Sukces?

Niespełna dwa tygodnie temu zobaczyliśmy sensacyjne zdjęcia prezydenta Andrzeja Dudy biesiadującego w towarzystwie prezydentów USA – Baracka Obamy i Rosji – Władimira Putina. Media przychylne PiS-owi uznały to za wielki sukces Andrzeja Dudy, a tytuły w rodzaju ‚Polska wstaje z kolan’, mówią same za siebie. Z kolei media nieprzychylne PiS-owi były na tyle zakłopotane sytuacją, że zdarzały się nawet przypadki opublikowania zdjęcia z obciętym prezydentem Polski. Czyli, w podtekście, media te uznały także wydarzenie za sukces prezydenta i starły się go pomniejszyć. Ja patrzę na tę sprawę zupełnie inaczej. Po pierwsze gdyby rozpatrywać ją jako wyróżnienie Polski i jej nowego prezydenta, to raczej byłby to sukces polskiej dyplomacji niż samego prezydenta. Takie posadzenie naszej głowy państwa na oficjalnym lunchu ONZ, wymagałoby zapewne wcześniejszych zabiegów dyplomatycznych i wiązałoby się z jakimiś zobowiązaniami, koncesjami lub ustępstwami ze strony Polski na rzecz USA lub ONZ (np. obietnicy złagodzenia stanowiska w kwestii polityki klimatycznej). Jestem jednak przekonany, że tak nie było. Było niestety znacznie gorzej z punktu widzenia prestiżu Polski i lepiej by się stało, gdyby prezydent Duda nie znalazł się w towarzystwie Baracka Obamy i Władimira Putina.

Kluczem do zrozumienia tej kwestii jest obecność przy tym samym stole innej głowy państwa, króla Jordanii – Abdullaha II (żadne polskie media nie odnotowały zresztą tego faktu). Obecność Andrzeja Dudy i Abdullaha II była zagrywką zastosowaną przez Obamę wobec Putina. Prezydent USA zademonstrował, że to on jest rozgrywającym w dwóch zapalnych rejonach świata, gdzie swoje interesy zgłasza także Rosja: na Ukrainie i w Syrii. Obama pokazał, że Ukrainę świetnie rozgrywa przy pomocy Polski, zaś Syrię – przy pomocy Jordanii. Polska i Jordania zostały potraktowane instrumentalnie, a głowy tych państw zostały sprowadzone do roli narzędzi w rękach Obamy. Uważam za klęskę polskiej dyplomacji, że do takiej sytuacji dopuściła. Dla samego Andrzeja Dudy nie jest to ani klęska, ani sukces, bo on prawdopodobnie nic z tego nie rozumie, a doradców ma najwyraźniej miernych.

Byłbym w stanie zrozumieć i uszanować taką sytuację, gdyby doszło do niej w drodze jakichś targów. Np.: OK! Godzimy się, żeby nasz prezydent odegrał tę żenującą rolę wobec Putina, ale w zamian zostają zniesione wizy dla Polaków, a koncern Boeing buduje w Polsce wielką fabrykę. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Prezydent Duda nie dość, że odegrał swoją rolę za darmo, to jeszcze jest z tego bardzo dumny. Oto wymiar upadku naszej polityki zagranicznej.

No, chyba, że cała sprawa została świadomie uknuta przez naszych dyplomatów, żeby prezydenta skompromitować. Mam nadzieję, że nie, bo kupczenie interesami Polski w imię rozgrywek partyjnych, uważam za coś znacznie gorszego niż zwykłą głupotę. Mam nadzieję, że to tylko głupota.

Jedna odpowiedź

  1. Dariusz Kazimierczak 10/10/2015

Zostaw komentarz