Fiskus w natarciu. Wykończy całą branżę?

Jak wiadomo, kwoty połowowe wyznaczane przez Komisję Europejska, spowodowały zapaść w polskim rybołówstwie morskim. Straciły rację bytu małe przedsiębiorstwa oparte na pracy kilku osób (najczęściej z rodziny) na kutrze będącym własnością jednej z tych osób. Ale przedsiębiorczy rybacy znaleźli niszę, która daje im możliwość zarabiania z wykorzystaniem posiadanego kutra. Tą niszą są usługi dla osób spragnionych morskiego wędkowania. Rybacy, a właściwie teraz już armatorzy, organizują morskie wypady połączone z wędkowaniem, w czasie których serwują posiłki, zapewniają odpowiedni sprzęt a nawet ubiory chroniące przed zimnem i wodą podczas złej pogody. Taka działalność zapewnia utrzymanie rodzinom około 300 armatorów. Chętnych na wędkowanie jest wielu, bowiem ceny za takie usługi nie są wygórowane dzięki dużej konkurencji i niskiej stawce VAT wynoszącej 8%. Bowiem usługi powyższe zostały zakwalifikowane jako transport morski, objęty taką właśnie stawką. Tak było przez lata i wszyscy się do tego przyzwyczaili.

Aż pewnego dnia, pewien nadgorliwy urzędnik Izby Skarbowej w Bydgoszczy dostrzegł pole do dodatkowego skubnięcia podatników. Bowiem jeśli usługi świadczone przez armatorów uznać jako rekreację, to stawka podatku VAT wzrasta do 23%. Więc toczy się wojna pomiędzy armatorami a urzędnikami o zakwalifikowanie usług. Przy czym armatorzy są na przegranej pozycji, bowiem jeśli w czasie rejsu oferują posiłki czy wypożyczają sprzęt, to teza, że jest to tylko transport – jest nie do obronienia. Problem w tym, że jeśli fiskus wygra i naliczy armatorom zaległy VAT za kilka lat wstecz, to będzie oznaczać natychmiastowe bankructwo wszystkich 300 przedsiębiorców. I tak się to zapewne skończy.

Nie ulega wątpliwości, że urzędnicy skarbowi są nastawieni wrogo do podatników. Nie obchodzą ich też skutki społeczne ich decyzji. Działają jak szaleniec z piłą łańcuchową w ręku: tną co popadnie. W skali całego budżetu państwa podatek VAT od 300 mikro przedsiębiorców nie ma żadnego znaczenia. Pozbawienie dorobku życia i źródeł utrzymania 300 rodzin – też nie zrobi na nikim wrażenia, w końcu to nie są górnicy. A wyjaśnienia, dlaczego urzędnicy nagle sobie przypomnieli o drobnych armatorach, mogą być dwa. Pierwsze; że taka jest logika systemu – sprawdzać, gdzie uchowały się jakieś oazy wolności i likwidować je z całą bezwzględnością nie patrząc na skutki. Drugie wyjaśnienie zahacza o teorię spiskową. Wyobraźmy sobie, że jest duży przedsiębiorca gotowy zorganizować szybko sieć usług wędkowania morskiego. Ma tylko jeden problem: konkurencję drobnicy, która ma niskie ceny, bo usługi świadczy osobiście, dzięki czemu ma niskie koszty. Więc jeśli tę drobnicę wyciąć i szybko wejść na jej miejsce z nową ofertą (opodatkowaną już 23-procentowym VAT-em, jak należy), to można zmonopolizować rynek. Jeśli taki przedsiębiorca myśli perspektywicznie i dysponuje odpowiednim kapitałem, to przecież nie pożałuje kilkuset tysięcy na łapówki dla urzędników, którzy mu wytną konkurencję i podadzą rynek na tacy. Za tym drugim wyjaśnieniem przemawiałby dodatkowo fakt, że urzędnicy nie poprzestają na samej kwestii VAT, ale próbują dobić przedsiębiorców twierdzeniem, że ‚ewidencję prowadzono niezgodnie z warunkami uznania jej za dowód’ (to cytat z dokumentu Urzędu Skarbowego), co umożliwi naliczenie zryczałtowanego podatku nie według przepisowej stawki 8,5%, ale stawki karnej, czyli… 42,5%.

Myślę, ze obydwa wyjaśnienia są równie prawdopodobne. Podskórnie czuję jednak, że to drugie bardziej pasuje do naszej rzeczywistości. I za nim się opowiadam. A co myślą o tym moi czytelnicy?

Jedna odpowiedź

  1. mirek 26/09/2015

Zostaw komentarz