Ekseption

W mojej fascynacji rockiem progresywnym niepoślednią rolę odegrała muzyka holenderskiej grupy Ekseption. Grupa została założona, przez grającego na trąbce, Reina van den Broeka w roku 1967. Grała początkowo jazz i znane przeboje pop i rhytm&blues. W dwa lata później, wraz z dołączeniem do zespołu, grającego na klawiszach Ricka van der Lindena – całkowicie zmieniła styl. Rick był muzykiem niezwykle utalentowanym, wszechstronnie wykształconym muzycznie i pełnym inwencji twórczej. Postanowił podążać kursem zapoczątkowanym nieco wcześniej przez Keitha Emersona i postawić na rockowe transkrypcje znanych utworów muzyki poważnej. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bowiem pierwsza płyta zespołu, zatytułowana po prostu Ekseption i wydana w roku 1969, odniosła ogromny sukces. Zawierała 9 krótkich (2 – 4 minutowych) instrumentalnych miniatur będących przeróbkami utworów znanych kompozytorów klasycznych (m.in. Bacha, Beethovena, Saint-Saënsa, de Falli, Gershwina) oraz jedną kompozycję własną zespołu. Płyty słucha się znakomicie: dawka rockowej energii wprost poraża, a jednocześnie słyszymy melodie, które prawie każdy zna: Błękitnej rapsodii Gershwina, Arii na strunie G Bacha, Piątej symfonii Beethovena czy Tańca z szablami Chaczaturiana. Ja sam nigdy nie miałem tej płyty, ale prawie wszystkie utwory na niej zawarte (plus wiele innych) znalazły się na podwójnym albumie składankowym With love from…, który kupiłem podczas mojego pierwszego w życiu wyjazdu zagranicznego.

Zespół Ekseption był nękany ciągłymi zmianami składu, ale przez pierwsze lata trzon stanowili Rick van der Linden i Rein van den Broek . W ciągu trzech lat zespół wydał aż pięć płyt i wszystkie były na najwyższym poziomie. Najambitniejszym przedsięwzięciem była płyta o tytule: 00.04, nagrana przy współudziale orkiestry symfonicznej i chóru. Wspólnie wykonywany był koncert na grupę rockową, chór i orkiestrę, skomponowany przez Ricka.

Moje największe emocje związane są z płytą Ekseption 5. Płyta ta została wydana, w roku 1973, przez czeski Supraphon i można ją było kupić w Polsce. Muszę tu wyjaśnić młodym czytelnikom, że w okresie PRL-u płyty zachodnich wykonawców nie były dostępne w Polsce. Funkcjonowała wprawdzie giełda płyt, na której można było kupić płyty pochodzące z tzw. prywatnego importu, ale ich cena była absurdalnie wysoka, co wynikało z czarnorynkowego kursu walut. Wystarczy jeśli napiszę, że cena jednej płyty popularnego wykonawcy wynosiła mniej więcej połowę przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Bycie w owym czasie melomanem nie było łatwe. Ja, podobnie jak wielu studentów w owym czasie, dorabiałem w tzw. spółdzielni studenckiej, co dawało zupełnie przyzwoity dochód. Mycie okien w jakimś biurowcu przez tydzień, pozwalało zarobić na dwie płyty. Ale sytuacje, gdy płytę zachodniego wykonawcy można było kupić w normalnym handlu, były darem niebios, bo cena była 10-krotnie niższa od giełdowej. I właśnie takim darem niebios było dla mnie kupienie płyty Ekseption 5.

Płyta nagrana była w roku 1972; w tym czasie na albumach Ekseption pojawiało się, oprócz przeróbek klasyki, także wiele własnych kompozycji. Były one naprawdę dobre, wyłącznie instrumentalne, utrzymane w konwencji jazzrocka, z porywającymi solówkami na trąbce, skrzydłówce, saksofonie i oczywiście klawiszach. Pisząc o klawiszach mam na myśli przede wszystkim organy Hammonda oraz pierwsze analogowe syntezatory, ale bardzo często pojawiały się także: klasyczny fortepian, organy kościelne, a nawet klawesyn lub czelesta.

