Polski kabaret

Z nostalgią wspominam lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku, jako złoty okres polskiego kabaretu. Działały wtedy – powstałe jeszcze w latach sześćdziesiątych – kabarety: Starszych Panów, Dudek, Pod Egidą, a jednocześnie nastąpił istny wysyp kabaretów amatorskich, działających głównie w klubach studenckich. Część owych grup przekształcała się z czasem w zawodowe, inne działały przez lata jako amatorskie, ale były początkiem wielkich indywidualnych karier estradowych. Ogromną popularność zyskały kabarety Tey, Elita i Salon Niezależnych. Ten ostatni był moim ulubionym, niestety miał zakaz występów w Warszawie, miałem zatem ograniczoną możliwość bywania na jego spektaklach.

W latach siedemdziesiątych działała cenzura i wszystko co było mówione na scenie, musiało być przez nią zatwierdzane. Dlatego ówczesne kabarety wykształciły specyficzny język aluzji, które spisane na papierze brzmiały całkiem neutralnie i niewinnie, ale wygłaszane ze sceny były rozszyfrowywane przez publiczność, która bawiła się przy tym znakomicie. Ale to rozszyfrowywanie nie było wcale łatwe, dlatego kabarety były rozrywką dla ludzi inteligentnych i z wyobraźnią. Gdy nastała wolność słowa kabarety musiały zmienić sposób komunikowania się z publicznością. Stały się bardziej dosłowne, a przez to prostsze i mniej zabawne. Przełom wieków i pierwsza dekada nowego wieku to rozkwit nowej formy kabaretowej zwanej One Man Show lub Stand Up. Ale rozwój telewizji i nowych mediów spowodował uwiąd formy bezpośredniego występu estradowego. Kabarety ciągle istnieją i występują, ale to raczej wąska nisza.

W tej sytuacji należy docenić wysiłki ludzi, którzy postanowili nadać kabaretowi odpowiednią rangę i przywrócić mu dawny blask. Tym bardziej, że nie są to na ogół zawodowcy a w dodatku nie grzeszą przesadną inteligencją. A jednak ich skecze rozgrywają się na oczach milionów i potrafią rozbawić do łez. Stykamy się z nimi na co dzień. Postanowiłem wybrać i opisać trzy udane skecze, które miały premierę w ostatnim czasie.

Skecz nr 1: Nikodem Dyzma

Bohater najsłynniejszej powieści Tadeusza Dołęga Mostowicza – Nikodem Dyzma – był klepiącym biedę bezrobotnym. Wskutek zbiegu okoliczności zrobił błyskawiczną karierę w polityce i stał się ulubieńcem kobiet z wyższych sfer. U podłoża jego kariery legł zasłyszany przez niego i we właściwym momencie powtórzony pomysł, żeby w okresie głębokiej dekoniunktury na zboże, rząd skupował od rolników nadmiar zboża, płacąc im nie gotówką, lecz obligacjami. Po nadejściu koniunktury zboże miało być sprzedane z zyskiem. Operacja miała nie tylko uratować rolników przed plajtą, ale w dodatku przynieść zyski budżetowi. Jak łatwo się domyślić pomysł nie wypalił, ale przyniósł sławę i poważanie Nikodemowi Dyzmie. Ostatnio pomysł ten postanowiła wykorzystać pani premier Beata Szydło w przygotowanym przez siebie błyskotliwym skeczu. W dniu Świętej Barbary – patronki górników – ogłosiła, że w związku z trwającą głęboką dekoniunkturą na węgiel, rząd uratuje od plajty spółki górnicze, skupując nadmiar węgla znajdujący się na hałdach. Żeby wprowadzić do skeczu element zaskoczenia i nie narazić się na zarzut plagiatu, zapowiedziała, że płacić będzie nie obligacjami lecz żywą gotówką, której powinno starczyć nie tylko na barbórkowe premie, ale także na pensje, przez kolejne trzy miesiące. Trzeba przyznać, że tak śmiesznego skeczu nie wymyślił żaden kabaret prze ostatnie 10 lat, więc słowa uznania dla autorki napływają zewsząd.

