Znaki zapytania

Tytułowe znaki zapytania to zastanawianie się, które ptaki odwiedzą mnie tej zimy. Na razie pogoda jest taka, że ptaki bez trudu znajdują pożywienie. Gdy spadnie śnieg i chwycą mrozy (czy to w ogóle nastąpi?), z dostępem do pożywienia będzie trudniej i ptaki będą go szukać w karmnikach. Na razie odwiedza mnie ogromna liczba bogatek i modraszek, dwie sosnówki, kilka par sójek i wielka czereda sierpówek. Regularnie wpadają dwa dzięcioły duże, mazurki i dzwońce. Od czasu do czasu pojawiają się też wróble. A na co liczę? Przede wszystkim chciałbym, żeby pojawił się mój ulubieniec – rudzik. Przez ostatnie kilka lat bywał każdej zimy. Z rudzikiem jest taka sytuacja, że nie toleruje on w swoim rewirze, innego przedstawiciela swojego gatunku. Więc jeśli się pojawia, to jest to jeden osobnik, a nie wiele różnych, jak to ma miejsce w przypadku np. sikorek lub mazurków.

Z całą pewnością powinny pojawić się grubodzioby. Są każdej zimy, więc i tym razem nie powinny zawieść. To bardzo piękne ptaki, a przy tym bardzo ostrożne. Potrafią przez kilka dni obserwować teren z oddalenia, zanim się w końcu zdecydują na skorzystanie z karmnika. Ale jak się już przyzwyczają to całymi dniami przesiadują na drzewie w pobliżu i od czasu do czasu, wlatują do karmnika. Bardzo lubią pestki czereśni, które bez trudu rozłupują swoim potężnym dziobem, ale przeważnie muszą się zadowolić ziarnami słonecznika, bo używanie pestek jako pokarmu jest kłopotliwe: łupiny zaśmiecają cały teren.

Kilka kolejnych sezonów spędzał ze mną samiec kapturki, ale ostatniej zimy go nie było. Czy w tym roku pojawi się ponownie? Z kapturkami jest ciekawa sprawa, bowiem w zasadzie nie zimują one w miejscu gniazdowania, odlatując do północnej Afryki. Ale coraz liczniejsze osobniki decydują się na pozostanie. Obserwowałem moją kapturkę w czasie mrozów dochodzących do minus 20°C. Całkiem dobrze je znosiła. Stroszyła piórka  zamieniając się w małą kuleczkę. No ale miała łatwy dostęp do wysokoenergetycznego pokarmu, czyli ziaren słonecznika oraz pokarmu dla dzięcioła, czyli smalcu wymieszanego z mielonymi orzechami.

Kilka lat temu odwiedziło mnie stado jemiołuszek. Na działce sąsiadów była jabłoń, z której nie zerwano owoców. I nagle, zjawiło się kilkanaście jemiołuszek, które zabrały się za konsumowanie jabłek. Zajęło im to dwa dni, po czym zniknęły. Od tamtego czasu wystawiam na zimę sztuczną jabłoń obwieszoną jabłkami, ale jemiołuszek jak nie było, tak nie ma. Jabłka ze sztucznej jabłoni konsumują natomiast sójki, modraszki, kosy, kwiczoły i szpaki. Przez sezon – jakieś 40 kg jabłek. Ale ja ciągle czekam na jemiołuszki. Moje zdjęcia jemiołuszek są marnej jakości, więc musiałem sięgnąć do zdjęć innych autorów. Poniższe zdjęcia są kolejno autorstwa: Piotra Kendzierskiego, Artura Stankiewicza i Grzecha Łukasika.

Ostatni, największy znak zapytania stawiam przy dzięciołku. W lecie i jesienią kilka razy zaobserwowałem tego ptaka w bezpośrednim sąsiedztwie mojego ogródka. A ponieważ dzięciołki mają stałe rewiry i żyją w stałych parach, więc dwa osobniki muszą być gdzieś w pobliżu. Czy się skuszą na mielone orzechy ze smalcem? Dzięcioł duży oraz białoszyi bardzo sobie cenią ten pokarm. Nie udało mi się zrobić zdjęcia dzięciołka. Więc znów sięgnąłem do zdjęć innych autorów. Poniższe zdjęcia zrobili: Łukasz Dobkowski, Dawid Cząstkiewicz i Marcin Witczak. Na dwóch pierwszych widzimy samca, a na trzecim – samicę dzięciołka.

Tags:

Zostaw komentarz