Camel w Polsce

Camel_5

19 lipca w Poznaniu i 20 lipca w Krakowie wystąpi jeden z najważniejszych zespołów w całej historii rocka progresywnego – Camel. To jeden z tych nielicznych zespołów, które od chwili swojego debiutu, aż do dziś – są stale aktywne: występują i nagrywają płyty. W przypadku grupy Camel ten debiut miał miejsce w roku 1971, a pierwszy ich album ukazał się w lutym 1973 r. (‚Camel’ MCA Records MUPS 473). Z ciągłością działalności przez te 44 lata nie było jednak tak całkiem różowo, a największe zagrożenie przyszło w roku 2007. Ale po kolei…

Camel_6a

W początkowym okresie Camel tworzyło czterech muzyków (na powyższym zdjęciu od lewej): Andy Ward (perkusja), Doug Ferguson (gitara basowa), Andy Latimer (gitara), Peter Bardens (organy). W takim składzie nagrali swój debiutancki album zatytułowany po prostu Camel. Wypełniało go siedem kompozycji utrzymanych w klimacie Wishbone Ash, Caravan i wczesnego Santany. Główny nacisk położono na partie instrumentalne; wokal nie był najmocniejszą stroną zespołu. Płyta zaczynała się od pięknego utworu Slow Yourself Down, który w swej drugiej części przynosił porywający dialog gitary i organów. Druga w kolejności była melodyjna piosenka Mystic Quin z fantastyczną solówką Latimera na gitarze, przypominającą nieco solówki Santany z jego wczesnych płyt. Six Ate to z kolei jazzujący instrumentalny utwór pełen niespodziewanych zwrotów i przejść. Pierwszą stronę winyla zamykał dynamiczny, hardrockowy utwór Saparation. Drugą stronę rozpoczynał utwór, który uznać należy nie tylko za jeden z najlepszych w dorobku Camel, ale też za jeden z najciekawszych utworów progrockowych lat 70-tych ubiegłego wieku. Never Let Go – w którym wykorzystano mellotron – ma symfoniczne brzmienie, ale rockową dynamikę, zwartą konstrukcję, perfekcyjną aranżację i ekscytującą gitarową solówkę. Ten utwór zespół wykonuje na swoich koncertach chyba zawsze. W każdym razie ja byłem trzykrotnie na koncertach Camel i zawsze słyszałem Never Let Go. Kolejny utwór na płycie to Curiosity – bardzo zróżnicowany rytmicznie, ze znakomitą partią gitary Latimera. Płytę zamykał instrumentalny, długi utwór Arubaluba – pełen improwizacji gitary i organów na tle doskonale grającej sekcji rytmicznej. Płyta Camel była arcydziełem i… zrobiła totalną klapę komercyjną. Po prostu się nie sprzedawała. Trzeba była dwudziestu lat, żeby została doceniona przez fanów i weszła do kanonu rocka progresywnego.

Camel_7

Powszechnie uważa się, że Camel miał pecha jeśli chodzi o termin debiutu. Gdyby pojawił się dwa lata wcześniej zdobyłby popularność równą ELP czy King Crimson. Natomiast w latach 1973 – 1975, kiedy ukazały się trzy pierwsze i najlepsze płyty zespołu, zainteresowanie skomplikowaną, trudną w odbiorze muzyką, zaczynało już wygasać. Już tliła się rewolucja punk-rockowa, czyli zwrot w kierunku gołego rytmu odartego całkowicie z finezji. Camel miał pozostać przez wiele lat jedną z nielicznych wysepek na morzu muzycznego prymitywizmu i wulgaryzmu. Płyta Mirage, wydana w marcu 1974 roku (Deram SML 1107) to moja ulubiona płyta Camela. Intryguje już sama okładka z rozmazanym wielbłądem, na której użyto liternictwa identycznego z liternictwem papierosów Camel. To miało zresztą stać się źródłem pewnych kłopotów zespołu. Jednak nie okładka jest ważna, a zawartość muzyczna płyty. A ta jest absolutnym majstersztykiem. Już pierwszy utwór Freefall poraża bogactwem brzmień, dynamiką i – jakżeby inaczej – gitarowymi solówkami. A później jest już tylko lepiej! Krótki, jazzujący kawałek Supertwister, w całości instrumentalny, jest oparty na współbrzmieniu fletu i organów. Z kolei trzyczęściowy, epicki utwór Nimrodel/The Procession/The White Rider jest utrzymany w podniosłym klimacie. Użycie mellotronu nadaje brzmieniu wymiaru symfonicznego, a na tym tle doskonale brzmią gitarowe i organowe solówki. Druga strona winyla to tylko dwa utwory: dynamiczny i doskonale zaaranżowany Earthrise oraz magnum opus zespołu, 13-minutowy epicki utwór Lady Fantasy. W tym ostatnim szczególnie urzeka umiejętne łączenie spokojnych, lirycznych i balladowych fragmentów z żywiołową, typowo hardrockową energią. A do tego cudowne solówki na gitarze. Rewelacja!

