Przygnębiająca diagnoza sytuacji w Szwecji

Portal euroislam.pl opublikował wywiad z Joanną Teglund, Polką od 1981 mieszkającą w Szwecji, która pracuje w szwedzkim urzędzie imigracyjnym od 12 lat. Wywiad przeprowadził Grzegorz Lindenberg. Obraz jaki wyłania się z opowieści pani Joanny jest przerażający i skrajnie odmienny od politycznie poprawnych doniesień oficjalnych. W głównej mierze jest poświęcony problemom imigrantów, ale w niektórych fragmentach wykracza poza nie, przynosząc wiele ciekawych spostrzeżeń na temat współczesnej Szwecji i współczesnych Szwedów. Zachęcam do przeczytania całego wywiadu. Jest bardzo obszerny, ale też bardzo pouczający. Poniżej przedstawiam wybrane przeze mnie fragmenty.

W Szwecji od wielu tygodni rejestruje się dziennie ponad tysiąc imigrantów. Policja twierdzi, że drugie tyle przybywa, ale się nie rejestruje. Nikt nie wie kim ci ludzie są i dlaczego nie chcą się rejestrować. Podobno część z nich jedzie przez Szwecję do Finlandii i Norwegii. Jeśli napływ imigrantów utrzyma się na obecnym poziomie, do Szwecji napłynie w przyszłym roku ponad 700 tys. imigrantów. W ostatnim tygodniu do Szwecji przybyło ich ponad 10 tys., z czego 26,6% podało, że jest z Syrii. Szwecja od kilku tygodni już nie ma gdzie lokować przybywających imigrantów. Pełne są schroniska młodzieżowe, hotele, pensjonaty. Umieszcza się ich w salach gimnastycznych, namiotach, korytarzach biur Agencji Migracyjnej. IKEA nie nadąża ze sprowadzaniem materacy do spania. Policzono, że od września do 10 października przyjechało ponad 40 tys. imigrantów, którzy się nie zarejestrowali, od tego czasu nie publikuje się danych. Poza tym jest ogromna liczba imigrantów, którzy po odmowie azylu pozostali w Szwecji, ponad 10 tys. rocznie przez ostatnie lata, w zeszłym roku 12 tys. osób. W praktyce tym ludziom pozwala się zostawać i ich dzieci mogą chodzić do szkoły, a oni mają prawo do korzystania z opieki zdrowotnej. Nie są wydalani, bo nie ma przyzwolenia społecznego, żeby ich wydalać. Poza tym nie bardzo kto ma ich wydalać.

Do tej pory szwedzkie media ukrywały wszelkie problemy związane z imigracją. Wszyscy ci, którzy próbowali opisać rzeczywistość byli skutecznie zastraszani i uciszani inwektywami w rodzaju rasista i nazista. Przez dziesiątki lat jedynym słusznym poglądem było twierdzenie, że imigracja wzbogaca Szwecję. Każdy reportaż w mediach publicznych, czyli liberalno-lewicowych kończył się stwierdzeniem, że imigracja wzbogaca Szwecję. To było jak mantra, powtarzana kilka razy dziennie zamiast pacierza.

W tej chwili dużo się mówi o kosztach tak zwanych samotnie przybyłych małoletnich uchodźców, których utrzymanie kosztuje państwo szwedzkie około 1 miliona koron rocznie (460 tys. zł). Przewiduje się, że w tym roku przybędzie ich około 30 tys. To bardzo ciekawe zjawisko, bo większość tych tak zwanych dzieci, to osoby dorosłe podające się za małoletnich. Dzienniki publikują reportaże o życiu tych dzieci, ze zdjęciami na których większość wygląda na pełnoletnie, a część na osoby ponad trzydziestoletnie. Lekarze szwedzcy odmawiają weryfikacji ich wieku. Policja, która ma bliski kontakt z tą grupą alarmuje, że w wielu przypadkach są to osoby bezdomne z krajów pozaeuropejskich, od lat przebywające nielegalnie w innych krajach Europy, często z kryminalną przeszłością. Wśród nich dużą grupę stanowią obywatele Maroka od wielu lat nielegalnie przebywający w Hiszpanii. Szwecja jest dla nich magnesem, jako że nie żąda żadnych dokumentów i zapewnia pobyt w warunkach, z ich perspektywy, luksusowych. Jako “dzieci” mają też dużo większe szanse na otrzymanie pozwolenia na pobyt stały, a jeśli im się nie uda, to ryzyko wydalenia jest minimalne, jako że nie jest znana ich tożsamość, a często też kraj ich pochodzenia.

