Fin de siècle Europy

Sporządziłem listę czynników, które już spowodowały, że Europa od ponad 10 lat pozostaje w stagnacji (średni roczny wzrost PKB Eurolandu, w latach 2000 – 2013, wyniósł 0,85%), a w niezbyt odległej przyszłości przyczynią się do upadku gospodarek i drastycznego zubożenia społeczeństw krajów europejskich. Europa upada na naszych oczach. Błogi marazm w jakim tkwimy, uleganie propagandzie, która podsuwa nam coraz bardziej obłąkane teorie, populizm polityków połączony z ich pazernością na władzę i pieniądze, a także zwykły ludzki egoizm, doprowadzą do katastrofy, która dotknie każdego z nas. Chyba, że potrafimy się temu przeciwstawić i wprowadzić sprawdzone rozwiązania, które w dalszej i bliższej przeszłości były motorem rozwoju naszego kontynentu. Te rozwiązania to wolność, poszanowanie własności, niskie podatki, proste prawo, życie z owoców własnej pracy, a nie na koszt przyszłych pokoleń (czyli z kredytu) oraz kierowanie się pragmatyzmem zamiast ulegania szalonym ideologiom.

Udział poszczególnych krajów/kontynentów w globalnym produkcie brutto odniesiony do parytetu siły nabywczej. Źródło: Bankier.pl

Na początku XX wieku gospodarka Europy nie miała sobie równych i stanowiła prawie 40% całej gospodarki światowej. Od lat 70-tych ubiegłego wieku udział Europy w globalnym produkcie brutto, dramatycznie maleje.

Oto główne czynniki upadku Europy:

WZROST ZADŁUŻENIA

Dług publiczny to nic innego jak życie całych społeczeństw na koszt przyszłych pokoleń. Zadłużanie państwa jest bardzo wygodnym narzędziem w rękach polityków, bo mogą przekupywać różne grupy wyborców rozdając pieniądze, które są dziecinnie łatwe do uzyskania. Pożyczającym je instytucjom wystawia się pokwitowania, które wykupywać będą już inni politycy z innych rządów. Z kolei ci inni wykupią je w ten sposób, że wystawią kolejne pokwitowania, tyle że już na większe kwoty, do wykupienia przez jeszcze innych polityków. Powstaje spirala, która nieuchronnie prowadzi do katastrofy, bowiem prędzej czy później nie da się już rolować długu i państwo bankrutuje. Najsłynniejszy w historii zwolennik zadłużania, angielski ekonomista John Maynard Keynes uważał, że granicą, do której państwo może się bezpiecznie zadłużać – jest 30% PKB. Dziś wygląda to jak żart, bowiem zadłużenie Grecji wynosi 175%, Włoch 135%, Portugalii 133%,  Irlandii 126% PKB. Jedynie trzy kraje europejskie: Estonia, Bułgaria i Luksemburg mają dług publiczny mieszczący się w granicach bezpieczeństwa wyznaczonych przez Keynesa. Poniższy wykres pokazuje zmiany zadłużenia krajów strefy euro od roku 1995. Trend wzrostowy trwa nadal i nie ma widoków na jego zahamowanie.

Relacja długu publicznego do PKB krajów strefy euro. Źródło: Bankier.pl

Wzrost zadłużenia ma też i taki skutek, że w każdym kolejnym budżecie trzeba przewidywać coraz większe środki na obsługę zadłużenia. A to, w połączeniu z rosnącymi z roku na rok wydatkami socjalnymi, rodzi konieczność pożyczania jeszcze więcej. Więc spirala zadłużenia rozkręca się coraz szybciej.

STARZENIE SIĘ SPOŁECZEŃSTW

Stało się! Trzy lata temu rozpoczął się proces spadku liczby ludności w wieku produkcyjnym (15 – 64 lat) w Eurolandzie. Europa się starzeje i wkrótce zacznie wymierać. Odwrócenie trendu jest bardzo mało prawdopodobne. Od roku bieżącego proces ten ulegnie przyspieszeniu, a od 2025 przybierze wymiar katastrofalny. Od roku 2027 zacznie się też zmniejszać całkowita liczba ludności Eurolandu. Oczywiście zwiększeniu ulegnie odsetek ludności w wieku poprodukcyjnym. Obecnie wynosi on 18,6%, a w roku 2050 wyniesie 28%. Systemy emerytalne w obecnym kształcie nie będą w stanie tego wytrzymać. Najbardziej prawdopodobna jest wizja, że osoby, które nie zapewniły sobie własnych środków, lub nie będą posiadać dzieci skłonnych do ich utrzymywania, będą żyły w skrajnej nędzy.

