Wymiana szyldu

Fot. PAP/Andrzej Grygiel

Oto symboliczna wymiana szyldu; w dniu 1 maja 2016 r., Kompanię Węglową zastąpiła Polska Grupa Górnicza. I wszyscy są zadowoleni: rząd, który twierdzi, że jest to reforma górnictwa, związkowcy, którzy zachowują swoje dobrze płatne posady i górnicy, na których pensje zrzuciło się kilka państwowych spółek. Mamy spokój do następnej zapaści, która nastąpi zresztą dość szybko. Teraz na pilne rozwiązania czekają Jastrzębska Spółka Węglowa i Katowicki Holding Węglowy. Potrzebna będzie zapewne nowa zrzutka państwowych spółek.

Nie będę się rozwodził na temat bezsensowności przyjętego rozwiązania. Pisałem o tym wielokrotnie, m.in. we wpisach: Chocholi taniec, Zgodnie z moimi przewidywaniami, Górnictwo: plan Beaty Szydło, Licytacja głupoty. Kto da więcej? a także w innych. Dziś cofnę się o 13 lat i przypomnę ówczesną wiekopomną reformę polskiego górnictwa, która miała rozwiązać wszystkie problemy. Powstała wtedy… Kompania Węglowa.

Na początku 2003 roku górnictwo pogrążone było w głębokim kryzysie. Kopalnie przynosiły ogromne straty, a ich zadłużenie (głównie wobec ZUS-u i Skarbu Państwa) liczyło się w dziesiątkach miliardów. Ówczesny rząd Leszka Milera przygotował ‚plan restrukturyzacji’, którego istotnym elementem było posunięcie identyczne z tym, jakie zrobiono obecnie, przy okazji tworzenia Polskiej Grupy Górniczej. Mianowicie utworzono nową spółkę (Kompanię Węglową), do której wniesiono 23 kopalnie i 9 zakładów. Przy okazji, spółkom – właścicielom kopalni, darowano długi wobec ZUS-u i Skarbu Państwa na kwotę… 18 miliardów złotych. Czyli mówiąc inaczej, dołożono do Kompanii Węglowej 18 miliardów z pieniędzy podatników. Ale to nie koniec. Bowiem Kompania Węglowa nadal nie mogła funkcjonować bez dopływu gotówki. W związku z tym rząd dorzucił jej akcje państwowych spółek: KGHM, TP SA, ZA Puławy, Ruchu, Huty Łabędy. Pod zastaw tych akcji, Kompania Węglowa mogła zaciągać kredyty potrzebne na pensje dla górników. Ale ponieważ kredytów tych nie spłacała, więc akcje stopniowo przestawały być jej własnością. W końcu kasy zabrakło. Pytanie tylko, dlaczego ta agonia Kompanii Węglowej trwała aż 13 długich lat. Pomógł przypadek; węgiel zaczął mocno drożeć na światowym rynku. Sytuacja finansowa Kompanii Węglowej stała się na tyle dobra, że można było, z roku na rok, podnosić pensje i dodawać różne inne świadczenia dla górniczej braci. Kolejne rządy cieszyły się ze ‚spokoju społecznego’ i radośnie wymieniały zarządy Kompanii. W ciągu 13 lat kierowało nią kolejno… 11 prezesów.

Aż koniunktura na węgiel się skończyła. I okazało się, że król jest nagi. Znów trzeba było dołożyć do przynoszącego straty górnictwa. Tym razem nie można już tego było zrobić w sposób bezpośredni, gdyż uniemożliwiały to unijne przepisy o dopuszczalności pomocy publicznej. Więc wymyślono, że inne państwowe spółki (te przynoszące zyski) ‚zainwestują’ w nowo powołaną spółkę, która przejmie aktywa starej. Sposób ten wymyślił rząd Ewy Kopacz, ale nie udało mu się go zrealizować, bowiem miał skrupuły wobec (niezgodnego z prawem) zmuszania rentownych państwowych spółek do wyrzucania pieniędzy na wspieranie górnictwa. Nowy rząd tych skrupułów już nie miał. Żeby uniknąć zarzutów o kontynowaniu bezsensownej polityki swojego poprzednika, zmienił nazwę nowo powoływanej spółki. Według poprzedniego rządu miała się ona nazywać Nową Kompanią Węglową, ale ostatecznie nazywa się Polską Grupą Górniczą.

