Księga zdziwień odc.35

Dziennik.pl opublikował, w dniu 23 kwietnia, artykuł o wystąpieniu wicepremiera Mateusza Morawieckiego podczas IX Pomorskiego Kongresu Obywatelskiego. W artykule cytowane są niektóre fragmenty wystąpienia pana wicepremiera, np. taki: ‚Państwo jest emanacją interesów nas wszystkich i grzechem pierworodnym III RP, który do dziś pokutuje, czy jesteśmy z prawa czy z lewa czy ze środka, jest właśnie brak albo za mała dbałość o państwo. (…) Kongres Obywatelski zawsze starał się dbać o dobro wspólne, którego emanacją na najwyższym poziomie jest dobro wspólne państwa, bo to jest absolutnie podstawowy mechanizm dbałości o swoje interesy’.

Pan Morawiecki ma lewicowe i etatystyczne poglądy, co nie dziwi, wszak jest członkiem lewicowej i etatystycznej partii PiS oraz wicepremierem etatystycznego rządu utworzonego przez tę partię. Natomiast bardzo dziwi utożsamianie przez niego pojęć: ‚dobro wspólne’ i ‚państwo’: przecież są to zupełnie odrębne kategorie, które wprawdzie mogą mieć ze sobą coś wspólnego, ale nie muszą. Państwo PRL z całą pewnością nie było dobrem wspólnym Polaków. Obecne państwo, które jest wrogo nastawione do swoich obywateli, też nie jest żadnym dobrem wspólnym, lecz aparatem przymusu, zarządzanym przez polityków, którzy dbają przede wszystkim o interes własny oraz interes swoich ugrupowań.

W innych częściach swojego wystąpienia, pan wicepremier używa jeszcze innych pojęć, które najwyraźniej też uważa za tożsame z dwoma wyżej wymienionymi: ‚dobro wspólne państwa’ oraz ‚dobro państwa’. Tu już moje zdziwienie sięga zenitu, bowiem autor tych wypowiedzi zupełnie gubi się w swoim słowotoku, nie zastanawiając się nad jego logiką. Przecież sformułowanie ‚dobro wspólne państwa’ nie ma sensu. Państwo to jest organizacja polityczna społeczeństwa, posiadająca suwerenną władzę (według klasycznej definicji Georga Jellinka). Inne definicje mówią np. o organizacji mającej monopol na stanowienie prawa na danym terytorium, albo o aparacie przymusu. Zawsze jednak istotą jest organizacja lub aparat. Jakże może istnieć dobro wspólne organizacji? Może co najwyżej istnieć dobro wspólne kilku organizacji (kilku państw), albo dobro wspólne członków organizacji (obywateli państwa). Ale nie ‚dobro wspólne organizacji/państwa’.

W myśleniu lewicowym, państwo jest najważniejsze, a interes jednostek ma być podporządkowany interesowi państwa (Majakowski: ‚jednostka niczym, jednostka zerem’). W myśleniu prawicowym najważniejsza jest wolność (wolni ludzie mogą, ale nie muszą, zorganizować się w państwo), a państwo ma służyć swoim obywatelom, a nie być ich nadzorcą. W myśleniu lewicowym państwo musi być rozbudowane, żeby zapewnić kontrolę nad wszystkimi obszarami życia, w myśleniu prawicowym/wolnościowym państwa ma być jak najmniej – tylko tyle, żeby zapewnić obywatelom bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne. Między tymi sposobami myślenia jest przepaść nie do przebycia. Mateusz Morawiecki zauważa tę przepaść gdy mówi: ‚Bo jedną z bolączek naszego życia gospodarczego, społecznego i przede wszystkim politycznego jest to, że rzeczywiście powstał potężny „Rów Mariański” między dwoma częściami społeczeństwa i one nie rozmawiają ze sobą’. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że nie do końca rozumie o czym mówi.

Najciekawszy fragment wypowiedzi Mateusza Morawieckiego to doniosłe stwierdzenie: ‚Kapitał oczywiście ma narodowość’. Nie rozwija tej myśli, ale łatwo sobie dopowiedzieć, że kapitał polski jest ‚dobrym kapitałem’ i należy go wspierać, a kapitał niepolski jest ‚złym kapitałem’ i należy z nim walczyć. Szkoda, że nie możemy się dowiedzieć więcej na ten temat, bo niewątpliwie bardzo interesujące jest to, czy każdy niepolski kapitał jest równie zły. Czy np. kapitał amerykański jest równie zły jak niemiecki, czy jednak trochę mniej zły? Że nie wspomnę już o kapitale rosyjskim.

Niepolski kapitał jest panu wicepremierowi bardzo dobrze znany, bo przez wiele lat był przedstawicielem tego kapitału (konkretnie kapitału narodowości hiszpańskiej) w Polsce. Mała część tego kapitału (kilkanaście milionów) przepłynęła zresztą na jego konto w postaci wynagrodzeń. Należy się domyślać, że w momencie przepływu zmieniła narodowość z hiszpańskiej na polską i obecnie jest już dobrym kapitałem. Dla Mateusza Morawieckiego chyba nawet bardzo dobrym.

A czy fakt, że zagraniczny kapitał zatrudniał przez kilka lat, takiego zaprzysięgłego wroga zagranicznego kapitału, troszeczkę nie dziwi?

3 komentarze

  1. Mariusz 25/04/2016
    • Jan Adamski 25/04/2016

Zostaw komentarz