Liczba ludności w wieku produkcyjnym w Europie [mln]. Źródło: Bankier.pl

FISKALIZM

Rosnące z roku na rok podatki są zmorą, która hamuje rozwój. Dodatkowym problemem jest ciągła komplikacja systemów podatkowych; wprowadza się setki nowych opłat, obowiązkowych składek oraz innych parapodatków. To powoduje odruch obronny podatników w postaci wymyślania sposobów obejścia obowiązujących przepisów. Reakcją rządów jest z kolei ‚uszczelnianie systemu podatkowego’, czyli dalsza jego komplikacja. Ogromna liczba różnych podatków i parapodatków powoduje, że podatnik gubi się w nich i nie jest w stanie oszacować jak dużą część wypracowanych przez niego dochodów – zabiera fiskus.  A w wielu krajach Europy wskaźnik ten sięga 80%. W Polsce, jak wyliczyłem tutaj, wynosi on 58,8%. Różne podatki ocierają się o granicę absurdu lub ją przekraczają. Np. podatek od deszczu, podatek od potencjalnych przestępstw (pisałem o tym tutaj) lub podatek pośmiertny, zwany eufemistycznie podatkiem od spadków. Poniższy wykres dobrze ilustruje jak dramatycznie wzrosły podatki w Europie, w ciągu ostatniego półwiecza. Od tamtej pory poziom fiskalizmu się prawie podwoił co znalazło odzwierciedlenie w zmniejszeniu o połowę udziału Europy w produkcie globalnym (patrz pierwszy wykres). Szybkość rozwoju kraju jest odwrotnie proporcjonalna do udziału podatków w PKB. Jest to dobrze zbadane i opisane w teorii ekonomii, a także wyraźnie widoczne w historii gospodarczej. A jednak kraje Europy brną w coraz większy fiskalizm. Na swoją zgubę.

Udział podatków w PKB wybranych krajów europejskich w roku 1965 i 2012. Wzrost udziału podatków jest czynnikiem hamującym rozwój gospodarczy. Źródło: OECD.

Podatkiem, który w największym stopniu wpływa na tempo powstawania nowych miejsc pracy a zatem, pośrednio, na tempo wzrostu zamożności obywateli, jest podatek nakładany na pracę. W Europie ten podatek jest bardzo wysoki, a krajem który jest w tym zakresie w czołówce – jest Polska.

Opodatkowanie pracy dla zarobków wynoszących 67% średniej. Źródło OECD.

Błędne koło fiskalizmu polega na tym, że podatki rosną ponieważ nieustannie rosną wydatki socjalne. Udział tych wydatków przekracza, w większości krajów europejskich, 25% PKB. To tendencja zabójcza dla perspektyw rozwojowych. W dodatku tendencja ta będzie się umacniać, ze względu na starzenie się społeczeństw, co oznacza wzrost wydatków na emerytury i służbę zdrowia.

Udział wydatków socjalnych w PKB. Źródło: Bankier.pl

ETATYZM I OGRANICZANIE WOLNOŚCI

Komplikacja prawa i wprowadzanie coraz większej liczby regulacji każdego niemal rodzaju ludzkiej aktywności – pociąga za sobą rozrost biurokracji. Nie dość, że pochłania ona coraz większe środki budżetowe, to jeszcze hamuje aktywność i przedsiębiorczość obywateli. Wskutek tego maleje znaczenie etosu pracy przy jednoczesnym wzroście etosu cwaniactwa i życia na koszt innych. Ta plaga przesuwa się stopniowo z południa kontynentu ku północy. Bronią się jeszcze kraje skandynawskie, Wielka Brytania, Benelux i częściowo Niemcy, ale Francja i Hiszpania są już mocno zainfekowane, a Włochy czy Grecję uznać należy za stracone. Polska równa raczej do Grecji niż do Finlandii.

Ciekawe badania przeprowadzone zostały przez OECD. Zbadano o ile zwiększyłby się produkt krajowy różnych krajów (w perspektywie 10-letniej), gdyby wprowadzono reformy obejmujące deregulację rynku produktów i usług oraz zmiany rynku pracy i ubezpieczeń społecznych. Poniższy wykres należy odczytywać tak, że profity z reform byłyby tym większe, im bardziej obecny rynek produktów i usług jest przeregulowany, rynek pracy nieelastyczny i nadmiernie opodatkowany, a system ubezpieczeń społecznych bardziej niewydolny. Sumaryczny wzrost PKB Unii Europejskiej, wyłącznie z tego jednego tytułu, byłby dwukrotnie większy niż wyniósł rzeczywisty wzrost w minionym dziesięcioleciu. A przecież uwolniona gospodarka wygenerowałaby dodatkowe wzrosty z tytułu wzrostu inwestycji, konsumpcji i eksportu.

Hipotetyczny wzrost PKB w okresie 10 lat, po wprowadzeniu reform rynku pracy, systemu ubezpieczeń społecznych oraz deregulacji rynku towarów i usług. Źródło: OECD.

