Przepis na robienie wody z mózgu

Na rozpatrzenie przez Komitet Stały Rady Ministrów, oczekuje projekt rozporządzenia w sprawie wykazu firm ‚podlegających ochronie, w ramach ustawy o kontroli niektórych inwestycji’. Pod tymi górnolotnymi sformułowaniami kryje się przyziemna chęć objęcia kontrolą wszystkiego co się da, oraz wzmocnienia kontroli rządu (czytaj: możliwości obsadzania intratnych stanowisk – swoimi ludźmi) nad największymi spółkami. Nawet tymi, w których rząd ma mniejszość akcji. Natomiast informacja na ten temat, przygotowana przez rządowych propagandystów i grzecznie opublikowana przez PAP, jest idealnym przepisem na robienie wody z mózgu ciemnego luda.

Muszę tu wyjaśnić, że oprócz spółek tzw. państwowych (czyli takich, w których skarb państwa ma większość akcji lub udziałów), są też spółki notowane na giełdzie, w których skarb państwa ma udziały mniejszościowe. Jednak ze względu na rozproszenie akcjonariatu, nawet pakiet akcji na poziomie 25 – 30% pozwala na całkowitą kontrolę nad spółką. Jednak istnieje teoretyczna możliwość, że ktoś skupi rozproszone akcje (np. oferując bardzo atrakcyjną cenę) i przejmie kontrolę. Pozbawienie kontroli rządu nad spółką, dajmy na to PKN Orlen, w której skarb państwa ma zaledwie 27,52% akcji, byłoby zapewne korzystne dla rozwoju samej spółki (a więc także dla ogółu obywateli), ale bardzo niekorzystne dla rządu, który straciłby możliwość kierowania swoich zasłużonych funkcjonariuszy, na doskonale płatne posady. Dlatego postanowiono wyeliminować taką możliwość przy pomocy stosownych regulacji prawnych. Już poprzedni rząd PO-PSL, przeforsował ustawę ‚o ochronie strategicznych polskich spółek przed wrogimi przejęciami’. Weszła ona w życie w październiku 2015 roku. Ustawa stanowi, że spółki objęte ową ochroną są wyszczególnione na liście, która może być zmieniana w drodze rozporządzenia. Obecny rząd doszedł do wniosku, że należy rozszerzyć listę i to ma być właśnie treścią rozporządzenia, o którym wspomniałem na wstępie.

Każdy minister, który decyduje o obsadzie stanowisk w spółkach z jakiejś branży, chciałby, żeby jak najwięcej ‚jego’ spółek znalazło się na liście. Bowiem potencjalna utrata możliwości obsadzania stanowisk, jest koszmarnym snem każdego członka rządu. Bez takiej możliwości traci on nie tylko autorytet, ale wręcz rację bytu. Stąd np. propozycje ministra energii (to nowe ministerstwo, które cierpi wyraźnie na niedosyt atrybutów władzy), aby na listę wprowadzić takie spółki ważne dla bezpieczeństwa naszego kraju, jak: Fortum Power and Heat Sp. z o.o., ENGIE Energia Polska S.A., EDF Polska S.A., Tauron Polska Energia S.A. czy PKP Energetyka S.A. I tutaj dochodzimy do istoty sprawy, czyli robienia wody z mózgu ciemnego luda. Bo przecież minister nie może się przyznać, że chodzi mu o władzę, stanowiska i pieniądze. Jemu przecież chodzi o dobro narodu, zagrożonego wszechobecnymi knowaniami ‚obcego kapitału’.  Musi więc wymyślić jakieś efektowne uzasadnienie.

