Szybujące Boeingi i Airbusy

27 maja 2015 roku rozpoczęło się oficjalne dochodzenie sprawie lotu, który mógł się zakończyć wielką tragedią. W samolocie Airbus A330 singapurskich linii lotniczych, na wysokości przelotowej, przestały działać oba silniki. Informacja o tym wydarzeniu przewinęła się przez media (m.in. tutaj), charakteryzuje ją jednak niezwykła lakoniczność, niejednoznaczność, a także zwykłe przekłamania. We wszystkich przekazach powtarza się wątek o grozie na pokładzie, gdy samolot zaczął spadać. Groza pewnie rzeczywiście była, bowiem cisza po zamilknięciu silników musiała budzić przerażenie, ale już informacja o spadaniu jest nieprawdziwa. Bo każdy samolot, po wyłączeniu napędu, nie spada, lecz szybuje.

W dzieciństwie często miałem okazję obserwować podejście do lądowania dwupłatowego samolotu zwanego kukuryźnikiem. Kilka kilometrów przed lotniskiem wyłączał on silnik i podchodził do lądowania i lądował jak szybowiec – w zupełnej ciszy. Samolot bez napędu szybuje, ale stale obniża swój lot (pomijam szybowce wykorzystujące prądy wznoszące). I każdy samolot ma charakteryzujący go tzw. współczynnik doskonałości. Współczynnik ten mówi jak dużą odległość, w locie poziomym, jest w stanie pokonać, przy obniżeniu lotu o 1000 m. Szybowce mają ten współczynnik na poziomie 60. Duże samoloty pasażerskie – na poziomie 10 – 15. To znaczy, że jeśli awaria siników pasażerskiego odrzutowca zdarzy się na wysokości 10 km, to jest on w stanie dolecieć do lotniska położonego w promieniu 100 – 150 km i bezpiecznie wylądować. W rzeczywistości nie jest to takie proste, bowiem jest wiele czynników, które zakłócają ten optymistyczny, teoretyczny obraz. Choćby taki, że przy wyłączonych silnikach brakuje prądu do zasilania instrumentów pokładowych, sterów, podwozia itp. W każdym jednak razie samolot nie spada jak kamień, lecz leci. A czy może dolecieć i wylądować?

Może! I taka sytuacja zdarzyła się w Kanadzie 23 lipca 1983 roku. Wskutek błędów obsługi naziemnej samolot zatankował za mało paliwa. I w pewnej chwili, gdy Boeing 767 linii Air Canada znajdował się na wysokości przelotowej 12,5 km, zamilkł pierwszy silnik. Piloci nie wiedzieli wówczas, że po prostu przestało do niego dopływać paliwo; przyrządy wskazywały wystarczającą ilość paliwa w zbiornikach. Zbliżali się już do lotniska i rozpoczęli manewr zniżania oraz zameldowali lądowanie awaryjne z jednym niedziałającym silnikiem. Gdy samolot był na wysokości 8,5 km zamilkł drugi silnik. Sytuacja stała się dramatyczna, ale samolot kontynuował lot, szybując i stale tracąc wysokość. Piloci szybko obliczyli, że nie dolecą do lotniska docelowego. Ale jeden z nich wiedział o istnieniu w okolicy nieczynnego lotniska wojskowego i tam skierowali samolot. Pilotowanie stutonowego odrzutowca lecącego lotem ślizgowym i z niedziałającą większością przyrządów, nie jest zadaniem łatwym. W dodatku – o czym piloci nie wiedzieli – na lotnisku, na które zmierzali odbywał się piknik, a po pasie startowym dzieciaki jeździły na rowerach. Kolejny problem pojawił się, gdy wysunięto podwozie. Boczne koła prawidłowo się wysunęły i zablokowały w położeniu do lądowania, ale przednia goleń nie otworzyła się całkowicie. I tak potężny Boeing, w całkowitej ciszy, siadał na pasie, z którego w ostatniej chwili czmychały dzieci (wszystkim się udało). Gdy koła dotknęły pasa, pilot rozpoczął ostre hamowanie. Przednia goleń złamała się i samolot szorował dziobem po płycie. Wskutek tarcia wybuchł mały pożar, który był niegroźny, bowiem w zbiornikach nie było paliwa. Został też szybko ugaszony. Panika towarzysząca ewakuacji spowodowała, że kilkoro pasażerów doznało drobnych zwichnięć. I to właściwie byłoby wszystko, gdyby nie jeszcze jedno niezwykłe zdarzenie: ekipa techniczna wysłana natychmiast na miejsce lądowania dotarła tam z wielogodzinnym opóźnieniem, gdyż po drodze… zabrakło im paliwa w samochodzie.

A w przywołanym na wstępie Airbusie udało się, po pewnym czasie, uruchomić obydwa silniki i kontynuował on lot, a następnie bezpiecznie wylądował. Został natychmiast poddany gruntownemu sprawdzeniu, które… nie wykryło żadnych usterek. Zaś kanadyjski Boeing, który wylądował bez silników wśród rozbawionych dzieci, został wyremontowany i wrócił do latania. Bezpiecznie przewoził pasażerów przez kolejne 25 lat. W roku 2008 został zezłomowany.

Zostaw komentarz