy potrafiliby nawet przerobić na duży sukces – przecież pokaźna część wyborców nie do końca rozumie o co chodzi z tymi procentami.

Powyższa konstatacja nie jest niczym odkrywczym, ale wynika z niej coś, co niejednego wprawi w najwyższe zdumienie podczas prezydenckiej kampanii. Otóż PiS, który zwykle atakuje przeciwników w sposób brutalny, żeby nie powiedzieć chamski, tym razem będzie łagodny jak baranek (ta prognoza dotyczy wszystkich kandydatów z wyjątkiem Bronisława Komorowskiego, ale o tym w następnym akapicie). PiS jest zainteresowany tym, żeby inni kandydaci otrzymali relatywnie dużą liczbę głosów, ale oczywiście mniejszą niż otrzyma Andrzej Duda. Bo strategia PiS sprowadza się do tego, żeby liczba głosów oddanych na Dudę i pozostałych konkurentów Komorowskiego, przekroczyła łącznie 50%. Jeśli założyć, że Duda może zebrać około 20%, to pozostali powinni uzyskać ponad 30%. Idealnie by było, gdyby poszczególni kandydaci: Ogórek, Korwin-Mikke i kandydat PSL-u (nieznany w chwili pisania tego tekstu) zbliżyli się do granicy 10% lub nawet ją przekroczyli. Więc pisowscy politrucy będą wychwalać Magdalenę Ogórek, Janusza Palikota, Mariana Kowalskiego, ba – nawet Janusza Korwin-Mikkego, którego w głębi duszy nienawidzą (bo wypomina im socjalistyczny program wiodący Polskę ku upadkowi). Będzie więc dość zabawnie tym bardziej, że znowu spora część mediów weźmie za dobrą monetę tę trzydziestą siódmą maskę PiS i będzie się zachwycać: ach cóż za kultura, jak ten PiS się zmienił!

Jednak tej kultury wcale nie będzie dużo, bowiem wobec kandydata Komorowskiego zastosowane zostaną wszystkie tradycyjne metody obrzucania błotem i tworzenia sztucznych afer. Wprawdzie cechy charakteru Bronisława Komorowskiego, takie jak uczciwość, dobroduszność, rubaszność, empatia, raczej skazują na niepowodzenie wymysły typu wizyt w agencjach towarzyskich, czy posiadania kochanki. Także jego koneksje rodzinne wykluczają chyba dziadka z Wehrmachtu, czy wujka z KPP. Ale od czego są specjaliści od czarnego PR-u? Coś wymyślą. Przykład Romualda Szeremietewa pokazał, że wielką aferę korupcyjną można rozkręcić wokół człowieka nie tylko całkowicie niewinnego, ale będącego wręcz wzorcem uczciwości. I to aferę nie byle jaką – z helikopterowym desantem sił specjalnych na statek, poza obszarem polskich wód terytorialnych. Przykład Józefa Oleksego pokazuje, że wielką aferę szpiegowską można rozkręcić wokół jednej z najważniejszych osób w państwie, powszechnie lubianej i szanowanej, a przy okazji niewinnej. Więc przed nami zapewne: finansowe afery, chamskie zagrywki, brudne insynuacje, bezpardonowe kłamstwa. Czyli normalka.

Sympatia PiS wobec innych kandydatów też może się, z dnia na dzień, przerodzić we wrogość. Tak się stanie, jeśli sondaże pokażą, że któryś kandydat zbliża się do Andrzeja Dudy. Przewiduję zresztą, że tak właśnie będzie. Bo po pierwsze notowania Dudy będą mniejsze niż zakładają sztabowcy PiS (przewiduję 15%), a po drugie czarnym koniem wyborów będzie ten kandydat, na którego postawią młodzi wyborcy. Moim zdaniem są tu dwie możliwości: Janusz Korwin-Mikke i Magdalena Ogórek. Jeśli sondaże pokażą poparcie dla którejś z tych osób na poziomie 15%, to sztab PiS wpadnie w panikę. A w panice najłatwiej o błędy. Oj będzie się wtedy działo!

Zostaw komentarz