I po Świętach…

Święta, święta i po świętach, mówi znane porzekadło. Wracamy do szarej rzeczywistości, zatem i ja wracam do śledzenia różnych absurdów w polityce i gospodarce. Oto w przeddzień Wigilii, na stronach  Sejmu, z zaskoczenia pojawił się poselski projekt PiS, nowelizacji ustawy o policji i ustaw dotyczących uprawnień służb specjalnych. Jeśli domyślasz się, drogi czytelniku, że projekt idzie w kierunku znacznego zwiększenia uprawnień różnych służb w inwigilowaniu obywateli, to masz oczywiście rację. Projekt rzeczywiście zakłada zwiększenie prawa policji i służb specjalnych do podsłuchiwania telefonów, inwigilowania internetu oraz nagrywania obywateli w miejscach niepublicznych. Omówię to w dalszej części artykułu. Jednak to, co zwraca największą uwagę, a przy okazji świadczy o dużym poczuciu humoru posłów PiS, jest uzasadnienie projektu. Autorzy twierdzą bowiem, że nowelizacja wykonuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 30 lipca 2014 r., w którym Trybunał zakwestionował brak niezależnej kontroli nad udostępnianiem danych telekomunikacyjnych służbom. Zakwestionował też brak gwarancji szybkiego i komisyjnego niszczenia danych, które nie są potrzebne w związku z prowadzonymi śledztwami lub są objęte tajemnicą zawodową i na których wykorzystanie nie zgodził się sąd. Czyli mówiąc inaczej TK uznał, że wszechwładza służb w inwigilowaniu obywateli jest sprzeczna z konstytucją i musi zostać ograniczona przez niezależną kontrolę pochodzącą spoza służb. I właśnie posłowie PiS chcą znowelizować ustawę i… zwiększyć uprawnienia służb, a konkretnie: Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), Żandarmerii Wojskowej (ŻW), Straży Granicznej (SG), Służby Celnej (SC), Urzędów Kontroli Skarbowej (UKS), Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), Agencji Wywiadu (AW) i Służby Wywiadu Wojskowego (SWW).

Projekt nowelizacji zakłada przede wszystkim wydłużenie okresu kontroli operacyjnej obywateli, do 18 miesięcy. Dotychczas zgodę na działania operacyjne dawał sąd na trzy miesiące i w wyjątkowych sytuacjach mógł ją przedłużyć tylko raz o kolejne trzy miesiące. Czyli kontrola mogła trwać maksymalnie pół roku. No to będzie mogła trwać trzy razy dłużej. Ale to jeszcze nie koniec. Bo projekt zakłada, że te czasowe ograniczenia nie dotyczą: ABW, AW, SKW i SWW. W przypadku wymienionych służb (czterech spośród dziewięciu) nie będzie żadnego ograniczenia czasowego: inwigilacja będzie mogła trwać w nieskończoność. W uzasadnieniu projektu napisano, że jest to niezbędne ‚ze względu na specyfikę zadań realizowanych przez te służby’.

Bardzo sprytnie wybrnięto z, zakwestionowanego przez TK, korzystania z bilingów telefonicznych. W projekcie nowelizacji stwierdzono mianowicie, że: billingi rozmów telefonicznych, dane umożliwiające lokalizację rozmówców oraz dane abonentów, w tym także internetowych… nie są kontrolą operacyjną. Więc siłą rzeczy nie podlegają nadzorowi sądu. Żeby było jeszcze ciekawiej, to nowelizacja zezwala na pobieranie – przez służby – powyższych danych bez wiedzy dostawcy usług, ‚jeśli możliwość taka jest przewidziana w porozumieniu zawartym pomiędzy szefem policji lub służby a dostawcą usług telekomunikacyjnych’. Czyli instaluje się urządzenie, które na stałe przekazuje dane od operatora do policji lub odpowiedniej służby. Bardzo wygodne.

Projekt nowelizacji zakłada ponadto rozszerzenie prawa do stosowania kontroli operacyjnej przez CBA, SG i ŻW. Wymienione służby mają teraz dostać poszerzony katalog przestępstw, w których mogą np. zakładać podsłuch w telefonie. CBA – o sprawy zmowy przetargowej,  SG – o sprawy handlu organami, wwozu odpadów czy narkotyków do Polski oraz wywozu zabytków, ŻW – o sprawy seksu z nieletnimi, pornografii dziecięcej, opuszczenia jednostki przez żołnierza, nieprawidłowości przy przetargach, powoływania się na wpływy czy wobec obywateli unikających służby wojskowej.

Zgodnie z nową tradycją ustawa zostanie zapewne uchwalona którejś nocy, Senat ją pospiesznie zatwierdzi o świcie, a prezydent podpisze po kilkunastu minutach. W tej sytuacji organizacje pozarządowe takie jak: fundacja Panoptykon, Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Naczelna Rada Adwokacka nie będą miały prawdopodobnie szans na złożenie swoich opinii. Na razie zdążyła się wypowiedzieć fundacja Panoptykon, która stwierdziła, że projekt jest niezgodny z konstytucją i nie wdraża w pełni wyroku Trybunału Konstytucyjnego w zakresie wprowadzenia niezależnego mechanizmu kontrolnego nad korzystaniem z danych telekomunikacyjnych. Ale przecież większość sejmowa nie będzie sobie zawracać głowy opiniami organizacji, za którą mogą stać ‚wiadome siły’ (*)

(*) Określenie ‚wiadome siły’ było ulubionym określeniem Władysława Gomułki – pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1956 – 1970. Zwykł był on mawiać, że za wszelką krytyką jego poczynań stoją ‚wiadome siły’, przez co należało rozumieć wrogów Polski, a w szczególności ‚zachodnioniemieckich odwetowców’. Na marginesie dodam, że Władysław Gomułka był czymś w rodzaju dyktatora, chociaż nie sprawował żadnej państwowej funkcji (był tylko posłem i szefem partii). Był bardzo apodyktyczny, małostkowy i mściwy. Używał dosadnego, często obraźliwego języka, przy czym unikał konkretów, a operował ogólnikami i insynuacjami. Nie znosił żadnej krytyki i bez skrupułów pozbywał się współpracowników gdy miał choćby cień podejrzenia o ich nielojalność. Był głęboko przekonany o swojej misji w budowie nowej, lepszej Polski i był pewien szerokiego poparcia ‚ludu pracującego miast i wsi’. (Takie poparcie rzeczywiście miał przez krótki okres w roku 1956.) W rzeczywistości był znienawidzony przez większość Polaków i pogardzany przez tych, którzy umieli myśleć i rozumieli cokolwiek z otaczającego ich świata. Zanim trafił na śmietnik historii zdążył jednak wyrządzić wiele szkód.

2 komentarze

  1. LadyM. 29/12/2015
    • taxus 30/12/2015

Zostaw komentarz