Targ dobity!

Wczoraj (11 marca 2016 r.) minął termin zgłaszania kandydatów na szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Rząd polski zgłosił kandydaturę Marka Belki – prezesa NBP, którego kadencja kończy się w czerwcu tego roku. Z kolei kadencja prezesa EBOR zaczyna się w lipcu. Jak to się stało, że PiS który jest głęboko nieufny wobec wszystkich spoza swojego ścisłego zakonu, poparł człowieka z zupełnie innej opcji politycznej? Zadecydowały dwa elementy: delikatny nacisk ze strony Departamentu Stanu USA oraz targ dobity z Markiem Belką.

Bardzo ciekawie przedstawia się sprawa targu, który w imieniu polskiego rządu, dobijał wicepremier Mateusz Morawiecki. Bowiem zażądał on od Marka Belki rzeczy pozornie bardzo błahej. Chodziło o to, żeby prezes BBP przeforsował uchwałę Rady Polityki Pieniężnej popierającą plan autorstwa Morawieckiego zwany Planem na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Mogłoby się wydawać, że poparcie lub nie poparcie jakiegoś rządowego dokumentu przez RPP, nie ma większego znaczenia. W tym przypadku jest inaczej, bowiem rząd, który w swoich decyzjach gospodarczych, przypomina słonia w składzie porcelany, potrzebuje wiarygodnego sygnału, że ma wizję, która doprowadzi Polskę do rozkwitu. Problem w tym, że tzw. plan Morawieckiego w żadnym wypadku nie może być uznany za taką wizję. Jest on bowiem zbiorem pustych frazesów i pobożnych życzeń, w dodatku pozostających w całkowitej sprzeczności z bieżącymi decyzjami podejmowanymi przez rząd. Pisałem o tym więcej we wpisie: Wyzwolenie z pięciu pułapek. Plan spotkał się z ostrą krytyką ze strony poważnych autorytetów ekonomicznych i właściwie nikt nie traktuje go poważnie. Pisząc ‚nikt’ mam na myśli ludzi, którzy cokolwiek rozumieją z mechanizmów gospodarczych i wiedzą, że same zaklęcia to za mało, żeby spowodować przyspieszenie rozwoju. Ale przecież machina propagandowa rządu nie jest skierowana do garstki ludzi, którzy potrafią samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski z otaczającej ich rzeczywistości. Ta machina jest nakierowana na ciemny lud, który nie jest za pan brat z myśleniem, ale za to kieruje się emocjami. Ciemny lud potrzebuje jasnego sygnału: rząd ma świetny plan, który wprowadzony w życie, zapewni powszechny dobrobyt. I uznano, że takim sygnałem będzie komunikat poważnego gremium, jakim jest Rada Polityki Pieniężnej. Przecież kompetencji RPP nikt nie ośmieli się kwestionować.

Jak łatwo się domyślić, Marek Belka przyjął postawiony warunek i targ został dobity. Zwołane zostało posiedzenie Rady (10 marca 2016 r.), na którym wicepremier Morawiecki zaprezentował swój ‚plan’. Niestety okazało się, że RPP to naprawdę poważne gremium i jego członkowie dostrzegli, że przedstawiony im plan to jedna wielka lipa. No i się zaczęło. Dyskusja się przeciągała, a wicepremier musiał odwoływać kolejne zaplanowane spotkania. W końcu Mateusz Morawiecki musiał przyznać, że to co przedstawił, to jest zarys koncepcji, zaś ‚Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju w formie średniookresowej strategii będzie gotowy na przełomie czerwca i lipca’. Ale i tak RPP nie zgodziła się na podjęcie uchwały popierającej plan. Zaś sam wicepremier powiedział po spotkaniu: ‚w trakcie wielogodzinnej dyskusji padło wiele głębokich, makroekonomicznych pytań dotyczących polityki’, co w tłumaczeniu z nowomowy na polski znaczy, że plan został zmiażdżony. Ale nie omieszkał też dodać: ‚Wydaje mi się, że co do wszystkiego osiągnęliśmy konsensus. Rada w pełni zaakceptowała plan’.

Nie sposób nie zadać sobie pytania, czy wobec braku uchwały RPP, Marek Belka wywiązał się z dobitego targu. Rząd najwyraźniej uznał, że tak, skoro następnego dnia po posiedzeniu RPP, zgłosił jego kandydaturę na szefa EBOR.

A ja chciałbym odnotować jeszcze jedną opinię Mateusza Morawieckiego wygłoszoną po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Pan wicepremier był najwyraźniej zdenerwowany, gdyż posługiwał się językiem polskim w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Oto co powiedział (wszystkie cytaty za Bankier.pl): ‚Dług publiczny dziś to ok. 55% PKB. Mamy konstytucyjną granicę, bardzo ważną, 60%. Można sobie powiedzieć, że powyżej 60% będzie bardzo ciężko urosnąć temu długowi. Za bardzo w długu publicznym rosnąć nie możemy’. Pomimo bełkotliwości języka, uważam tę deklarację za niezwykle ważną, a jej tłumaczenie z nowomowy na polski, może brzmieć następująco: ‚Nie da się zrealizować rządowych obietnic bez zadłużenia Polski powyżej konstytucyjnej granicy 60% PKB’. PiS będzie dążył do zmiany konstytucji i zniesienia bariery 60%. Prawdopodobnie zakłada, że zrobi to w następnej kadencji, gdy będzie dysponował większością konstytucyjną. I to miał zapewne na myśli wicepremier Morawiecki, gdy mówił: ‚powyżej 60% będzie bardzo ciężko urosnąć temu długowi’. Będzie ciężko, ale przecież nie takie trudności nasz rząd pokonuje. Dodam jeszcze, że taki rozwój wypadków przewidywałem już ponad pół roku temu we wpisie Wybitny strateg.

Tags:, ,

Zostaw komentarz