Socjalistyczna mentalność

Przed kilkoma dniami opublikowałem wpis o katastrofie ku jakiej zmierza Europa. Przedstawiłem też zarys reform, które mogłyby przed tą katastrofą uchronić. Prawdopodobieństwo wprowadzenia tych reform uważam jednak za nikłe, a na przeszkodzie stoi socjalistyczna mentalność.

Nie ma chyba człowieka, który nie byłby wrażliwy na ludzkie cierpienia i biedę. Każdy chciałby ulżyć cierpiącym i poprawić los tych, którzy żyją w nędzy. Jak uczy historia jest tylko jeden sposób na poprawiane bytu ludzi w skali masowej. Tym sposobem jest szybki rozwój gospodarczy. W państwie które się rozwija – wszystkim żyje się coraz lepiej. Jest nawet takie powiedzenie: przypływ podnosi wszystkie łodzie. Pisałem o tym tutaj. Jednak w szybko rozwijającym się kraju wprawdzie poprawia się byt wszystkich, ale w różnym stopniu. Tym, którzy są przedsiębiorczy, energiczni i pracowici, albo po prostu mają więcej szczęścia – poprawia się szybciej. Tym którzy są bierni, apatyczni i leniwi, albo mają mniej szczęścia – poprawia się wolniej. I w tym właśnie tkwi clou socjalistycznej mentalności. Człowieka o takiej mentalności nie satysfakcjonuje to, że byt ubogich się poprawia np. o 30%. Jego irytuje fakt, że w tym samym czasie byt innych poprawia się o 100%. Uważa to za niesprawiedliwe i stara się z tym walczyć. I najczęściej w tej walce odnosi sukces – udaje mu się spowodować, że byt owych ‚innych’ poprawi się tylko o 20%. Oczywiście kij ma dwa końce. Bowiem ta jego wygrana walka powoduje, że byt ubogich poprawia się o 2%. Albo wcale.

Ludzie o mentalności socjalistycznej nie chcą przyjąć do wiadomości, że liczne próby spowodowania, żeby wszyscy ludzie żyli na podobnym poziomie, kończyły się zawsze tak samo: wielką nędzą i zniewoleniem. To dziwne, że tę oczywistą prawdę trzeba przypominać w Polsce, która ma za sobą podobny eksperyment. To dziwne, że nie umie się dostrzec i wyciągnąć wniosków z takich krajów jak Zimbabwe czy Wenezuela, że nie wspomnę już o Kubie czy Korei Północnej. Nie dostrzega się też przypadków odwrotnych, jak np. Botswana, gdzie wprowadzenie w życie idei wolności (w tym wolności gospodarczej) doprowadziło do niebywałego rozkwitu. W ciągu życia jednego pokolenia, Botswana z najbiedniejszego kraju Afryki, przemieniła się w kraj najbogatszy. Po prostu Botswańczycy mieli szczęście, że do władzy nie doszli ludzie o mentalności socjalistycznej.

Ale – zaraz, zaraz – przecież o tym kto dochodzi do władzy decydujemy my sami, głosując w wyborach. No tak, tylko szkopuł w tym, że większość głosujących albo ma mentalność socjalistyczną, albo jest na tyle głupia, że nie jest w stanie racjonalnie interpretować otaczającej rzeczywistości. Z kolei różni cwaniacy i cynicy żerują na tej głupocie i podsycają ludzkie lęki i fobie, żeby osiągnąć korzyści dla siebie. Robią to skutecznie, bo jak w inny sposób wytłumaczyć wielką popularność populistycznego, ksenofobicznego i małostkowego polityka, takiego polskiego Roberta Mugabiego, który właśnie szykuje się do objęcia władzy?

Pisząc o socjalistycznej mentalności nie sposób nie wspomnieć, że jej wyraźna nadreprezentacja występuje w środowisku dziennikarskim. To tworzy zaklęty krąg, z którego trudno się wyrwać. Bo skoro przytłaczająca większość mediów interpretuje świat z punktu widzenia socjalistycznej mentalności, to większość społeczeństwa (szczególnie ta mniej rozgarnięta) przyjmuje bez zastrzeżeń ten punkt widzenia. Działa tu prawo Goebbelsa-Kurskiego: Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. I ciemny lud to kupuje.

Zostaw komentarz