Właśnie dźwięki organów kościelnych są klamrą, która spina całą płytę: słyszymy je na początku w Introdukcji i na końcu w Finale. Oba te kawałki stanowią właściwie jedną całość zaczerpniętą z Beethovena, podzieloną na dwie części, z których jedna otwiera, a druga zamyka płytę. A pomiędzy nimi istna uczta dla uszu w klimacie silnie jazzrockowym z jazzowymi solówkami nawet w adaptacjach muzyki poważnej. Jak np. w utworze Vivace opartym na Koncercie a-mol na skrzypce i orkiestrę Bacha: mistrzowskie solówki na fortepianie i skrzydłówce. Bez wątpienia najlepszym kawałkiem na płycie jest utwór For Example/For Sure – wielowątkowa kompozycja Keitha Emersona uzupełniona częścią skomponowaną przez Ricka van der Lindena. Rolę wiodącą w utworze odgrywają organy Hammonda, ale nie brak też miejsca na efektowne solówki na skrzydłówce, fortepianie i syntezatorze. W końcówce cytat z musicalu Leonarda Bernsteina. Równie interesującym utworem na płycie jest Midbar session. Już sam tytuł brzmi jazzowo i takiż klimat odnajdziemy w utworze. Chociaż zaczyna się spokojnie i jest początkowo wyraźnie stylizowany na adaptację muzyki klasycznej, to powoli przeistacza się w drapieżny jazzrock z fascynującymi solówkami na analogowym syntezatorze i perkusji. Po tej drugiej, niespodziewanie rytm utworu zmienia się na marszowy, by po chwili wrócić do pseudo klasyki i efektownego zakończenia na trąbce. Płyty tej słuchałem kiedyś niezliczoną liczbę razy, a także stale wracałem do niej w prowadzonych przeze mnie audycjach w Radiu Akademik – studenckim radiu w kompleksie akademików przy Placu Narutowicza w Warszawie.

Ostatnią z wielkich płyt Ekseption, przez wielu uznawaną za najlepszą, był album Trinity z 1973 roku. Płyta, tak jak poprzednie, jest mieszanką przeróbek muzyki klasycznej i własnych utworów zespołu. Uwagę przykuwają przede wszystkim przeróbki klasyki: Toccata według Bacha, Romace według Beethovena i przede wszystkim, Lot trzmiela Mikołaja Rimskiego-Korsakowa. W późniejszym okresie w zespole dochodziło do coraz częstszych nieporozumień pomiędzy głównymi postaciami: Rickiem i Reinem. W efekcie Rick opuścił Ekseption i założył grupę Trace, z którą nagrał trzy płyty. W tym czasie pod marką Ekseption także ukazały się kolejne płyty. Nie można ich nazwać nieudanymi (były nawet jeszcze bardziej przesycone jazzem niż płyty z udziałem Ricka), ale było to już inne Ekseption. Powrót Ricka van der Lindena do zespołu, w roku 1978 i kolejne wspólne płyty, to już okres schyłkowy. Muzycy zaczęli gonić za własnym ogonem, a ich nowe propozycje były po prostu słabe. Równocześnie nastąpił odwrót szerokiej publiczności od rocka progresywnego, więc kolejne płyty nie odnosiły komercyjnych sukcesów. W roku 1989 ukazała się ostatnia płyta Ekseption i zespół przeszedł do historii. Wprawdzie później podejmowane były próby jego wskrzeszenia, ale nie w celach twórczych, lecz czysto komercyjnych. Nie warto więc o nich wspominać.

Moja kolekcja płyt winylowych Ekseption. Odtwarzam je nie na patefonie, który widać w tle, lecz na nieco innym gramofonie.

Na koniec dwa filmy z tego samego występu Ekseption w telewizji, w roku 1973. W pierwszym grupa wykonuje utwór Toccata Bacha, w drugim Lot trzmiela Rimskiego-Korsakowa.

6 komentarzy

  1. Andrzej 27/12/2015
  2. Marcus L. Lucullus 28/12/2015
    • Jan Adamski 28/12/2015
      • Marcus L. Lucullus 28/12/2015
        • Jan Adamski 28/12/2015

Zostaw komentarz