Rządowe perpetuum mobile

Rządy państw, poza nielicznymi wyjątkami, starają się zrobić dobrze swoim obywatelom. Oczywiście zrobić dobrze w taki sposób, żeby obywatele od razu się zorientowali, że rząd zrobił im dobrze. Bo gdyby jakiś rząd wpadł np. na pomysł, że zreformuje państwo w taki sposób, że zapewni stabilny wzrost gospodarczy przez kolejne 20 lat, na poziomie 10% rocznie, to obywatele zupełnie by tego nie zauważyli. To znaczy zauważyliby oczywiście – po kilku latach – ale wtedy byłby już inny rząd. I to ten inny rząd zbierałby owoce decyzji swojego poprzednika. Więc taka metoda robienia dobrze obywatelom, nie znajduje uznania polityków. Wręcz rząd, który podjąłby się reform w imię pomyślności kolejnych pokoleń obywateli, byłby uznany za zły rząd, który robi obywatelom źle. Bowiem reformując państwo musiałby naruszyć różne grupowe interesy tych, którzy żyją na koszt innych. I zostałby zmieciony.

Co innego, gdy rząd podejmie np. decyzję o wypłacaniu comiesięcznych zasiłków wszystkim obywatelom urodzonym w niedzielę. Skutek takiej decyzji jest odczuwalny natychmiast. Wprawdzie tylko przez pewną część obywateli, no ale od czegoś trzeba zacząć. Taki rząd jest dobrym rządem, który dba o obywateli. Dziś o tych urodzonych w niedzielę, ale przecież nie zapomina o innych i gdy tylko sytuacja na to pozwoli, uchwali zasiłki dla obywateli urodzonych w poniedziałek, a może nawet we wtorek. Obywatele ochoczo popierają takie decyzje rządu, bowiem nie rozumieją, że aby wypłacić zasiłki urodzonym w niedzielę, rząd musi odebrać trochę więcej pieniędzy – wszystkim.

Oto jeden z przykładów, jak rząd zrobił dobrze swoim obywatelom. Tym razem sięgnąłem po przykład z dalekiej Portugalii, ale jest on dość uniwersalny i być może znajdzie zastosowanie także w innych krajach. Otóż rząd Portugalii wprowadził prawo zobowiązujące wszystkie stacje paliwowe, do sprzedawania paliwa po cenach niższych niż rynkowe. Jeśli w tym momencie, drogi czytelniku, twoja opadająca szczęka stuknęła w klawiaturę, to znaczy, że zareagowałeś prawidłowo. Ale mam dla ciebie jeszcze jedną zaskakującą informację. Bo okazuje się, że rząd Portugalii wcale nie chce, żeby zastąpić ceny rynkowe – cenami nierynkowymi. On chce tylko dać obywatelom wybór: mogą kupować paliwo po cenach rynkowych (takie paliwo będzie dostępne na stacjach), albo mogą skorzystać z drugiego dystrybutora, z którego można zatankować paliwo tańsze. Czyż nie jest to piękny przykład robienia obywatelom dobrze? W dodatku zrobienie dobrze tak dużej grupie obywateli, nie pociągnęło za sobą konieczności wydatkowania żadnych środków z budżetu. Po prostu perpetuum mobile. I jak tu nie kochać takiego rządu.

Mój zachwyt wobec genialnego posunięcia rządu Portugalii, burzy trochę spostrzeżenie, że przecież już obecnie, we wszystkich krajach Europy, jest sprzedawana droższa benzyna 98 i tańsza: 95. Nie jest jasne, czy obydwa te rodzaje paliwa będą musiały mieć swoje tańsze odpowiedniki, czy też powinien zostać wprowadzony trzeci rodzaj – jeszcze tańszego paliwa. Przy czym niejasność wynika z faktu, że wprowadzone prawo nie rozstrzyga kwestii szczegółowych – odsyłając do odpowiednich rozporządzeń. A rozporządzeń na razie nie ma, chociaż samo prawo obowiązuje od połowy kwietnia 2015 roku. Nie sposób też nie dostrzec, że konieczność posiadania dwóch dystrybutorów dla każdego rodzaju oferowanego paliwa, oznacza konieczność podwojenia liczby zbiorników. Przypuszczam, że duże stacje paliwowe mają takich zbiorników wystarczającą liczbę. Natomiast małe, prowincjonalne stacyjki dysponują z reguły dwoma zbiornikami: na benzynę i na olej napędowy (diesel). Więc nowe prawo praktycznie wyeliminuje je z rynku. I może o to w tym wszystkim chodzi?

Jeśli myślisz czytelniku, że cała ta historia jest moim wymysłem, w celu podworowania sobie z absurdów współczesnego świata, to informuję, że to najświętsza prawda. A można o tym przeczytać w Interia.pl w artykule: Stacje zaskarżyły obowiązek sprzedaży taniego paliwa.

Zostaw komentarz