Raport mniejszości

Czy pamiętacie ‚Raport mniejszości’ – film Stevena Spielberga sprzed trzynastu lat, w którym główną rolę zagrał Tom Cruise? Akcja filmu rozgrywa się w roku 2054. Agencja Prewencji, której funkcjonariuszem jest Cruise, korzysta z usług jasnowidzów po to, żeby unieszkodliwiać potencjalnych przestępców zanim popełnią przestępstwa. Potencjalni przestępcy są zatrzymywani przez specjalne komanda, a następnie karani, chociaż do popełnienia przestępstwa nie doszło. Efektowne efekty specjalne, trzymająca w napięciu akcja i brawurowa rola Toma Cruisa spowodowały, że film cieszył się dużą popularnością. Oparty był na opowiadaniu Philipa K. Dicka (specjalisty od zaplątywania fabuły) i poruszał ciekawy problem, czy człowiek może ponosić odpowiedzialność za czyny, których nie dokonał? Wychodząc z kina oddychało się z ulgą, że to tylko literacka fikcja, i na szczęcie nie może się zdarzyć w rzeczywistości. Czy możemy być jednak pewni, że nie może się zdarzyć? Bo wiele wskazuje na to, że jednak może. Ba, nawet już się zdarzyła, choć na razie w wymiarze nie tak drastycznym jak u Dicka/Spielberga.

Mam na myśli podatek od potencjalnych przestępstw (PPP), który wszyscy płacimy nie zawsze zdając sobie z tego sprawę. Oczywiście podatek ten nie nazywa się ani podatkiem ani od potencjalnych przestępstw, ale to w niczym nie zmienia jego charakteru. Nazywa się opłatą reprograficzną. Kupując np. papier do drukarki płacimy podatek od tego, że zostanie on użyty do nielegalnego kopiowania treści objętych prawami autorskimi. To, że nie używamy go w tym celu nie ma żadnego znaczenia; podatek i tak musimy uiścić. Czyż nie jest to sytuacja z Raportu mniejszości?

W czasach eksplozywnego rozwoju nowych technologii przekazywania informacji, kwestia praw autorskich jest niezwykle trudna. Sytuacja artystów, pisarzy, muzyków czy filmowców jest nie do pozazdroszczenia, gdy ich dzieła są nielegalnie kopiowane i rozpowszechniane. Proceder jest tak powszechny, że stosowanie tradycyjnych metod walki z nim nie ma żadnych szans powodzenia. Skoro więc nie można schwytać złodziei i ich ukarać, to wymyślono, że ukarać należy wszystkich, którzy korzystają ze sprzętu, który potencjalnie może (choć nie musi) być użyty do przestępstwa. I nałożono PPP na kserokopiarki, skanery, odtwarzacze z funkcją nagrywania, płyty CD/DVD, przenośne dyski, a także wspomniany papier do drukarek/kopiarek. Wkrótce do tej listy dołączą telefony komórkowe i tablety.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że PPP, który miał w założeniu trafiać do twórców, trafia do nich tylko w części. W Polsce głównym beneficjentem PPP jest Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych (ZAiKS). W roku 2013 zgromadził on 355 mln złotych, z czego do twórców trafiło… 225 mln. Resztę ZAiKS zużył na ‚własne potrzeby’. M.in. na płace swoich 500 (sic!) pracowników, a także na nabycie, za 4,6 mln złotych, pałacu w Janowicach. Remont pałacu pochłonie zresztą w najbliższych latach co najmniej kilkanaście milionów. Zapłaconych przez nas pod postacią podatku od potencjalnych przestępstw.

Myślę, że ten kierunek myślenia będzie, w miarę upływu czasu i sukcesów w opłacie reprograficznej, rozciągany na inne dziedziny życia. Drżę na myśl, że karani za gwałt będą ci wszyscy, którzy posiadają odpowiednie ku temu narzędzie. Ja mogę się wprawdzie pocieszać, że jeśli tak się stanie to zostaną zapewne ustalone jakieś widełki wiekowe i ja szczęśliwie znajdę się poza nimi. Ale ty, drogi czytelniku, który dziś liczysz sobie 25 – 35 wiosen, masz prawo czuć się niepewnie.

Jedna odpowiedź

  1. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS 09/02/2015

Zostaw komentarz