Śledztwa trałowe

Za czasów Pierwszego Ziobry popularne stały się tzw. śledztwa trałowe. Muszę tu wyjaśnić, że w państwie, w którym przestrzegane jest prawo, śledztwo jest wszczynane wtedy, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Śledztwo może się toczyć ‚w sprawie’, albo ‚przeciwko’ określonej osobie/osobom i wtedy ta osoba/osoby ma postawione zarzuty i jest podejrzanym. Wbrew pozorom status podejrzanego daje pewne przywileje, bowiem podejrzany może zatajać dowolne informacje, a także – w swojej obronie – może kłamać. Status świadka (gdy śledztwo toczy się w sprawie) nie daje takich przywilejów; świadek ma obowiązek ujawnić wszystkie posiadane informacje i musi mówić prawdę. Składanie fałszywych zeznań jest karalne. Śledztwa trałowe tym się charakteryzują, że nie toczą się w żadnej sprawie i są oczywiście nielegalne. Dlatego żaden prokurator nie przyzna się, że prowadzi śledztwo trałowe. Zawsze da się wymyślić jakiś pretekst, który np. umożliwi podsłuchiwanie lub przeszukanie. Jeśli w toku takich nielegalnych czynności uda się pozyskać jakiś dokument, albo podsłuchać jakąś rozmowę, które naprowadzą na rzeczywiste przestępstwo, to można rozpocząć śledztwo całkiem oficjalne i zgodne z prawem. I wtedy wcześniejsze nielegalne działania daje się zakamuflować. Trudniej jest, gdy śledztwo trałowe nie przyniesie żadnych efektów (tak się dzieje bardzo często). Ale i na to jest rada. Stawia się jakiemuś delikwentowi, który akurat się nawinie, byle jaki zarzut. Zarzut może być całkowicie absurdalny, bowiem wcale nie chodzi o to, żeby delikwentowi udowodnić przestępstwo i doprowadzić do jego skazania. Chodzi albo o zakamuflowanie wcześniejszego śledztwa trałowego, albo o uzyskanie efektu propagandowego. Np. zwołuje się konferencję prasową i informuje o ciężkich zarzutach ciążących na polityku partii opozycyjnej. Szczegółów oczywiście nie można podać (z uwagi na dobro śledztwa) wiadomo tylko, że zarzut jest na podstawie artykułu takiego, a takiego, Kodeksu karnego i czyn jest zagrożony karą do 10 lat więzienia. Wygodnymi, bo mało konkretnymi, zarzutami są: pranie brudnych pieniędzy, działanie na szkodę spółki lub tzw. niekorzystne rozporządzenie mieniem. W czasach PRL-u takimi zarzutami bywały jeszcze: działanie na szkodę PRL lub dążenie do obalenia ustroju siłą.

Kiedy już zostanie osiągnięty efekt propagandowy, to właściwie jest po sprawie. Śledztwo niby się toczy, ale nic nowego się w nim nie pojawia. Po dwóch, trzech latach albo jest umarzane (w międzyczasie podejrzany polityk dawno przestał być politykiem, więc sprawą nikt się nie interesuje), albo jest formułowany akt oskarżenia, który trafia do sądu. To, że w akcie oskarżenia są zarzuty absurdalne lub sprzeczne nawzajem ze sobą, nie ma najmniejszego znaczenia – procedura tak czy inaczej musi się toczyć. Jej ‚toczenie się’ polega na tym, że czeka rok lub dwa na wejście na wokandę, a następnie zaczyna się rozprawa, której istotnym elementem są przesłuchania świadków. Sprytny prokurator zgłasza do przesłuchania co najmniej 20 świadków, dobrze jeśli kilku z nich mieszka za granicą. Wtedy jest gwarancja, że rozprawa potrwa lika lat. I po tych kilku latach sąd wydaje wyrok uniewinniający. Prokuratura czasami na tym etapie odpuszcza, a czasami składa apelację, która przedłuża sprawę o kolejny rok. Niekiedy może ją jednak przedłużyć znacznie bardziej, gdy sąd wyższej instancji skieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia.

To wszystko, co powyżej opisałem zdarza się właściwie bez względu na to, jaka ekipa jest aktualnie u władzy. Jednak swoje apogeum miało w czasach Pierwszego Ziobry. Takim typowym śledztwem trałowym była tzw. afera węglowa. Samobójczą śmierć poniosła wówczas Barbara Blida, która została wytypowana na główną osobę dramatu. To było wiele lat temu i sprawa dawno się skończyła. Jak łatwo się domyślić, w jej wyniku, nikt nie został skazany. Jak jeszcze łatwiej się domyślić, ani minister który zarządził całą hucpę, ani żaden z prokuratorów prowadzących lub współprowadzących sprawę, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Przypominam o tym wszystkim dlatego, bowiem nastał czas Drugiego Ziobry i powoli zaczyna się powtórka z historii. Wszystko wskazuje na to, że obecnie furorę zrobią tzw. przeszukania trałowe. Przeszukanie (zwane potocznie rewizją) jest jednym z elementów śledztwa. Przeszukanie może zarządzić prokurator prowadzący śledztwo, a wykonują je funkcjonariusze służb. Gdy toczy się prawdziwe śledztwo, w prawdziwej sprawie, to przeszukanie może przynieść istotne dla śledztwa informacje. Np. w jego trakcie, może zostać odnalezione narzędzie zbrodni. Natomiast przeszukanie trałowe to takie, gdy w jego efekcie konfiskuje się najróżniejsze dokumenty i sprawdza, czy uda się z nich wyciągnąć jakieś haki. Jak się nie uda, to sprawę się wycisza, skonfiskowane dokumenty zwraca i na tym koniec. A jak się uda, to jest wielki sukces prokuratury. Nie muszę chyba dodawać, że przeszukania trałowe są nielegalne.

Przedwczoraj w Interia.pl przeczytałem informację o konferencji prasowej szefa Instytutu Pamięci Narodowej, na której próbował on przekonywać, że przeszukanie w domu wdowy po generale Jaruzelskim nie było przeszukaniem trałowym, lecz wynikało ze śledztwa prowadzonego w IPN od ‚jakiegoś czasu’. Oto słowa szefa IPN: ‚W toku śledztwa, które toczy się od jakiegoś czasu, prokuratorzy zdobyli wystarczające informacje do tego, aby podjąć decyzję o dokonaniu przeszukania i w konsekwencji zabezpieczeniu materiałów’. Czytając to zdanie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że szef IPN głównie próbował przekonać samego siebie (że IPN nie popełnia przestępstwa nielegalnego przeszukania trałowego), a dopiero w dalszej kolejności dziennikarzy i opinię publiczną. Dodał też, że  dokumenty Wojciecha Jaruzelskiego zostaną teraz poddane procesowym oględzinom przeprowadzonym przez prokuratora IPN z udziałem specjalistów-archiwistów, a także że: ‚W tej chwili trwają jeszcze oględziny materiałów zabezpieczonych w mieszkaniu Czesława Kiszczaka, więc zapewne będziemy się starali, by te czynności mogły być prowadzone równolegle’. Jeśli jakieś haki uda się wyciągnąć z całej sprawy, to opinia publiczna zostanie poinformowana. Z przeszukania trałowego w domu wdowy po generale Kiszczaku już udało się wyciągnąć dwa haki o dużym znaczeniu propagandowym, a to zapewne jeszcze nie koniec.

3 komentarze

  1. Mad 03/03/2016
    • Jan Adamski 03/03/2016
  2. taxus 03/03/2016

Zostaw komentarz