Jedną ze spółek, która ma być dopisana do listy spółek chronionych przed obcymi, jest Grupa Azoty. Więc minister skarbu państwa komunikuje nam, że: ‚Grupa Azoty to jedna z kluczowych europejskich grup z branży chemicznej, obecna w sektorze tworzyw konstrukcyjnych, nawozów azotowych i wieloskładnikowych, a także alkoholi OXO i plastyfikatorów. Ma ona strategiczne znaczenie dla kraju ze względu na bezpieczeństwo żywnościowe, a przede wszystkim bezpieczeństwo energetyczne’. Należy rozumieć z tego, że gdyby alkohole OXO lub plastyfikatory, produkował prywatny przedsiębiorca – a nie państwo polskie – byłoby to strasznym zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywnościowego, więc dopuścić do tego absolutnie nie można. Ale najciekawszy jest dla mnie argument o bezpieczeństwie energetycznym. Teza, że firmy produkujące energię, lub handlujące surowcami energetycznymi, muszą być państwowe, bo inaczej jest zagrożone ‚bezpieczeństwo energetyczne’ kraju, jest absurdalna, ale bardzo mocno zakorzeniona w świadomości właściwie wszystkich. Ale tutaj mamy do czynienia z całkowicie nową jakością! Bo okazuje się, że największy konsument surowców energetycznych (Azoty zużywają 15% gazu ziemnego sprowadzanego do Polski) jest też elementem ‚bezpieczeństwa energetycznego’ kraju. Przecież to jest bez sensu! Jeśliby sobie wyobrazić, że ów konsument przestanie w pewnym momencie pobierać gaz (w większości importowany), to bezpieczeństwo energetyczne kraju nie zmaleje wskutek tego, lecz wzrośnie! Państwowa spółka PGNiG będzie mogła kupować od Rosjan znacznie mniej gazu, wzrośnie też procentowy udział gazu pochodzącego z krajowego wydobycia, w całej konsumpcji. Minister skarbu, odwracając kota ogonem, zapętlił się w swojej argumentacji. To jest robienie wody z mózgu, bez krzty finezji: wyłącznie przy pomocy sloganów.

Jednak rekord w robieniu wody z mózgu obywateli, minister skarbu bije w uzasadnieniu potrzeby dopisania do listy spółek chronionych, spółki KGHM Polska Miedź. Minister używa argumentu, że KGHM: ‚jest jedynym przedsiębiorcą koncesjonowanym, wydobywającym i zapewniającym produkcję metali wykorzystywanych m.in. do produkcji broni i amunicji oraz wyrobów o przeznaczeniu wojskowym’. To jest absolutnie genialne skojarzenie: przecież łuski pocisków są z mosiądzu! A mosiądz to miedź z pewnymi domieszkami. Czy zatem można pozwolić, żeby prywatny przedsiębiorca wydobywał rudę i produkował metal, z którego się wykonuje amunicję? Nie można! Metal, z którego się wytwarza w Polsce łuski pocisków, może wytwarzać tylko i wyłącznie państwo polskie. Nie daj Boże, gdyby tę gałąź przemysłu przechwycił obcy kapitał i np. odmówił sprzedawania miedzi, fabrykom produkującym amunicję. Wprawdzie minister obrony narodowej niedawno obwieścił światu, że wojsko polskie nie posiada amunicji i ogólnie jest tak słabe, że nie ma zdolności obrony polskiego terytorium, ale zapewne jest to ściema, albo tylko chwilowy brak. Bo przecież państwowy producent miedzi, może w każdej chwili dostarczyć potrzebnego metalu, państwowym fabrykom produkującym łuski i produkcja amunicji ruszy z kopyta. Problem będzie jeszcze z prochem, którego polskie państwowe fabryki nie potrafią wyprodukować i musi on być importowany z prywatnych fabryk za granicą. Ale to już inny temat.

Na koniec muszę zaznaczyć, że nie tylko ja mam wątpliwości co do racjonalności argumentów przedstawionych przez ministra skarbu państwa. W ramach uzgodnień międzyresortowych, minister spraw zagranicznych zauważył przytomnie: ‚należy wyjaśnić, w jaki sposób zastosowanie wobec Grupy Azoty S.A. środka w postaci prawa sprzeciwu wobec planowanej transakcji, zapewni osiągnięcie bezpieczeństwa energetycznego, a także jak zastosowanie takiego środka wobec KGHM przysłuży się obronności Polski. Należy szczegółowo wykazać, że ww. celu nie można by osiągnąć środkami mniej restrykcyjnymi’. Czyżby w rządzie pozostały jednak jakieś okruchy rozsądku?

Zostaw komentarz