Skecz nr 2: Atak na NATO

Po mianowaniu Antoniego Maciarewicza na Ministra Obrony Narodowej, krążył dowcip o pierwszej jego decyzji: wypowiedzeniu wojny Rosji. Jednak skecze łatwo przewidywalne są zwykle mało śmieszne. Dlatego minister Maciarewicz sięgnął po coś bardziej zaskakującego: zaatakował NATO. No może nie całe NATO, ale w każdym razie jedną z jego instytucji, w dodatku tajną. Pod osłoną nocy, wysłani przez ministra funkcjonariusze gładko sforsowali pierwsze przeszkody, ale dalej natknęli się na drzwi zamknięte na klucz. To już nie były przelewki, więc wezwali na pomoc Żandarmerię Wojskową. Przybyli na miejsce żołnierze żandarmerii stwierdzili jednak, że atak na NATO wykracza poza ich kompetencje i wycofali się na z góry upatrzone pozycje. Następnego dnia sprawę załatwiono dość banalnie, tzn. poproszono dowódcę natowskiej instytucji o klucze i bez przeszkód można było wejść do pomieszczeń. Nie zmienia to jednak faktu, że skecz Maciarewicza przejdzie do historii polskiego kabaretu, obok takich numerów jak ‚Sęk’ i ‚Ucz się Jasiu’ kabaretu Dudek, ‚Z tyłu sklepu’ kabaretu Tey, czy ‚Pytania z sali’ kabaretu Salon Niezależnych.

Skecz nr 3: Prezydent wyjaśnia

Po burzliwych obradach Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Większość parlamentarna, która chce rządzić twardą ręką, doszła do wniosku, że musi zlikwidować lub zmarginalizować te instytucje, które mogą jej w takim rządzeniu przeszkadzać. Na początek padło na Trybunał Konstytucyjny. Nie można go było zlikwidować ze względu na umocowanie w konstytucji, zatem wprowadzono ustawę, która go skutecznie paraliżuje. Nowa ustawa jest prawdopodobnie niezgodna z konstytucją, ale mógłby to ewentualnie stwierdzić tylko Trybunał, a nie może bo, nowa ustawa mu na to nie pozwala (w uproszczeniu, bo w rzeczywistości jest to nieco bardziej skomplikowane). To co napisałem powyżej to twarda walka polityczna, ale jeszcze nie kabaret. Ale oto wkracza prezydent z doskonale przygotowanym i odegranym skeczem. Najpierw budowane jest napięcie: prezydent się waha, czy podpisać ustawę. Do mediów przeciekają sprzeczne informacje, wszyscy czekają. Następnie prezydent podpisuje ustawę, a rząd kieruje ją do publikacji. Gdyby w tym miejscu skecz się kończył, byłby nudny i mało śmieszny. Dlatego prezydent pisze zakończenie, które jest kabaretowym majstersztykiem i rozśmiesza do łez. Mianowicie wydaje komunikat. A w komunikacie informuje społeczeństwo, że właśnie podpisał ustawę, która… wzmacnia Trybunał Konstytucyjny (śmiech, oklaski). Jak by powiedział Jacek Kleyff: ‚jaja nie do wytrzymania’! Ale to jeszcze nie koniec skeczu. Bo po tym śmiałym stwierdzeniu prezydent apeluje do polityków: ‚proszę o mówienie prawdy’ (salwy śmiechu, burzliwe oklaski) i dodaje: ‚Wierzę, że ta ustawa przyczyni się do zakończenia sporu wokół TK. Proszę o zakończenie w Sejmie jałowych sporów. (…) Proszę o merytoryczną dyskusję i rozwagę’ (owacja na stojąco).

Tags:

4 komentarze

  1. LadyM. 30/12/2015
    • Marcus L. Lucullus 31/12/2015
      • Jan Adamski 31/12/2015
  2. Michał 12/01/2016

Zostaw komentarz