Jeszcze 15 lat temu w Szwecji nie było problemu z dostaniem mieszkania. Szwedzi przeprowadzali się do willi, a do bloków na ich miejsce wprowadzali się nowo przybyli cudzoziemcy. To spowodowało, że blokowiska powoli stawały się gettami, enklawami etnicznymi. Mieszkający tam ludzie mają małe szanse na kontakt ze społeczeństwem szwedzkim. W tych gettach narastają problemy społeczne, pogarsza się sytuacja w szkolnictwie, szerzy się przestępczość, a w ciągu ostatnich lat zauważa się też wzrost radykalizacji wśród ludności muzułmańskiej, szczególnie drugiego pokolenia, które nie widzi perspektyw na przyszłość. W miastach istnieją strefy kontrolowane przez gangi przestępcze organizowane na zasadzie wspólnoty etnicznej. W niektórych strefach jest szariat, głównie w Malmö, gdzie jest coraz większa enklawa muzułmańska. Ale mogą to też być gangi z krajów bałkańskich albo innych. W Szwecji dyskutuje się, jak te strefy nazywać, najczęściej “no-go zones”, ale nie ma dyskusji co z tymi strefami zrobić, bo to zbyt trudny temat. Szwecja jest na pierwszym miejscu wśród krajów Unii, jeśli chodzi o liczbę zgłoszonych gwałtów. W zeszłym roku zgłoszono 20.300 przestępstw na tle seksualnym, z czego 6.294 gwałtów. W porównaniu z rokiem 1975, kiedy Szwecja oficjalnie stała się krajem wielokulturowym, liczba gwałtów wzrosła piętnastokrotnie. Wykrywalność gwałtów w zeszłym roku wynosiła 20% (dla porównania w Polsce 78,2%). Obecnie nie prowadzi się statystyk co do pochodzenia sprawców, ale statystyki z 2005 roku wskazują, że wśród sprawców było pięć razy więcej osób urodzonych poza Szwecją, niż w Szwecji. Według statystyk duńskich z 2010, cudzoziemcy stanowili ponad połowę skazanych za gwałty.

Po otrzymaniu azylu imigranci przez dwa lata są objęci specjalnym programem, w czasie którego uczą się języka i mają kontakt z Biurem Pośrednictwa Pracy, które pomaga im znaleźć odpowiednią pracę. Jeśli nie uda im się znaleźć pracy, to otrzymują pomoc od państwa na tych samych warunkach co Szwedzi, czyli dostają tak zwany zasiłek socjalny. Zasiłek socjalny wygląda tak, że płaci im się za mieszkanie, prąd i dostają pewną kwotę na utrzymanie, inną dla dorosłych i inną dla dzieci. Mają też możliwość ubiegania się o dodatkowe zapomogi, zależnie od gminy. Jeśli przyjedzie samotna kobieta z trójką dzieci to ona dostanie na rękę około 22 tys. koron (10 tys. zł). Gdyby poszła do pracy i zaczęła pracować jako nauczycielka, policjantka albo pielęgniarka, to po zapłaceniu podatku dostałaby mniej na rękę. Dla Szwedów, którzy mają bardzo silny etos pracy – dla nich praca to jest życie – jest jasne, że w takiej sytuacji idą do pracy. Dla kobiety, która przybywa z innej kultury, gdzie kobiety zajmują się domem i dziećmi, pójście do pracy nie ma sensu.