Czy kolejny kryzys polskiego górnictwa czeka nas za 13 lat? Ależ skąd. Koniunktura na węgiel jest raczej wykluczona w ciągu najbliższych lat. Kopalnie nadal będą przynosić straty. Zrzutka państwowych spółek, czyli 2,4 miliarda złotych, rozejdzie się na pensje, w ciągu najdalej roku. PGG przestanie odprowadzać składki na ZUS i podatki lokalne. Najdalej za dwa lata, kryzys wybuchnie ze zdwojoną siłą. Czy nie ma wyjścia z tej patowej sytuacji? Otóż wyjście jest i to dość proste: kopalnie trzeba sprywatyzować! Zapewne każdy pomyśli teraz, że przecież nie znajdzie się żaden kretyn skłonny przejmować zadłużone i przynoszące straty kopalnie. Otóż znajdzie się i wcale nie będzie to kretyn. Prywatne koncerny, które mają mocną pozycję na światowym rynku węgla, mogą zrobić to, czego państwo jako właściciel kopalń, zrobić nie jest w stanie. Mianowicie są w stanie zainwestować duże pieniądze w modernizację oraz zmusić załogi do zmiany organizacji pracy w taki sposób, żeby wydobycie odbywało się bez przerwy, przez 7 dni w tygodniu. To wystarczy, żeby kopalnie stały się rentowne, nawet przy tych cenach węgla, które mamy obecnie. Dowiódł tego czeski koncern EPH, który pięć lat temu kupił głęboko nierentowną, zadłużoną i przeznaczoną do likwidacji kopalnię Silesia. Dziś kopalnia przynosi zyski, a niejako mimochodem zatrudnienie w niej wzrosło… dwukrotnie.

Nie ma się jednak co łudzić, że kopalnie zostaną sprywatyzowane. Właśnie kilka dni temu pan prezydent Andrzej Duda uświadomił nam, w swoim doniosłym przemówieniu, że prywatyzacja to jest rozkradanie naszego wspólnego majątku. Wiemy dzięki niemu, że polskie huty (niegdyś problem równie wielki jak kopalnie), które dziś prosperują, tworzą dochód narodowy, dają zatrudnienie i płacą podatki – to rozkradzione nasze dobra. Zaś kopalnie, do których musimy ciągle dopłacać – nie zostały rozkradzione: ciągle są naszym wspólnym dobrem. Naszym skarbem. Wszak wydobywają ‚czarne złoto’.

Przy okazji rozważań o górnictwie, chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na pewne ordynarne kłamstwo, wciskane ciemnemu ludowi. Otóż przy okazji różnych oficjalnych komunikatów ogłaszanych w związku z ‚restrukturyzacją’ górnictwa, wymienia się kwoty podatków (ogromne) zapłacone jakoby przez kopalnie i spółki górnicze na przestrzeni lat (na dowód, że do kopalń wcale się nie dopłaca). Otóż nie są to podatki zapłacone przez kopalnie! Są to zaliczki na podatek dochodowy od pensji pracowników, naliczone przez zakłady pracy (kopalnie) i odprowadzone przez nie do Urzędów Skarbowych. Są to podatki zapłacone przez pracowników, a nie przez spółki górnicze. Uważam, ze ta manipulacja opinią publiczną jest wyjątkowo ohydna i przypomina najgorsze praktyki z okresu stanu wojennego. Ostatnio pojawiła się ona w komunikacie PAP, a brzmi tak: ‚Tylko w latach 2011-2015 do budżetu państwa oraz instytucji parabudżetowych z KW wpłynęło ok. 18,5 mld zł’. Policzono nie tylko zaliczki na podatek dochodowy, ale i składki na ZUS.

Tags:

Jedna odpowiedź

  1. Piotr M. 04/05/2016

Zostaw komentarz