Jak pan sypia, panie Miller?

Ważnym tematem polityki europejskiej jest od lat, kwestia gazociągów łączących rosyjskie złoża z odbiorcami w Niemczech. Gazociągów układanych na dnie Bałtyku, na terenach poza bezpośrednią jurysdykcją państw trzecich. Takie strategiczne powiązanie Rosji i Niemiec nie leży w interesie Polski. Dla Polski byłoby najlepiej gdyby relacje Rosji i Niemiec były złe lub nawet wrogie, zaś Polska utrzymywała z obydwoma krajami poprawne stosunki. Taki idealny model jest prawie niemożliwy do osiągnięcia, ale jest wiele wariantów pośrednich aż do najgorszego z możliwych, czyli Rosja i Niemcy zaprzyjaźnione i powiązane licznymi więzami gospodarczymi, a Polska wrogo nastawiona do obydwu. Niestety jesteśmy coraz bliżej takiego właśnie modelu. W każdym razie Polska była przeciwna budowie gazociągu Nord Stream i obecnie jest przeciwna projektowi gazociągu Nord Stream II. Jednak sprzeciw Polski nie ma właściwie żadnego praktycznego znaczenia. Jedynie na użytek wewnątrzpolskiej propagandy, rząd może sobie trochę popotrząsać szabelką wydając przy tym różne buńczuczne okrzyki. Obecny rząd PiS będzie to robił zapewne dobitniej niż rząd PO-PSL, ale skutek będzie dokładnie taki sam: żaden.

Gdy mówi się dzisiaj o gazociągach Nord Stream i ich politycznym znaczeniu, zupełnie zapomina się o tym, że był taki moment gdy Polska mogła – bardzo skutecznie i raz na zawsze – wyeliminować możliwość ich budowy. Na własne życzenie z tego zrezygnowała, a odpowiedzialność za to ponosi rząd, którym kierował Leszek Miller. To on osobiście przyczynił się do tego, że dziś mamy strategiczny problem gazociągów Nord Stream. Czy zrobił to z głupoty, czy z wyrachowania? Tego się prawdopodobnie nigdy nie dowiemy. Możemy, co najwyżej zapytać go, jak mu się żyje ze świadomością szkód, jakie wyrządził własnemu krajowi: jak pan sypia, panie Miller?

Po tym wstępie, pewnie każdy zadaje sobie pytanie w jaki to sposób Polska mogła uniemożliwić Rosjanom i Niemcom wybudowanie gazociągu po dnie Bałtyku. Otóż mało tego, że mogła to zrobić w sposób dość prosty, to w dodatku decyzje były już podjęte a wstępne umowy podpisane. Trzeba było je tylko zrealizować. Ale funkcję premiera objął wówczas Leszek Miller i decyzje cofnął, a umowy rozwiązał. A tym co miało uniemożliwić Rosjanom, po wsze czasy, wybudowanie gazociągu do Niemiec po dnie Bałtyku, była budowa gazociągu z Norwegii do Polski. Trzeba bowiem wiedzieć, że międzynarodowe prawo morskie stwarza tyle ograniczeń w krzyżowaniu się podmorskich gazociągów, że praktycznie je uniemożliwia. Wybudowanie gazociągu z Norwegii do Polski stworzyłoby barierę nie do pokonania, dla przyszłych projektów gazociągu rosyjskiego.

W 2001 roku Rząd Jerzego Buzka dążył do uniezależnienia się od jednego dostawcy gazu – Rosji. Została wynegocjowana i zawarta umowa z Norwegią o długoletniej współpracy gazowej, a w jej następstwie, na początku września 2001 r. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz pięć norweskich firm podpisało umowę na dostawę 74 mld metrów sześciennych gazu ziemnego z Norwegii do Polski w latach 2008-2024. Miał powstać gazociąg Skanled łączący złoża norweskie ze Szwecją, a dalej Baltic Pipe ułożony po dnie Bałtyku do miejscowości Niechorze. To nie był projekt ani łatwy, ani tani. Był jednak projektem wizjonerskim, który przede wszystkim miał na względzie długofalowe strategiczne interesy Polski.

W owym czasie nie było jeszcze pomysłu na gazociąg Nord Stream. Ale na wieść o polskich sukcesach w negocjacjach z Norwegami, Rosja przystąpiła do zmasowanego ataku lobbingowego. Główną osią tego ataku było wskazywanie nieracjonalności ekonomicznej planowanego przedsięwzięcia (gaz z Norwegii rzeczywiście miał być drogi, z drugiej jednak strony nie aż tak drogi jak później gaz z Kataru). Przeciwstawiano mu ideę tańszego gazu z Rosji. I wtedy po raz pierwszy pojawiła się idea gazociągu z Rosji ułożonego na dnie Bałtyku i zaopatrującego Europę (w tym także Polskę – tak to wtedy przedstawiano) w tani gaz. Ideę tę poparł zdecydowanie, ówczesny kanclerz Niemiec – Gerhard Schröder. Jesienią 2001 roku wybory parlamentarne w Polsce wygrała koalicja SLD-UP. Wspólnie z PSL utworzyła ona rząd, na czele którego stanął Leszek Miller. Jedną z najważniejszych (a na pewno najbardziej brzemiennych w skutki) decyzji nowego rządu było wycofanie się z projektu gazociągu z Norwegii. Głównym argumentem rządu była nieracjonalność ekonomiczna planowanego przedsięwzięcia, wzmocniona dodatkowo faktem, że Rosjanie udzielili niespodziewanie znacznych zniżek cen swojego gazu. W ten idiotyczny sposób Polska zaprzepaściła swoją wielką strategiczną szansę, a polski rząd podjął decyzję sprzeczną z interesem Polski, za to zgodną z interesem Rosji.

3 komentarze

  1. Marcus L. Lucullus 11/01/2016
  2. LT 11/01/2016
  3. lolo 11/01/2016

Zostaw komentarz