Wiek emerytalny

Trwa radosna licytacja w sprawie wieku emerytalnego. ‚Polacy nie chcą pracować do śmierci’ zauważył błyskotliwie kandydat na prezydenta. I wygląda na to, że to trafne spostrzeżenie może przechylić szalę – i kandydat zostanie prezydentem. Co zrobi jako prezydent? Oczywiście zgłosi projekt odpowiedniej ustawy, którą większość parlamentarna odrzuci. I temat stanie się główną osią kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które wygra ta partia, która obieca obniżenie wieku emerytalnego. Po zwycięstwie, jeśli uda jej się sformować większość parlamentarną, rzeczywiście będzie mogła przeprowadzić odpowiednie ustawy i obniżyć wiek emerytalny. Więc wypada się tylko cieszyć? Niezupełnie.

Trzeba zacząć od tego, że tzw. reforma emerytalna polegająca na podwyższeniu wieku emerytalnego, nie była żadną reformą. Odsunęła tylko nieco w czasie to, co jest nieuchronne: całkowite bankructwo obecnego systemu emerytalnego. W 1889 roku kanclerz Bismarck wprowadził pierwszy powszechny system emerytalny, który polegał na tym, że wszyscy pracujący zostali dodatkowo opodatkowani, ale w zamian otrzymali od państwa obietnicę emerytury (wypłacanej do śmierci), po osiągnięciu wieku 65 lat. System był absolutnie genialny, bowiem średnia długość życia wynosiła wówczas… 40 lat. Ponadto miał wtedy miejsce bezprecedensowy w historii wzrost demograficzny. Wskutek tego stosunek osób w wieku produkcyjnym (16 – 65 lat) do osób w wieku poprodukcyjnym (powyżej 65 lat) wynosił 10:1. System był istnym eldorado dla budżetu państwa.

Od czasów Bismarcka nie zmieniła się istota systemu emerytalnego. Wszystko inne uległo zmianom – w jednym tylko kierunku. Wiek emerytalny został obniżony, średnia długość życia uległa podwojeniu, rodzi się coraz mniej dzieci. Wskutek tego stosunek osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym wynosi obecnie 2:1. Te niekorzystne zmiany mają charakter ciągły i z roku na rok jest coraz gorzej. System emerytalny w obecnej postaci musi zbankrutować. Nie ma innego wyjścia. I właśnie podniesienie wieku emerytalnego troszeczkę ten moment bankructwa odsunęło w czasie. Ponowne obniżenie wieku emerytalnego – dramatycznie go przybliży. Ale jedno i drugie, to zabiegi czysto techniczne; nie zmieniają istoty.

O bankructwie systemu emerytalnego piszę w czasie przyszłym, ale tak naprawdę ten moment już nastąpił. Przeciętni ludzie tego na razie nie odczuwają, bowiem system jest finansowany z kredytu. Po prostu państwo zadłuża się w coraz większym tempie i dzięki temu wystarcza na transfery socjalne. Ale te transfery rosną w postępie geometrycznym i to musi się skończyć katastrofą. I to znacznie bardziej dramatyczną niż ta, z jaką dziś mamy do czynienia w Grecji. Bowiem w Grecji system jest nadal finansowany z kredytu (ciągle następują jakieś tymczasowe porozumienia i kolejna transza gotówki płynie od niemieckich podatników do greckich emerytów), więc nie zawalił się totalnie, ale to nastąpi w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Dyskusja o tym, czy obniżyć wiek emerytalny, czy pozostawić na obecnym poziomie jest bez sensu, bo problem leży gdzie indziej. Trzeba zmienić system. Niestety niewiele osób jest w stanie zrozumieć o co tutaj tak naprawdę chodzi. Populistyczni politycy wykorzystują tę niewiedzę, żeby uzyskać poparcie przy pomocy obietnic, które wiodą nasz kraj ku katastrofie. Populistyczni politycy mają w dupie, co stanie się z Polską za 10 czy 20 lat. Jeśli zdobędą władzę to tak się nachapią, że dla nich osobiście nie będzie miało żadnego znaczenia czy system emerytalny będzie istniał, czy nie. Czyli, czy emeryci będą otrzymywali jakiekolwiek pieniądze z budżetu państwa.

Czy jest w ogóle możliwe jakieś rozsądne rozwiązanie? Jest, ale trzeba przyjąć dwa podstawowe założenia:

  1. Trzeba się pogodzić z tym, że przyszłe emerytury będą bardzo niskie, wręcz głodowe. Więc każdy będzie musiał sam troszczyć się o swoją starość (np. płodząc dużo dzieci).
  2. Zmiany trzeba zacząć wprowadzać natychmiast, a każdy rok opóźnienia przybliża apokalipsę.

Moja propozycja przyszłego systemu emerytalnego jest następująca:

  1. Emerytury mają charakter obywatelski, czyli każdy (kto przeszedł na nią w określonym wieku – patrz punkt 2) otrzymuje emeryturę w takiej samej wysokości.
  2. Wysokość emerytur jest zależna wyłącznie od wieku, w jakim się na nią przeszło. Np. osoba przechodząca na emeryturę w wieku 58 – 60 lat będzie ją miała bardzo niską, wręcz symboliczną  (i u tej osoby już się nie zmieni – poza waloryzacją inflacyjną). Im wyższy wiek przejścia na emeryturę – tym będzie ona wyższa. Przyrost wysokości emerytury nie będzie liniowy. Różnica między emeryturą 58-latka i 62-latka nie będzie duża. Ale różnica pomiędzy emeryturą 65-latka i 69-latka będzie znacząca.
  3. Każdy, kto przepracował (płacąc podatki zwane składkami emerytalnymi) 40 lat, sam podejmuje decyzję kiedy przechodzi na emeryturę. Widać z tego, że jeśli zaczął pracę w wieku 18 lat, to w wieku 58 – będzie mógł przejść na emeryturę. Jednak będzie ona dramatycznie niska. I każdy będzie wiedział o ile będzie ona wyższa, gdy przepracuje kolejne 5, 10, 15 lat.
  4. System emerytur obywatelskich jest absolutnie powszechny: nikt nie ma lepiej, ale nikt nie jest poza systemem.

Wiem, że wizja jaką tu przedstawiłem nie jest optymistyczna. Ale innego wyjścia po prostu nie ma. Chwila, gdy stosunek osób w wieku produkcyjnym do osób w wieku poprodukcyjnym wyniesie 1:1 nadejdzie w nie tak znów odległej przyszłości. A później będzie jeszcze gorzej.

10 komentarzy

  1. LT 22/05/2015
    • Jan Adamski 23/05/2015
      • Teodor 24/05/2015
        • Jan Adamski 24/05/2015
          • Teodor 24/05/2015
  2. Kewin 23/05/2015
    • Jan Adamski 23/05/2015
      • Kewin 24/05/2015
        • Jan Adamski 24/05/2015
  3. Patryk 24/05/2015

Zostaw komentarz