Campo di Marte

Daję głowę, że mało kto słyszał zespole Campo di Marte. Był jak meteoryt, który przeleciał przez włoską scenę muzyczną w początkach lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Pozostawił po sobie jedną jedyną płytę, wydaną w roku 1973, która w owym czasie zrobiła całkowitą klapę. Zresztą zespół rozpadł się jeszcze zanim płyta ukazała się w sprzedaży. Lider – gitarzysta Enrico Rosa wskrzesił grupę po pewnym czasie, w nowym składzie. Został nawet nagrany materiał na nową płytę, ale nie znalazła się wytwórnia gotowa do jego wydania. Kolejna próba wskrzeszenia legendy miała miejsce w roku 2003. Zespół dał kilka koncertów i nagrał płytę, do której dołączony został materiał koncertowy z roku 1972, wcześniej nie publikowany, ale płyta nie miała już takiej siły wyrazu jak album z roku 1973.

Campo di Marte 1972

Wielu osobom nazwa Campo di Marte może się kojarzyć z nazwą dworca kolejowego we Flrencji. Gdy kilka tygodni temu przyjechałem do Florencji na Pitti Uomo, pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wyjściu z pociągu, to właśnie napis: Firenze Campo di Marte. Zespół, o którym dziś piszę wywodzi się właśnie z Florencji, a powstał w roku 1971. Co ciekawe jego lider i autor wszystkich kompozycji – gitarzysta Enrico Rosa zupełnie nie interesował się w owym czasie rockiem. Był pasjonatem jazzu i słuchał płyt Milesa Davisa, Johna Coltraina i Herbiego Hancocka. Gdy poznał perkusistę i flecistę Maura Sartiego, ten namówił go do stworzenia grupy rockowej. Dokooptowali jeszcze Alfreda Barducciego – grającego na fortepianie, organach, waltorni i flecie, Felice Marcoveccio na perkusji i instrumentach perkusyjnych i Paula Richarda na basie. I rozpoczęli dość intensywne koncertowanie, gdyż w owym czasie nastąpiła we Włoszech istna eksplozja popularności kapel rockowych.

Płyta Campo di Marte jest z wielu powodów nietypowa. Po pierwsze na okładce widzimy dziwaczną ilustrację ni to kozackich, ni to tureckich najemników z ciałami poprzekłuwanymi różną bronią – wygląda to dość makabrycznie. Po drugie utwory nagrane na płycie nie mają tytułów i nazywają się po prostu: Część pierwsza, Część druga itd. aż do siódmej. Po trzecie wytwórnia płytowa postanowiła zamienić strony płyty (bez wiedzy i zgody zespołu) i zmieniła też numerację części. Więc utwór instrumentalny, który ewidentnie podsumowuje i kończy płytę, ma numer 4, zaś po nim są następne. Wszystko to nie zmienia faktu, że płyta jest swoistym arcydziełem progresywnego rocka. Dziś jest odkrywana na nowo przez młodych miłośników rocka i poszukiwaczy ciekawych brzmień z przeszłości. Cieszy się dość dużą popularnością, a w Japonii jest wręcz otoczona kultem. Mój egzemplarz płyty winylowej nie jest oryginałem z roku 1973, lecz reedycją wydaną przez firmę Liberty Produzioni. Oryginalnie płyta była wydana przez United Artists.

Muzyka Campo di Marte, w większości instrumentalna, jest klasycznie progrockowa; ostre, hardrockowe kawałki mieszają się z lirycznymi, akustycznymi balladami, mamy częste zmiany tempa w trakcie trwania jednego utworu, świetnie zaaranżowane instrumentalne pasaże najeżone są efektownymi solówkami na gitarze, organach Hammonda, flecie i (uwaga! uwaga!) waltorni. Zresztą dialogi fletu i waltorni to znak firmowy zespołu i wyróżnik dość unikalny, bo nie znam żadnej innej grupy, który wykorzystywałaby tego typu triki. Moim ulubionym fragmentem płyty jest krótki instrumentalny utwór: Secondo tempo, o pięknej linii melodycznej. Zaczyna się melancholijnie i akustycznie dźwiękami gitary, do której dołączają flet oraz waltornia. Sekcja rytmiczna jest bardzo dyskretna i stanowi jedynie tło dla popisów instrumentów solowych. Tak to płynie aż do momentu, gdy do akcji wkracza sfuzowana gitara elektryczna, kończąc utwór swoim rzężeniem. Na szczególną uwagę zasługuje też utwór Terzo tempo, który dla odmiany zaczyna się od ostrej gitary elektrycznej, by następnie oddać pole fortepianowi, który poprowadzi melodię przez cały utwór. Śpiew początkowo jest wycofany, później nabiera drapieżności. W środkowej części słyszymy efektowne solówki na gitarze i flecie. Wraca śpiew na tle fortepianu, a utwór kończy się solówką na organach.

Poniżej wklejam fragment z płyty Campo di Marte – pięciominutowy Seso tempo oraz minutowy fragment Settimo tempo. Proszę zwrócić uwagę na dialog waltorni (pojawia się w 1:23) i fletu. Przyjemnego słuchania!

Zostaw komentarz