Camel_9

Jeśli ktoś myśli, że po dwóch genialnych płytach czas na chwilę oddechu, to jest w błędzie. Bowiem kolejna płyta, wydana w kwietniu 1975 roku, zatytułowana Music Inspired by The Snow Goose (Decca SKL 5207) jest powszechnie uważana za najlepszą w dorobku Camel. Z powstaniem tej płyty wiąże się ciekawa historia. Zespół postanowił stworzyć album koncepcyjny oparty na powieści amerykańskiego pisarza Paula Gallico pt. Śnieżna gęś (The Snow Goose). Z tej sentymentalnej powieści o samotności i przyjaźni z wojną w tle, miano zaczerpnąć teksty do piosenek. Jednak w ostatniej chwili pisarz, który był działaczem antynikotynowym i skojarzył nazwę zespołu z marką papierosów, wycofał swoją zgodę. Płyta stała się więc płytą instrumentalną, a tytuł trzeba było zmienić ze Śnieżnej gęsi na: Muzykę inspirowaną Śnieżną gęsią. Okazało się, że brak wokalu wyszedł płycie na dobre i odniosła ona spory sukces komercyjny. Bo rzeczywiście zróżnicowana muzyka i znakomite wykonanie robią duże wrażenie. Pięknie napisał o płycie Jacek Leśniewski w swojej książce Brytyjski Rock – przewodnik płytowy: ‚Tę niesamowitą płytę wypełnia wspaniała, baśniowa i bogato zaaranżowana muzyka, olśniewająca słuchacza bogactwem melodii, symfonicznym rozmachem, zmiennością nastrojów oraz bardzo stylowym i kunsztownym wykonaniem’. Wybrane fragmenty Śnieżnej gęsi od zawsze były grane na koncertach zespołu, miałem okazję kilkukrotnie posłuchać ich na żywo. Robiły duże wrażenie! Oto fragmenty tego utworu nagrane w maju 1995 roku w studiu BBC.

W 2013 roku zespół opracował na nowo całą suitę i w całości włączył ją do programu koncertowego. Jeśli ktoś jest w stanie poświęcić prawie godzinę na obejrzenie i wysłuchanie koncertu, to zapraszam. Naprawdę warto, szczególnie że jakość realizacji jest znakomita.

W drugiej połowie lat 70-tych i w latach 80-tych zespół nagrywał nowe płyty, które nie schodziły poniżej dobrego, profesjonalnego poziomu. Nie miały one już jednak takiej siły wyrazu jak trzy pierwsze. Przełom nastąpił w roku 1996 wraz z wydaniem koncepcyjnego albumu Harbour of Tears. to znowu był taki Camel, jakiego chcielibyśmy zawsze słuchać. Trasa koncertowa promująca ten album była wielkim powrotem i wielkim sukcesem grupy. Wtedy też zespół po raz pierwszy odwiedził Polskę. Pamiętam ten koncert w Sali Kongresowej w kwietniu 1997 roku. Zespół był w znakomitej formie i wykonywał swoje utwory jakby w natchnieniu. Koncert składał się z dwóch części; w pierwszej znalazły się utwory z różnego okresu twórczości zespołu (m.in. fragmenty The Snow Goose, Never Let Go, Lady Fantasy, Sasquatch, Spirit of The Water), natomiast w drugiej w całości wykonana została suita Harbour of Tears. Suita zaczyna się od tradycyjnej  pieśni irlandzkiej wykonanej a capella. Melodię pieśni podejmuje następnie flet, by po chwili ustąpić miejsca przeciągłym i podniosłym dźwiękom gitary. I na dwóch koncertach w Polsce w 1997 roku zespół powierzył wykonanie pieśni i fletowej solówki, dwóm uzdolnionym Polkom z zespołu Quidam: Emilii Derkowskiej i Ewie Smarzyńskiej. Dziewczyny wywiązały się z zadania… koncertowo!

Camel_11

W maju 2007 roku dowiedzieliśmy się, że u Andy’ego Latimera zdiagnozowano bardzo groźną odmianę białaczki. Pod koniec roku muzyk przeszedł operację przeszczepu szpiku kostnego, która wraz z zastosowaną równolegle chemioterapią dała zadawalające rezultaty. Andy wrócił do zdrowia, a po kilku latach także do koncertowania. Od tego czasu wita się z publicznością takimi słowami: ‚Cieszę się, że jestem tutaj z wami. Cieszę się, że jestem w ogóle.’

Camel_12

Tym, którzy nie znają zespołu Camel a chcieliby poznać, mogę polecić doskonałą 4-płytową kompilację, bardzo pięknie wydaną, zawierającą 36-stronicową, bogato ilustrowaną książeczkę, która jest kopalnią wiedzy o zespole. Zestaw nagrań jest doskonale dobrany, a jakość dźwięku jest znakomita. Autorem kompilacji oraz tekstu zamieszczonego w książeczce jest Mark Powell, autor także innych znakomitych kompilacji nagrań zespołów progresywnych z lat 70-tych ubiegłego wieku, np. Caravan czy Emerson, Lake & Palmer. Zestaw dostępny jest na eBayu za około 150 zł.

Camel_14

4 komentarze

  1. Sławek 06/01/2016
  2. zeen 30/01/2016
    • Jan Adamski 30/01/2016
  3. zeen 30/01/2016

Dodaj komentarz

For security, use of Google's reCAPTCHA service is required which is subject to the Google Privacy Policy and Terms of Use.

If you agree to these terms, please click here.