PiS „znalazł” 1,4 biliona złotych!

Przywykliśmy do tego, że przed wyborami, większość partii obiecuje gruszki na wierzbie, byle tylko pozyskać trochę głosów ludzi, którzy nie rozumieją jak działa państwo, ani jak działa gospodarka. Takim ludziom można wcisnąć każdy kit, byle tylko jako tako go opakować w mądre słowa. Obowiązuje nieśmiertelna doktryna Jacka Kurskiego mówiąca, że ‚ciemny lud to kupi’. W przeszłości istniały pewne granice kłamstwa, absurdu i śmieszności, których partie na ogół nie przekraczały. A jak za bardzo zbliżały się do tych granic, były bezlitośnie chłostane przez media, które zgodnym chórem wykazywały bezzasadność, utopijność, czy wręcz głupotę głoszonych haseł. Dziś partie nie wahają się przed głoszeniem programów całkowicie nierealnych i karmieniem publiki ordynarnymi kłamstwami. A media, które powinny te kłamstwa obnażać, uległy całkowitej polaryzacji; opowiadają się po jednej ze stron i tych swoich wychwalają pod niebiosa nawet, gdy głoszą oni zupełne absurdy. Krytykują oczywiście inne absurdy i kłamstwa – te głoszone przez stronę przeciwną. Ale tamte absurdy i kłamstwa mają przecież swoich piewców – przychylne im media. W tej sytuacji ci obywatele, którzy nie potrafią robić użytku z własnego mózgu (czyli jakieś 80% populacji), są kompletnie zdezorientowani. Opowiadają się po jednej ze stron na podstawie emocji i są w stanie uwierzyć w największe nawet idiotyzmy.

Na przykład takie, jakie trzy dni temu ogłosił na konferencji prasowej kandydat na ministra finansów w przyszłym rządzie PiS – Henryk Kowalczyk. Ogłosił je nie w imieniu własnym, ale w imieniu swojej partii, o czym świadczy umieszczenie stosownej notki i zdjęcia na PiS-owskim Twitterze. To stamtąd zaczerpnąłem zdjęcie, które jest ikoną tego wpisu. Na czym polega idiotyzm przedstawionych wyliczeń ‚środków finansowych możliwych do pozyskania’? Przede wszystkim na pomieszaniu realnych środków (np. z polityki spójności) ze środkami wirtualnymi, które są ‚kreowane’ przy pomocy inżynierii finansowej. Takie wykreowane środki, to zwiększenie możliwości gwarancyjnych BGK i ‚przebudowa’ PIR (Polskich Inwestycji Rozwojowych). Nic nie wiadomo zresztą o tym, w jaki konkretnie sposób te wirtualne środki mają być wykreowane (pewnie przy pomocy odpowiedniej ustawy).

Zupełnie absurdalne są dwie ostatnie pozycje. ‚Fundusz Inwestycyjny Zamknięty’ (pisałem już o nim we wpisie Perpetumm mobile) ma polegać na tym, że państwowe spółki zostaną zmuszone do wpłacania części swoich zysków do tego funduszu, który będzie inwestował w inne państwowe spółki (głównie w kopalnie węgla). Przecież gołym okiem widać, że nie tylko nie są to żadne dodatkowe środki ale też, że są one z góry przeznaczone na zmarnowanie. Gdyby pozostały w spółkach, byłby jakiś cień szansy, że zostaną przeznaczone na racjonalne inwestycje. Gdy zostaną wpłacone do FIZ, to z całą pewnością zostaną zmarnowane. Jeszcze ciekawiej wyglądają ‚Lokaty długoterminowe przedsiębiorców’ które mają dać aż 200 miliardów (czyli więcej niż wynosi łączny zysk wszystkich polskich przedsiębiorstw! – nie ma tak dużej nadpłynności w po;skiej gospodarce!). Otóż PiS wymyślił absurdalną konstrukcję: prywatne firmy dostaną specjalne ulgi (w postaci szybkiej amortyzacji), ale w zamian będą musiały ulokować określone kwoty w banku państwowym BGK. Nie jest jasne jak rząd ma zamiar dobrać się do tych środków. Ja widzę dwie możliwości: realną i wirtualną. Realna, oparta na metodzie ‚cypryjskiej’ polega na konfiskacie środków zgromadzonych na lokatach (jednak wątpię, żeby rząd PiS się na to zdobył). Metoda wirtualna to po prostu wykreowanie przez BGK kolejnych środków na kredyty wskutek powiększenia zasobów na lokatach. Taka najprostsza inżynieria finansowa.

Niewątpliwie najciekawiej przedstawia się pozycja: ‚Program Banku Centralnego’. Nie może to być nic innego jak dodrukowanie pustego pieniądza. Czyli taki amerykański program ‚luzowania ilościowego’ (QE) na małą polską skalę. Umieszczenie tego w PiS-owskim zestawie jest podwójnie zaskakujące. Po pierwsze dlatego, że dziś już wiadomo, że amerykański QE nie przyniósł spodziewanych efektów stając się jedynie okazją do nadzwyczajnych zysków co sprytniejszych instytucji finansowych. Co prawda nie przyniósł też na razie skutków negatywnych, ale te (w postaci inflacji) mogą się jeszcze ujawnić. Natomiast prawdopodobieństwo, że puste złotówki ożywią naszą gospodarkę jest bliskie zera. Najciekawsze jest jednak to, że wyczarowane w NBP złotówki mogą trafić do gospodarki wyłącznie za pośrednictwem systemu bankowego (i to banki spijają całą śmietankę). A przecież banki są w Polsce w większości w rękach ‚obcego’ kapitału. PiS usiłujący nabić kabzę obcemu kapitałowi? Ta chyba najbardziej zaskakująca konkluzja, jaka nasuwa się po zapoznaniu się z PiS-owskim programem wyczarowania 1 biliona 400 miliardów złotych.

Druga część konferencji przyszłego ministra finansów była poświęcona budżetowi. Była jeszcze zabawniejsza niż część pierwsza, bowiem minister in spe udowadniał, że spełnienie obietnic wyborczych PiS i PiS-owskiego prezydenta nie tylko nie zwiększy deficytu, ale nawet go zmniejszy. Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie.

Tags:

3 komentarze

  1. Marcus L. Lucullus 22/10/2015
    • Jan Adamski 22/10/2015
      • Mariusz 26/10/2015

Zostaw komentarz