Księga zdziwień odc.26

Premier Wielkiej Brytanii dogadał się z szefami innych państw Unii Europejskiej i będzie rekomendował Brytyjczykom głosowanie za pozostaniem Wielkiej Brytanii w jej strukturach. No to ja czegoś tu nie rozumiem. Wielka Brytania była zawsze krytycznie nastawiona do funkcjonowania UE w takiej formie, w jakiej została ona ukształtowana. Nadmiar regulacji, wszechwładza urzędników, wydawanie wielkich pieniędzy na programy, które hamują rozwój (wspólna polityka rolna, polityka klimatyczna), prymat ideologii (socjalistycznej) nad patrzeniem pragmatycznym, etatyzm i klientelizm i wreszcie korupcja – zarówno ta tradycyjna, jak i polityczna (czyli wielkie apanaże i hojne emerytury dla urzędników i parlamentarzystów) – to wszystko wytykali kolejni brytyjscy premierzy, chociaż jedni dobitnie (Thatcher) a inni cichutko (Blair). W każdym razie Wielka Brytania domagała się zreformowania Unii, grożąc jej opuszczeniem, gdyby do reform nie doszło.

I co? I nic. O żadnych reformach nie ma mowy, a nawet nie były one przedmiotem negocjacji. Cameron załatwił kilka drobnych interesików dla Wielkiej Brytanii, które będą miały niewątpliwie pozytywny skutek dla jej budżetu, ale na poziomie w okolicach jednego procentu. I to ma być ta wielka reforma, która wpłynie na postrzeganie Unii przez jedyny kraj, który jest nieco mniej zainfekowany socjalizmem niż pozostałe? Cameron sprzedał piękne ideały za garść euro, które i tak zostaną zmarnowane na walkę ze smogiem świetlnym albo z dwutlenkiem węgla. Gdzie się podziali wielcy mężowie stanu, którzy mają wizję sięgającą dekad a nawet stuleci? Dokąd będzie zmierzać Europa pod przywództwem drobnych geszefciarzy, dla których jedynym celem jest dobre ustawienie się?

Znikąd nadziei.

4 komentarze

  1. Janek 21/02/2016
    • Jan Adamski 21/02/2016
  2. Nebelwerfer 21/02/2016
    • Jan Adamski 21/02/2016

Zostaw komentarz