POLITYKA KLIMATYCZNA

O polityce klimatycznej i jej skutkach pisałem m.in. tutaj i tutaj. Największe nieszczęście polega na tym, że gros negatywnych skutków dzisiejszych decyzji (już podjętych oraz tych, które będą podjęte w najbliższym czasie) będą się ujawniać stopniowo; po kilku a nawet po kilkunastu latach. Te negatywne skutki to przede wszystkim utrata konkurencyjności Europy w energochłonnych dziedzinach przemysłu. To zdanie o beznamiętnym, ekonomicznym wydźwięku nie oddaje grozy sytuacji, więc powiem to inaczej: całe gałęzie europejskiej gospodarki skazane są, w perspektywie 20 lat, na całkowitą zagładę. Taką gałęzią jest np. hutnictwo, które spętane wymogami polityki klimatycznej oraz przytłoczone wysokimi cenami energii, nie będzie miało racji bytu na terenie Europy, gdyż jego produkty nie sprostają konkurencji cenowej przemysłu hutniczego z Ameryki, Chin czy Indii. Pozostaną dwie możliwości: likwidacja tego przemysłu w Europie, albo odgrodzenie się Europy od reszty świata przy pomocy barier celnych. Obydwa rozwiązania będą dla rozwoju Europy – katastrofalne. A przecież hutnictwo to tylko przykład; podobnych dziedzin jest wiele.

Wzrost cen energii w Polsce w wariancie dekarbonizacji gospodarki, zgodnym z obecną polityka klimatyczną (górny wykres), oraz w wariancie bez dekarbonizacji (dolny wykres). Źródło: Cire.pl.

BAL NA TITANICU

Orkiestra nie przestaje grać, a politycy śpiewają wesołe kuplety. Ale nasz statek M.S. EUROPA – tonie! Jeszcze możemy go uratować! Ale to już ostatnia szansa, która wkrótce minie bezpowrotnie. Oto możliwe koła ratunkowe:

Wielka reforma podatkowa obejmująca likwidację podatku dochodowego od osób fizycznych i zastąpienie podatku dochodowego od osób prawnych – 1-procentowym podatkiem przychodowym. Jeśli komuś wydaje się to mrzonką, to polecam mu wpis, w którym wyliczyłem, że jest to możliwe; potrzebna jest tylko wola polityczna. Impuls prorozwojowy wynikający z takiej reformy byłby ogromny i spowodowałby niebywały rozkwit gospodarczy. Cała Europa stałby się jednym wielkim rajem podatkowym, gdzie zyski realizowałyby tysiące firm z całego świata. Powstałyby miliony nowych miejsc pracy.

Deregulacja gospodarki polegająca na zastąpieniu tysięcy ustaw, jedną prostą ustawą o działalności gospodarczej, zbliżoną w kształcie do polskiej ustawy Wilczka z 1998 roku. To wyzwoliłoby aktywność obywateli o skali niewyobrażalnie wielkiej, bo pomnożonej przez dziesiątki milionów. Tak jak ustawa Wilczka spowodowała utworzenie, w krótkim czasie, 3 milionów nowych miejsc pracy w Polsce, tak rozciągnięcie podobnego prawa na całą Europę, zaowocowałoby powstaniem dziesiątków milionów miejsc pracy.

Reforma systemu ubezpieczeń społecznych: obywatele Europy muszą zrozumieć, że utrzymanie wysokich emerytur w przyszłości, po prostu nie będzie możliwe. Dlatego niezbędne jest zastąpienie dzisiejszego systemu, systemem niewysokich emerytur obywatelskich. Wysokość emerytur nie zależałaby od zarobków w okresie czynności zawodowej, a wyłącznie od wieku w jakim się na nie przechodzi. Ludzie sami decydowaliby kiedy kończą aktywność zawodową i zaczynają pobierać emeryturę (jedyny warunek, to przepracowanie określonej liczby lat). Przy czym przechodzący na emeryturę w wieku 60 lat – miałby ją bardzo niską, przechodzący na nią w wieku 70 lat – zdecydowanie wyższą.

Zakaz uchwalania budżetów z deficytem (wyjątek: stan wojny) i zakaz posiadania przez państwo akcji lub udziałów w spółkach prawa handlowego. Do tego co powyżej napisałem o gospodarczych skutkach zadłużania państw, dodać jeszcze należy, że zadłużanie to jest wysoce niemoralne, gdyż obarcza kosztami naszej dzisiejszej konsumpcji – nasze dzieci i wnuki, których przecież nie pytamy o zdanie. Zakaz istnienia firm państwowych przyniósłby efekt w postaci odpolitycznienia gospodarki, zwiększenia konkurencyjności i lepszego zarządzania, a także uwolnił budżet od ustawicznych dopłat do różnych branż.

Rezygnacja z polityki klimatycznej, czyli przyjęcie do wiadomości oczywistej skądinąd prawdy, że człowiek, z całym swoim potencjałem, nie ma mocy wpływania na zjawiska w skali kosmicznej, w tym na cykle klimatyczne na naszej planecie. Cykle te będą się toczyć swoim własnym rytmem niezależnie od tego jaką politykę będą prowadzić rządy. Nota bene rozpoczęty właśnie cykl niskiej aktywności słońca przyniesie zapewne globalne ochłodzenie, a może nawet tzw. małą epokę lodowcową podobną do tej z XVI-XVII wieku.

Zostaw komentarz