W Szwecji jest cały tak zwany przemysł imigracyjny, który zatrudnia dziesiątki tysięcy osób. To są firmy, które zarabiają miliardy dzięki temu, że ten sektor nie jest kontrolowany. Kontrola przez wiele lat była niemożliwa, bo dziennikarze musieli mówić dobrze o uchodźcach. Był to taki “ciemny obszar”, gdzie dziennikarze mogli wejść, ale jak wchodzili, to się okazywało, że to jest sprzeczne z tym, o czym mogą pisać, więc tego tematu unikali. Są szkoły, gdzie w ogóle nie ma Szwedów. Dzieci w klasie mówią po arabsku. Już w tej chwili spotyka się dorosłe osoby, które są urodzone w Szwecji i bardzo słabo mówią po szwedzku, z bardzo silnym arabskim akcentem. Te osoby nigdy nie wejdą do społeczeństwa, dla nich społeczeństwo szwedzkie jest zamknięte. Ekonomista Jan Ekberg w 2009 roku obliczył dla ministerstwa finansów, że współczynnik aktywności zawodowej imigrantów musi przekroczyć 72 procenty, aby imigracja zaczęła się opłacać. Dotychczas żadna grupa uchodźców nie zdołała osiągnąć tego współczynnika, który dzisiaj wynosi 58 procent i długo się już na takim poziomie utrzymuje.

Ja przez bardzo długi okres byłam tak samo naiwna jak Szwedzi. Kiedy zaczęłam pracować w Agencji Imigracyjnej to bardzo wierzyłam w to, co tam robimy. Ale jakieś 10 lat temu do Szwecji dotarła duża fala imigrantów z Iraku. I zostałam odkomenderowana do robienia z nimi wywiadów. To było bardzo trudne doświadczenie. Pamiętam dzień, kiedy robiłam wywiad z mężczyzną, który mi opowiedział bardzo tragiczną i bolesną historię. Opowiadał tak, że byłam stuprocentowo pewna, że mówi prawdę. Jego historia spełniała wszelkie warunki konieczne do otrzymania azylu. Ja nie jestem osobą naiwną, podchodzę do wszystkiego bardzo krytycznie. Pamiętam, jak bardzo byłam poruszona tą historią, bo te wszystkie historie, które się słyszy, one zostają w człowieku. I tydzień później pewna kobieta opowiedziała mi taką samą historię, tak samo nieprawdopodobną, z takimi samymi szczegółami. Płakała w tych samych momentach, używała tych samych sformułowań. Dla mnie to był szok. Ja dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to wszystko, co my robimy, to robimy na niby. Że udajemy. Że nie sposób jest dojść prawdy.

W Szwecji mówi się o kryzysie polityki migracyjnej, ale dla mnie to jest kryzys całego społeczeństwa, narodu, który w pościgu za nowoczesnością, w pogoni za dobrami materialnymi, utracił wszystko to, co ważne, wszystko to, co stanowi o naszym człowieczeństwie. Dzisiejszy Szwed to człowiek słaby i samotny. Bez tożsamości, nie mający oparcia w rodzinie, religii, historii, nie mający korzeni. Jest jak liść na wietrze, który leci tam, gdzie wiatr powieje. Fascynujące jest to, że w chwili obecnej, kiedy kraj jest na krawędzi upadku, Szwedzi zamiast wymagać od władzy odpowiedzialności i zdecydowania, zajęci są tłumaczeniem, dlaczego biedny premier nie może nic zrobić. Premier Löfven, adoptowany sierota, z wykształcenia spawacz, nie grzeszący urodą, nie umiejący się dobrze wysłowić, wzbudza jedynie litość. A Szwedzi uwielbiają się litować. W tej chwili jesteśmy świadkami największego kryzysu państwa szwedzkiego w historii. Sytuacja zmienia się dramatycznie z godziny na godzinę, a rząd wydaje się być całkowicie sparaliżowany. Nie widzę politycznej nadziei na zmianę, bo politycy i media są całkowicie odgrodzeni od rzeczywistości. Oni żyją w swoim świecie.

6 komentarzy

  1. Marek Adamski 02/12/2015
  2. Kewin 02/12/2015
    • Jan Adamski 02/12/2015
      • Emilia 04/12/2015
  3. Łukasz T. 02/12/2015
  4. Franciszek 05/12/2015

Zostaw komentarz