PKP Energetyka

W ostatnich dniach głośno było o napięciu pomiędzy polskim rządem, a amerykańskim funduszem CVC – właścicielem spółki PKP Energetyka. Spółka została sprzedana przez PKP w lipcu 2015 roku, po trwającej prawie rok procedurze prywatyzacyjnej. W procedurze tej uczestniczyły także państwowe spółki energetyczne; Tauron, Energa, Enea i PGE, ale nie były w stanie zaoferować ceny choćby zbliżonej do ceny z oferty CVC. Ostatecznie PKP Enegetyka została sprzedana za 1,41 mld złotych. Zapłata wpłynęła na konto PKP i uratowała  ją przed bankructwem. 7 tysięcy pracowników PKP Energetyka otrzymało (przewidziane w umowie sprzedaży spółki) tzw. premie prywatyzacyjne, które w zależności od stażu pracy wyniosły od 2900 do 4600 zł. Pracownicy uzyskali 4-letnie gwarancje zatrudnienia. Nowy właściciel zainwestował spore środki w unowocześnienie spółki, dalsze inwestycje są w planach.

Trzeba pamiętać, że spółka PKP borykała się od wielu lat z poważnymi problemami. Przytłaczało ją ogromne zadłużenie oraz wielka liczba spółek zależnych, z których większość przynosiła straty. Program restrukturyzacji, opracowany wiele lat temu, zakładał redukcję kosztów (w tym także redukcję zatrudnienia), sprzedaż części nieruchomości, oraz pozbycie się wielu aktywów; od ośrodków wczasowych poczynając, a kończąc na dużych spółkach zależnych, takich jak TK Telekom, PKP Informatyka i PKP Energetyka. Kolejne zarządy PKP nie były w stanie pokonać oporów związków zawodowych i wprowadzić tego planu w życie, aż w końcu PKP stanęła na progu bankructwa. W roku 2014 i 2015 udało się jednak część zamierzeń zrealizować, w tym uruchomić i doprowadzić do finału, procedurę sprzedaży PKP Energetyka. W wyniku tych działań kondycja PKP uległa wyraźnej poprawie, a po sfinalizowaniu transakcji sprzedaży PKP Energetyka, uruchomiono wart miliard złotych, program inwestycyjny w spółce PKP Intercity, który nie miałby szans na realizację, gdyby nie środki ze sprzedaży PKP Energetyka.

Przeciwko prywatyzacji PKP Energetyka protestowały nie tylko związki zawodowe, ale także co bardziej lewicowo nastawieni politycy. Najgłośniej swój protest wyrażała partia PiS (wówczas opozycyjna) argumentując, że najważniejsze dobra narodowe powinny pozostać w rękach państwa. Istnieje bowiem realne niebezpieczeństwo, że po ich przejęciu przez inwestorów prywatnych, przestaną przynosić straty, a zaczną przynosić zyski. A byłoby dziejową niesprawiedliwością, gdyby te zyski trafiały w ręce prywatnych inwestorów, zamiast w ręce rządu, który przecież najlepiej wie, na co je z pożytkiem przeznaczyć. Posłowie PiS Mariusz Błaszczak, Andrzej Adamczyk i Krzysztof Tchórzewski, jeszcze przed sfinalizowaniem umowy prywatyzacyjnej, zwrócili się do prokuratury o: ‚dogłębne zbadanie procedury sprzedaży, sprawdzenie ewentualnych zachęt i nacisków na podwładnych dla uzyskania oczekiwanych decyzji w przedmiocie prywatyzacji PKP Energetyka oraz zarządzenia jej mieniem’. Krzysztof Tchórzewski argumentował dodatkowo: ‚Jeśli kapitałowo zechcą wejść jakieś spółki powiązane z różnego typu organizacjami terrorystycznymi islamskimi, bez problemu będą mogły tę spółkę kupić, dlatego że kontroli nad dalszą jej sprzedażą nie będzie. Może ją także kupić inwestor rosyjski bez problemu – będzie mógł nadzorować wszystko, co się dzieje wzdłuż torów, będzie mógł bez problemu zaglądać do każdej jednostki wojskowej, bo przecież jednostki wojskowe w większości mają połączenia z koleją i kolej służy do przerzutu wojska na ternie całego kraju’. (sic!) [cytaty za Cire.pl] Po zbadaniu sprawy, Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Także NIK, po zbadaniu sprawy na wniosek PiS, wydał komunikat, w którym stwierdził: ‚Prywatyzacja spółki PKP Energetyka nie budzi zastrzeżeń z punktu widzenia legalności’.

I na tym by się zapewne sprawa zakończyła, gdyby nie fakt, że PiS przestała być opozycją, a stała się partią rządzącą, zaś panowie Błaszczak, Adamczyk i Tchórzewski są dziś ministrami. W ich rękach znalazły się instrumenty, przy pomocy których są w stanie znacznie utrudnić działalność spółki PKP Energetyka, lub nawet całkowicie ją zablokować. Właśnie dowiadujemy się (można o tym przeczytać m.in. tutaj), że Urząd Transportu Kolejowego rozpoczął procedurę zmierzającą do cofnięcia spółce PKP Energetyka certyfikatu bezpieczeństwa. Cofnięcie certyfikatu oznaczałoby blokadę dostępu do infrastruktury kolejowej, czyli faktycznie uniemożliwienie spółce wykonywania jej podstawowej działalności. Pretekstem jest nieprzestrzeganie procedur przez spółkę, ale pretekst nie ma tu żadnego znaczenia. Gdy przed laty postanowiono zniszczyć biznesmena Romana Kluskę, to np. rekwirowano mu samochody na potrzeby armii, więc wymyślenie odpowiedniego pretekstu nie jest czymś skomplikowanym. Większym problemem jest fakt, że gangsterskie metody są stosowane przez przedstawicieli władzy, którzy dla zrekompensowania swoich kompleksów lub obsesji, nie cofają się przed żadną nikczemnością.

Ciekawe jak ta sprawa rozwinie się w przyszłości, gdyż trzeba mieć na uwadze, że CVC to nie jest partner, którego można wdeptać w ziemię bez żadnych konsekwencji. To potężny fundusz amerykański, działający globalnie. Z całą pewnością może liczyć na ochronę i wsparcie rządu amerykańskiego, stoi też za nim polsko-amerykańska umowa o ochronie inwestycji. Czy nasz rząd, po nasileniu konfrontacji z Rosją i wdaniu się w walkę z Unią Europejską, byłby skłonny otworzyć kolejny front ze Stanami Zjednoczonymi? Byłoby to posunięcie absurdalne, ale nie wydaje się niemożliwe. Jak będzie – okaże się w najbliższym czasie.

Zostaw komentarz