Jeszcze o deflacji

Pisałem już o deflacji tutaj. Dowodziłem, że deflacja jest dobra dla obywateli, natomiast zła dla rządów. Dlatego rządy bezczelnie wmawiają swoim obywatelom, że deflacja to największe zło jakie może spotkać gospodarkę. Jest to kłamstwo, które ma usprawiedliwić kroki, które pozwalają stłumić deflację i przejść do, ukochanej przez rządy, inflacji. Inflacja oznacza bowiem, że rządy mają większe wpływy, a obywatele płacą dodatkowy, ukryty podatek – podatek inflacyjny – niezupełnie zdając sobie z tego sprawę.

Słowa ‚rządy’ używam w liczbie mnogiej, bowiem taki sposób postępowania jest charakterystyczny dla wszystkich, bez wyjątku, rządów. Japoński rząd Shinza Abego bez ogródek głosi, że jego głównym celem jest walka z deflacją. Oczywiście rządy są wspierane w swojej walce z deflacją, przez usłużnych ekonomistów i analityków (zwanych w slangu: analami). Twierdzą oni, że deflacja powoduje recesję, bowiem konsumenci powstrzymują się z zakupami w oczekiwaniu na niższe ceny. A gdy zawodzi jeden z trzech głównych motorów rozwoju (popyt wewnętrzny, eksport, inwestycje), gospodarka hamuje. I takie tłumaczenie na ogół wystarcza tym, którym niespecjalnie chce się myśleć. A przecież nietrudno wymienić takie gałęzie gospodarki, gdzie następuje ustawiczny spadek cen, a które mimo to (a może właśnie dlatego?) mają się świetnie. Na przykład telefonia komórkowa: od chwili jej pojawienia się na rynku mamy do czynienia z ustawicznymi, dużymi spadkami cen. Czy w związku z tym operatorzy mają straty? Czy masowo bankrutują? Czy apelują do rządu o natychmiastową zamianę spadku cen, na ich wzrost? To oczywiście pytania retoryczne. Zagadką pozostaje dla mnie tylko to, dlaczego tak mało ludzi je sobie zadaje.

Spójrzmy na rynek sprzętu elektronicznego powszechnego użytku. Czy ktoś zetknął się z osobą, która przesuwa np. na następny rok, kupno nowego telewizora, gdyż słusznie zakłada, że za rok ten sam telewizor będzie znacznie tańszy? Rynek się kręci dzięki postępowi technicznemu i innowacjom, a nie dzięki inflacji. Inflacja jest plagą, która pozbawia każdego z nas części owoców naszej pracy.

Wspomniani przeze mnie anale mają jednak pewien problem, gdy deflacja nastąpi, a jej strasznych skutków ani widu, ani słychu. Ale przecież od tego są analami, żeby takie rzeczy umieć objaśnić. Wystarczy zajrzeć do artykułu sprzed trzech dni zamieszczonego w Bankier.pl, żeby się dowiedzieć, że deflacja dzieli się na dobrą deflację i złą deflację (poważnie! Tak stoi napisane: nic nie zmyślam!). Obecnie w Polsce mamy dobrą deflację, która nie powoduje tych ujemnych skutków dla gospodarki, którymi wszyscy straszą. Ale to wcale nie znaczy, że można ją lekceważyć. Wręcz przeciwnie, trzeba ją zdusić w zarodku, bo lada chwila przerodzi się w złą deflację, która wpędzi nas wszystkich w niewyobrażalną nędzę. Taką wykładnię przedstawił portalowi Bankier.pl główny ekonomista dużego polskiego banku. Wprawdzie najgorszego banku w Polsce, ale jednak banku! Przypomniało mi się tutaj powiedzenie jednego z głównych bohaterów serialu ‚Szpital na peryferiach’ emitowanego wiele lat temu przez TVP. Dr Strosmayer powiedział do jednej z pielęgniarek: ‚gdyby głupota miała skrzydła, to fruwałaby pani jak gołębica’. I rozbawiło mnie wyobrażenie sobie głównego ekonomisty banku fruwającego po hali kasowej na skrzydłach głupoty.

3 komentarze

  1. Dariusz Kazimierczak 01/03/2015
    • Jan Adamski 01/03/2015
      • Dariusz Kazimierczak 02/03/2015

Zostaw komentarz