Port kompromitacji

Wygląda na to, że już nie minister Mateusz Szczurek będzie moim faworytem w Rządzie. Z pozycji największego nieudacznika wypiera go bowiem Andrzej Czerwiński – minister Skarbu Państwa. Oto minister Czerwiński kilka dni temu, tłumaczył się z kolejnego opóźnienia w budowie świnoujskiego gazoportu (nie można go zresztą za to winić; jest ministrem od niedawna). I wygłosił z tej okazji kilka bardzo mądrych kwestii. Np. taką: ‚Z technicznego punktu widzenia musi być zakończona budowa. Kiedy budowa jest zakończona, to wtedy można zaczynać napełniać tę budowę’. Najwyraźniej ‚napełnianie budowy’ to jakieś prawnicze lub techniczne pojęcie, nieznane szerszemu ogółowi. Mnie w każdym razie nie było wcześniej znane, ale dzięki ministrowi Czerwińskiemu wiem, że budowy nie można napełniać przed jej zakończeniem. Przynajmniej z technicznego punktu widzenia. Jeszcze bardziej zagmatwane jest kolejne wyjaśnienie pana ministra, w którym stwierdza: ‚Statek pełny gazu może dopłynąć wtedy, kiedy te wszystkie certyfikaty, sprawdzenia, decyzje będą zakończone’. A mnie się wydaje, że statek pełen gazu (a nie: pełny) może dopłynąć niezależnie od certyfikatów. Problem pewnie jest w tym, że urzędnicy nie pozwolą go rozładować, gdy nie będzie odpowiednich dokumentów. Ale dopłynąć może. Kolejny lapsus ministra to użycie słowa ‚zakończone’. Bo przecież powinien wiedzieć, że certyfikaty się uzyskuje/wydaje, sprawdzeń się dokonuje, a decyzje się podejmuje. A on wszystko chce kończyć.

Nie ma co się jednak wyśmiewać z języka ministra Czerwińskiego, bo w tle jest sprawa znacznie poważniejsza: seria kompromitacji związanych z budową gazoportu.

Gdy w roku 2003 rząd Leszka Milera podjął szkodliwą dla interesów Polski, a korzystną dla interesów Rosji, decyzję o zaniechaniu budowy gazociągu z Norwegii, powstał pomysł wybudowania nad Bałtykiem dużego portu mogącego odbierać skroplony gaz ziemny dostarczany statkami, regazyfikować go i dostarczać do polskiej sieci gazowej. Decyzja została podjęta pod koniec 2006 roku. Zgodnie z doktryną, że wszystko co związane z energetyką musi być państwowe, naszym przywódcom nie zaświtała nawet myśl, by powierzyć tę gigantyczną inwestycję (3 mld złotych) prywatnemu inwestorowi. Utworzona została państwowa spółka Polskie LNG. No i zaczęły się problemy.

Już w połowie 2010 roku (tempo iście stachanowskie) spółka Polskie LNG dokonała wyboru wykonawcy i zawarła z nim kontrakt. Termin oddania inwestycji do użytku ustalono na 30 czerwca 2014 roku. 23 marca 2011 roku odbyła się wielka, propagandowa feta: premier Donald Tusk wmurował uroczyście kamień węgielny. W kilka miesięcy później poinformowano o przesunięciu terminu zakończenia inwestycji o pół roku – na koniec roku 2014. Jak wiadomo ten termin nie został dotrzymany. W styczniu 2015 r. premier Ewa Kopacz mówiła, że gazoport ma ruszyć w lipcu. W kwietniu wyrażała nadzieję, iż zostanie uruchomiony do końca bieżącej kadencji – czyli do jesieni. Potwierdził to w czerwcu wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński mówiąc, że pierwszy gazowiec zawinie do Świnoujścia jesienią br. Na początku lipca wydany został oficjalny komunikat Ministerstwa Skarbu Państwa, który stwierdzał, że: ‚Terminal LNG jest ukończony w 97,8 proc. Dostawy i montaż wszystkich urządzeń zostały zrealizowane w 100 proc. Trwają czynności związane z inspekcjami i odbiorami poszczególnych systemów terminalu’. Bomba wybuchła tydzień temu, na zwołanej przez ministra Skarbu konferencji prasowej. Okazało się, że na dniach spółka Polskie LNG zawrze aneks do umowy z wykonawcą, w którym zwiększone zostanie wynagrodzenie za budowę i zmieniony termin oddania terminalu. Minister Czerwiński poinformował, że rozruch gazoportu może potrwać do II kwartału 2016 roku, bo przecież budowę można napełniać po jej ukończeniu, czego wcześniej nikt jakoś nie wziął pod uwagę.

Koszt inwestycji zamknie się kwotą około 3,5 mld złotych, z czego niecałe 10% to kredyt z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, a niecałe 7% to dotacja z UE. Reszta to środki publiczne, czyli podatki. Ze względu na liczne nieprawidłowości przy realizacji inwestycji (wskazywał je m.in. raport NIK z marca 2015 roku), dotacja z UE jest zagrożona.

‚Port to jest poezja rumu i koniaku…’ śpiewał przed laty Krzysztof Klenczon. Świnoujski gazoport żadną miarą poezją nie jest. To niekompetencja, chaos i marnotrawienie publicznych pieniędzy. To kompromitacja kolejnych rządów: Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i Ewy Kopacz. To ponowny dowód na to, że oddanie w ręce urzędników zarządzania biznesem, wiedzie do patologii, wynaturzeń, wzrostu kosztów i wydłużania terminów. Zycie już wielokrotnie pokazało, że hasło: ‚Socjalizm – tak! Wypaczenia – nie!’ jest wewnętrznie sprzeczne. A jednak ufny naród znów (w październiku) zagłosuje za zwiększeniem dawki socjalizmu wierząc, że tym razem obędzie się bez wypaczeń. I znów się zawiedzie.

Jedna odpowiedź

  1. LT 01/08/2015

Zostaw komentarz