Utarte koleiny

Kilka tygodni temu opublikowałem wpis o spodziewanym upadku Europy i o sposobach zapobieżenia mu. Dobrym post scriptum do tamtego wpisu jest wywiad, jakiego portalowi Wnp.pl udzielił Dariusz Rosati – europoseł i były minister spraw zagranicznych. Wywiad ten, a szczególnie jeden jego fragment, bardzo mnie zainteresował, gdyż pokazuje niemożność oderwania się unijnych funkcjonariuszy od schematycznego myślenia o gospodarce. Utarte koleiny, to jest coś w czym politycy i urzędnicy z Brukseli czują się świetnie, nie widząc powodów do zastanawiania się nad innymi, możliwymi rozwiązaniami.

Odpowiadając na pytanie o największe wyzwania gospodarcze PE, Dariusz Rosati mówi, że są nimi ‚pobudzanie inwestycji, tworzenie nowych miejsc pracy i wzrost gospodarczy’. Dodaje, że ‚większość krajów strefy euro tkwi w stagnacji, pojawiły się tendencje deflacyjne, inwestycje spadły znacznie poniżej poziomu sprzed kryzysu’. Trudno się nie zgodzić z tymi stwierdzeniami. Nawet z pewną satysfakcją odnotowałem fakt, że Rosati nie mówi o ‚zagrożeniu’ deflacją, a jedynie konstatuje fakt jej wystąpienia. Ale już kolejny fragment jego wypowiedzi budzi moje zdumienie. Dariusz Rosati najpierw mówi, że ‚KE, Rada i PE podejmują działania, by zmobilizować inwestycje i powrócić na ścieżkę szybszego wzrostu’, a odpowiadając na pytanie, czy są to nowe instrumenty, czy udoskonalone – stare, odpowiada: Chodzi o nowe. 13 stycznia KE ogłosiła projekt rozporządzenia w sprawie Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych oraz komunikat o zasadach elastycznego interpretowania reguł Paktu stabilności i wzrostu’. Czyli uważa, że wpompowanie w gospodarkę kolejnych pieniędzy pochodzących od podatników – jest nowym pomysłem (!), który (w domyśle) przyniesie zbawienne skutki. Oczywiście nie jest to żadna nowość. Nowością jest tylko to, że zostanie utworzony kolejny fundusz, w którym powstaną setki etatów i ten fundusz będzie rozpatrywał wnioski składane przez kraje UE i przydzielał mądrze i sprawiedliwie te środki, które pozostaną mu po opłaceniu pensji urzędników i kosztów funkcjonowania funduszu (siedziby, samochodów służbowych, podróży urzędników, funduszu reprezentacyjnego itp.).

Dariusz Rosati jest profesorem ekonomii, człowiekiem niewątpliwie mądrym i o szerokich horyzontach. Ale w opisanym przypadku widzimy, jak na dłoni, jego skażenie etatyzmem, które nie pozwala mu wyjść poza utarte koleiny. Do głowy mu nie przyjdzie, że receptą na wzrost jest deregulacja gospodarki, niskie podatki i likwidacja barier rozwojowych takich jak np. polityka klimatyczna. Jedyne, co jest w stanie zaproponować, to interwencjonizm, który przecież nigdy dotąd nie przyniósł oczekiwanych efektów. A już nazywanie tych działań ‚nowymi instrumentami’ zahacza wręcz o kpinę z ludzi myślących.

Na zupełnie odrębną uwagę zasługuje ostatnia część zacytowanej wypowiedzi Dariusza Rosatiego. Z wyczuwalną pochwałą wypowiada się o inicjatywie Komisji Europejskiej dotyczącej ‚elastycznego interpretowania reguł Paktu stabilności i wzrostu’. O co chodzi w tym enigmatycznym stwierdzeniu? Otóż Pakt stabilności i wzrostu przyjęty przez Radę UE 17 czerwca 1997 roku zakładał różne działania dyscyplinujące dla krajów członkowskich, które miały uniemożliwiać rozluźnienie polityki fiskalnej i nadmierne zadłużanie. Jednym z najważniejszych założeń Paktu był zakaz przekraczania wskaźnika 3% PKB jako wielkości deficytu w budżetach poszczególnych krajów. Pakt przewidywał drastyczne kary dla krajów przekraczających wskaźnik (czyli uchwalających budżet z większym deficytem), które mogły nawet dojść do pułapu 0,5% PKB danego kraju. Żeby sobie uświadomić o jakich kwotach mowa to podam, że np. dla Francji taka kara mogłaby wynieść 14 miliardów euro. Rocznie! I pewnie, gdyby graniczny wskaźnik przekraczały tylko takie kraje jak Portugalia, Polska czy Grecja, to byłyby zmuszane do płacenia kar i kropka. Problem w tym, że w pewnym okresie najbardziej przekraczały wskaźnik: Francja, Włochy i Niemcy. Więc oczywiście nie było mowy o karaniu. Niemcy (pod rządami Chadecji) potrafiły się z problemem uporać i obecnie mają zrównoważony budżet. Ale Francja (pod rządami Socjalistów) brnie w coraz większy deficyt i coraz większe zadłużenie. No ale przecież nie można ukarać Francji! Więc właśnie wymyślono coś, co unieważni ustalenia Paktu stabilności i rozwoju. A właściwie nie tyle unieważni, co pozwoli udawać, że nie ma problemu. I tym właśnie zachwyca się Dariusz Rosati. Dramat!

4 komentarze

  1. Storm 18/03/2015
  2. spokojny 20/03/2015
    • Jan Adamski 20/03/2015
  3. konkretny 05/04/2015

Zostaw komentarz