Fotografie Tomasza Wieczorka

Dzisiaj prezentuję zdjęcia Tomasza Wieczorka. Więcej zdjęć jego autorstwa można obejrzeć na jego stronie internetowej tutaj, oraz na Facebooku tutaj. Pan Tomasz opowiedział mi o swojej pasji fotografowania przyrody i fragmenty jego wypowiedzi zamieszczam pod zdjęciami. A na kolejnych zdjęciach widzimy: remiza, sroki, perkozy dwuczube, walczące myszołowy, czubatkę, krogulca, kosa, dzięcioła średniego, śmieszkę, trznadla i dzięcioła zielonosiwego.

Tomasz Wieczorek powiedział:

Fotografią zajmuję się hobbystycznie od kilku lat. Przygodę z aparatem zaczynałem od fotografii makro, jednak szybko przeniosłem się na fotografowanie większych zwierząt. Teraz najbardziej lubię przebywać na łonie natury obserwując i fotografując dziką przyrodę. Najpierw dużo czasu poświęcam na obserwacje terenu w poszukiwaniu ciekawych gatunków ptaków. Na początku wyjeżdżam w dane miejsce z lornetką i notesem, by zaobserwować oraz zapisać co spotkałem na miejscu. Zwykle wykonuję 2-3 takie wyprawy, by poznać dokładniej występującą faunę. Po wybraniu odpowiedniego miejsca, z którego będę fotografował, kolejny czynnik to światło. Staram się dokładnie sprawdzić w którym miejscu wschodzi słońce, aby uzyskać dobre światło na zdjęciach. Z tym aspektem jest zawsze najwięcej „zabawy”, ponieważ trudno trafić na odpowiednią pogodę mając dzień wolny.  Po tych zabiegach następuje to co przynosi mi najwięcej frajdy, czyli samo obcowanie z dziką przyrodą i fotografowanie jej.

Fotografowanie przyrody nie jest dla każdego, gdyż wiąże się zwykle z wstawaniem w środku nocy, by w miejsce fotografowania trafić niezauważonym przed wschodem słońca. Będąc na miejscu, po ciemku trzeba sprytnie się zakamuflować, rozłożyć sprzęt i czekać w bezruchu i skupieniu na zwierzęta. Jeżeli miejsce obfituje w interesujące dla mnie gatunki, zawsze buduję czatownię, gdzie mogę o każdej porze roku zawitać i w komfortowych warunkach fotografować zwierzęta.

W samym fotografowaniu dzikiej przyrody bardzo dużo, tak naprawdę, zależy od szczęścia. Czasami jest tak, że uda się zrobić dobre zdjęcia dnia pierwszego, czasami tak, że dopiero piątego. Często bywa i tak, że nie udaje się zrobić żadnego zdjęcia i dany temat przenoszę na kolejny rok, gdyż gatunek, który chciałem sfotografować  już w tym miejscu jest nieosiągalny. Tak naprawdę, wszystko jest wypadkową ilości czasu spędzonego w terenie, cierpliwości, szczęścia oraz refleksu. Najdłuższa moja zasiadka trwała prawie 10 godzin (fotografowałem ptaki drapieżne zimą), przy dość sporym mrozie. Cały ten czas przesiedziałem w malutkim M1, które sobie wybudowałem, dzięki czemu mróz aż tak bardzo mi nie doskwierał i mogłem swobodnie coś zjeść.

Zostaw komentarz